02.01.2025, 14:59 ✶
- Chyba trochę tak jest, co? W końcu twoja ciotka to Naczelny Mag Wizengamotu - pomijając oczywiście fakt, że jak się z kimś bardzo długo pracowało, to faktycznie zaczynało się go traktować jako rodzinę. Tę pokrętną, z którą często nie chciało się mieć nic wspólnego, ale jednak rodzinę. Chociaż w momencie jak o tym pomyślał, to się wzdrygnął kiedy naturalnie za tym poszła kwestia czy to znaczyło, że Chester był jego.
- To się nazywa szantaż i jest na to paragraf - odpowiedział gładko, absolutnie się jednak nie przejmując. - No to zabezpieczasz w takim razie runami. Wszystko jest do ogrania, Lorien. Odpowiednio rzucona klątwa, najlepiej przez rytuał, wytrzyma bardzo długo. O ile nie na zawsze, jeśli nie złamie się jej w odpowiedni sposób - a o klątwach to ona chyba powinna coś wiedzieć, nie ważne czy Atreus był w pełni świadomy jej przypadłości czy też nie. Wilkołaki, maledictusy... to były misternie splecione klątwy, które na tym etapie były bardziej traktowane jak nieuleczalne choroby - nie znalazł się nikt, kto były w stanie je złamać, więc cierpiący na nie musieli z nimi żyć.
- Widzisz, jest to pytanie, które sam sobie zadaję, ale nie mogę go zbytnio wypowiedzieć na głos przy samym zainteresowanym, bo to mój drogi przyjaciel - parsknął ze złośliwym uśmiechem, pełzającym gdzieś w kącikach ust. Cała sytuacja od samego początku wydawała mu się absolutnie abstrakcyjna i nawet nie dlatego, ze chodziło o honor Loretty - coś o czym mówiło się bardzo głośno, ale czego nikt niekoniecznie był w stanie znaleźć. - Nie jestem pewien, ale chyba chodzi o jakąś potwarz - specjalnie użył tego przestarzałego słowa, skoro już byli przy XIX-wiecznych pojedynkach. - Jakiej dopuszczono się wobec niej podczas Beltane. Kiedyś się chyba prowadziła z Philipem Nottem i doszło między nimi do scysji podczas sabatu. A może raczej między Nottem, a bratem Loretty, Louvainem. Szczerze, bardzo chciałbym ci powiedzieć więcej, ale jakoś zapomniałem dopytać Lou, co ten Philip faktycznie tam nagadał, ważne jednak że wszystko ma się skończyć na parkiecie, w blasku świateł i dziennikarskich fleszy. Ja natomiast, moja droga, jestem zaledwie skromnym sekundantem, chociaż nie powiem, trochę mi z tego powodu przykro, bo chętnie bym się z takim Nottem pobił. Głównie dla zasady.
- To się nazywa szantaż i jest na to paragraf - odpowiedział gładko, absolutnie się jednak nie przejmując. - No to zabezpieczasz w takim razie runami. Wszystko jest do ogrania, Lorien. Odpowiednio rzucona klątwa, najlepiej przez rytuał, wytrzyma bardzo długo. O ile nie na zawsze, jeśli nie złamie się jej w odpowiedni sposób - a o klątwach to ona chyba powinna coś wiedzieć, nie ważne czy Atreus był w pełni świadomy jej przypadłości czy też nie. Wilkołaki, maledictusy... to były misternie splecione klątwy, które na tym etapie były bardziej traktowane jak nieuleczalne choroby - nie znalazł się nikt, kto były w stanie je złamać, więc cierpiący na nie musieli z nimi żyć.
- Widzisz, jest to pytanie, które sam sobie zadaję, ale nie mogę go zbytnio wypowiedzieć na głos przy samym zainteresowanym, bo to mój drogi przyjaciel - parsknął ze złośliwym uśmiechem, pełzającym gdzieś w kącikach ust. Cała sytuacja od samego początku wydawała mu się absolutnie abstrakcyjna i nawet nie dlatego, ze chodziło o honor Loretty - coś o czym mówiło się bardzo głośno, ale czego nikt niekoniecznie był w stanie znaleźć. - Nie jestem pewien, ale chyba chodzi o jakąś potwarz - specjalnie użył tego przestarzałego słowa, skoro już byli przy XIX-wiecznych pojedynkach. - Jakiej dopuszczono się wobec niej podczas Beltane. Kiedyś się chyba prowadziła z Philipem Nottem i doszło między nimi do scysji podczas sabatu. A może raczej między Nottem, a bratem Loretty, Louvainem. Szczerze, bardzo chciałbym ci powiedzieć więcej, ale jakoś zapomniałem dopytać Lou, co ten Philip faktycznie tam nagadał, ważne jednak że wszystko ma się skończyć na parkiecie, w blasku świateł i dziennikarskich fleszy. Ja natomiast, moja droga, jestem zaledwie skromnym sekundantem, chociaż nie powiem, trochę mi z tego powodu przykro, bo chętnie bym się z takim Nottem pobił. Głównie dla zasady.