Miała wrażenie, że od ogniska na którym pojawiła się pod koniec sierpnia minęły wieki. Sporo wydarzyło się w jej życiu, właściwie znowu zaczęło się rozsypywać na części i nie wiedziała kiedy uda jej się zebrać to do kupy. Powinna do tego przywyknąć, miała nadzieję, że nie spotka tutaj Thomasa, z tego co jej wspominał to mieszkał u Longbottomów, a niekoniecznie była gotowa spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że to, iż spotkali się ostatnio kilka razy było błędem. Miała nadzieję więc, że nie dojdzie do takiego spotkania. Postanowiła, że będzie trzymać się na dystans, aż ten sam zrezygnuje, no w ostateczności wyjaśni mu co nieco. Była w rozsypce gdy się spotkali, potrzebowała z kimś porozmawiać, potrzebowała bliskości i wykorzystała do tego poczciwego Hardwicka. Taka już była, nie zamierzała wspominać o tym, że zupełnie przypadkiem nadziała się na swojego byłego, który znowu namieszał w jej głowie, że była gotowa bez mniejszego zawahania wpuścić go ponownie do swojego życia, bo wiedziała, że tylko on był jej w stanie dać to, czego potrzebowała. Nikt inny - była tego świadoma.
Brenna otworzyła jej drzwi - to nieco ją zaskoczyło. Spodziewała się jednak zobaczyć skrzatkę, cóż umówiły się wcześniej więc może po prostu jej oczekiwała, to też nie było niczym nietypowym. - Cześć Brenna, dzięki, że znalazłaś dla mnie czas. - Wypadało zacząć od przywitania. Yalxeyówna nie wyglądała najgorzej, jak na nią, można było zauważyć na jej twarzy zmęczenie, ale zdecydowanie bywało już dużo słabiej. Uśmiechnęła się do Longbottomówny, by nie wyjść na gbura.
- Ooo, a kogo my tu mamy. - Nachyliła się do psa, którego Brenna powstrzymywała przed przeciśnięciem się w jej kierunku, nie mogła się powstrzymać od tego, aby nie posmyrać go za uchem. Cóż, wiedziała, że jej psy to uwielbiały więc z tym nie mogło być inaczej.
- Tak właściwie to poranek jest całkiem przyjemny, może usiądziemy w sądzie? - Ta propozycja wydawała jej się być dużo bardziej atrakcyjna. Pogoda nie była najgorsza, chociaż w powietrzu dało się już wyczuć bliskie nadejście jesieni. Sad jednak dawał im również nieco prywatności, miała świadomość, że rezydencja Longbottomów jest pełna ludzi i nigdy nie wiadomo, kto akurat może się pojawić, więc tak sąd był idealnym rozwiązaniem.
- Kawą nie pogardzę, nie zdążyłam wypić jej przed wyjściem. - Whitby znajdowało się trochę od Londynu, a postanowiła przebyć tę drogę na miotle, aby nieco się rozruszać. Przez ostatnie kilka dni niewiele czasu spędziła na swoich zwyczajnych aktywnościach, więc dobrze zrobił jej chwilowy powrót do sportu. - Jakby coś czarna, nic specjalnego, mam już iść do sadu, zabrać ze sobą tego jegomościa? - Nie miała nic przeciwko psiemu towarzystwu, akurat bardzo przepadała za tymi zwierzętami w przeciwieństwie do kotów, których nie zniosła.