Znowu sami to sobie robili. Wybierali drogę, która wydawała się im być słuszna, chociaż nic takiego nie ustalili. Nie sprecyzowali o co im chodzi, więc brnęli w coś co nie miało najmniejszego sensu. Próbowali odnaleźć się w tej całej sytuacji, jak zawsze nie do końca skutecznie. To nie było to, czego chciała. Nigdy nie wybrałaby tej ścieżki, gdyby to ona mogła o tym decydować. Nie mieli się od siebie odcinać, bo wiedzieli, że to nie będzie możliwe. Skorzystali więc z określenia siebie tymi nieszczęsnymi sojusznikami. Pierdolenie. To wydawało jej się narzucać jeszcze większy dystans od ewentualnej przyjaźni. Nie mogła ustalić na co właściwie może sobie pozwolić, kiedy wrzucili się w takie ramy. Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie może działać sojusz, bo chyba nigdy nie miała kogoś kto byłby tylko i wyłącznie jej sojusznikiem. To było dla niej coś nowego, zresztą widać to było po jej zachowaniu, badała grunt, i chyba nie do końca jej to wychodziło. Ta obojętność ją męczyła, ale no próbowała się jakoś dostosować.
On robił to samo. Był zdystansowany, ugrzeczniony, oficjalny. Odcinał ją od tego, co kiedyś przychodziło im naturalnie. To ją irytowało, nie na to się pisała kiedy zdecydowała się zostać w Piaskownicy na dłużej. Nadal jednak się nie odzywała - ponownie bała się, że może sprowokować kłótnię i w ten sposób zachęcić go do opuszczenia tego miejsca. Była kurewsko zdesperowana, nie umiała powiedzieć czego chce, czego nie chce, ani sięgać po to czego pragnęła. Czy była jednak gotowa się w ten sposób ograniczać? Pewnie nie do końca, jeszcze trochę i pewnie wyrzuci z siebie to, co zaczęło się w niej zbierać. Zachowywali się w ten sam sposób, próbowała bowiem za nim nadążyć i wyjść jakoś z tego z twarzą, chociaż miała świadomość, że długo tak nie wytrzyma.
Nie gdy niemalże przez dwa lata znajdowała się od niego z daleka, a teraz znajdował się tuż obok niej, nie gdy kurewsko tęskniła za jego dotykiem, ciepłem, tym, co kiedyś mieli. Może to stracili przez swoją głupotę, ale to nie odebrało jej wspomnień o tym szczęśliwym czasie w ich życiu. Nie powinna była się ograniczać, rozdrapywanie ran wcale nie było takie straszne i mogło dać jej chwilowy spokój którego potrzebowała. Później niech się dzieje co chce, tak, już teraz niemalże była pewna, że mogłaby żałować gdyby się znowu do siebie zbliżyli. Przecież już to zrobili, gdy tylko pojawili się w Piaskownicy, zachowywali się tak, jakby nadal coś dla siebie znaczyli, później zaczęli wprowadzać ten nowy porządek, który nie do końca się jej podobał. Już chyba wolałaby, aby udawali, że nic się nie zmieniło. To było zdecydowanie bardziej naturalne. Nie musiałaby usilnie pilnować każdego swojego ruchu, gestu, czy słów które padały z jej ust
- Cóż, przynajmniej mogłabym stwierdzić, czy faktycznie jest taka nudna. Zresztą o Twoich opowieściach możnaby było powiedzieć wiele, ale nie to, że były nudne. - Często raczył ją historiamii na temat swojej pracy i zazwyczaj bywały one raczej zabawne, Roise nie był nudziarzem, chętnie słuchała tego, co miał jej do powiedzenia. Nie spędziłaby tylu lat z kimś, kto zanudzałby ją na śmierć. Czuła, że nie chciał się z nią spoufalać, może nie powiedział tego wprost, ale dotarł do niej ten przekaz.
- Może to lepsza opcja, bo to by oznaczało, że jestem Twoją porażką pedagogiczną, chociaż chyba każdy nauczyciel ma kogoś takiego, nawet Ci najlepsi. - Trochę przecież była, jasne wyciągnęła co nieco z ich wspólnych lekcji, ale miała wrażenie, że to nie było wystarczające. Nie byłaby w stanie uratować nikogo, zresztą wiele już zapomniała. Raczej pamiętała nieliczne, drobne wskazówki, których pewnie i tak nigdy nie wykorzysta. Oczywiście nadal opisywała eliksiry, te lekcje zapamiętała bardzo wyraźnie.
Męczyło ją w zasadzie to, nie mogła sobie pozwolić na ten kontakt fizyczny, bo gdy tylko czuła jego dłonie na swoim nadgarstku miała ochotę przekroczyć wszystkie granice, a przecież coś sobie założyli, nie chciała być tą, która pierwsza pęknie, nie tym razem. Już wczoraj przecież to ona zadecydowała o tym, że się do niego zbliży, gdy w nocy dostrzegła, że ma gorszą chwilę. Nie mogła być odpowiedzialna za to, że znowu spieprzą to, co ustalali.
Nie chciała być słabszym ogniwem, mimo, że nie podobały jej się wcale te ustalenia. Cóż, najwyraźniej znowu zaczęła się w tym wszystkim gubić, nie wiedziała, czego właściwie chce, co powinna robić. To nie było dla niej łatwe.
Próbowała sobie wyobrazić to, jak przebiegnie ich współpraca wynikająca z chęci zadbania o miejsce, które porzucili. Nie sądziła, że przyniesie jej to taką satysfakcję jakiej oczekiwała. Po co właściwie to robili, to już nie był ich dom, sama jeszcze nie wiedziała co konkretnie zamierza zrobić z tym miejscem, może to posunięcie wcale nie było takie właściwie jak wydawało jej się na początku gdy padł ten pomysł. Nie chciała opuścić tego miejsca jeszcze bardziej sfrustrowana, niezadowolona, że trzymała się jakichś nieustalonych zasad.
Czuła, że znowu go rozczarowała. Nie była z tego powodu zadowolona, bo właściwie rozczarowywała tym zachowaniem i siebie samą. Miała próbować walczyć, tyle, że zaczęła się dystansować nie chcąc go osaczać, nie miała zamiaru się narzucać, chociaż przecież tego właśnie chciała. Znowu zaczęła tracić grunt pod nogami, nie miała żadnej kontroli nad tym, co się między nimi działo, wiedziała jedynie to, że jej się to nie podoba, tyle, że próbowali trzymać się tego nieszczęsnego sojuszu. To było popierdolone, nie dało się nie wyczuć w powietrzu napięcia, które się pojawiło, a nadal udawali, że dokładnie tak ma być. Kiedy właściwie zaczęli zastanawiać się nad tym, co było słuszne i przestali sięgać po to na czym im zależało? Nie miała pojęcia, chyba jeszcze nigdy nie byli w stosunku do siebie, aż tak nieszczerzy.
Traktował ją jak kolejną pacjentkę, wziął do ręki jej dłoń, obejrzał ją znowu, zaczął delikatnie wcierać w oparzenie maść. Podobnie postąpił przed tym, gdy weszli do jaskini, może właśnie w ten sposób powinno to wyglądać, nie powinna oczekiwać niczego więcej, mimo, że jej się to nie podobało.
Nie dostrzegła momentu, w którym zbliżył się do niej jeszcze bardziej, była skupiona na tej nieszczęsnej ścianie, bo nie chciała spoglądać mu w oczy. Nie dało się jednak nie poczuć palców na podbródku, przez który musiała w końcu na niego spojrzeć. Trochę bała się tego, co zobaczy w jego oczach, nie miała pojęcia, czy była na to gotowa. Chyba jemu też nie do końca odpowiadała ta sytuacja. Przygryzła dolną wargę i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Czego od niej teraz oczekiwał? Przecież mieli się od siebie dystansować, starała się to robić, że wychodziło jej to raczej średnio to już inna sprawa.
- To, co powinni robić sojusznicy? - Zapytała nieco niepewnym tonem. Dało się z niego wyczuć, że nie do końca odnajdywała się w tej sytuacji, zresztą głos jej zadrżał, brakowało jej typowej dla niej pewności siebie. Zdecydowanie nie wiedziała, co właściwie robili i co próbowali sobie udowodnić. Zdała sobie sprawę, że wybranie tej szafki nie było najlepszym pomysłem, nie miała za bardzo pora manewru, nie mogła już uciec przed bliskością, ani spojrzeniem. To nie wróżyło niczego dobrego. To nie tak, że nie pragnęła tej bliskości, tyle, że przecież miała się od niego dystansować. Sama już nie wiedziała, co jest właściwie.