02.01.2025, 21:32 ✶
– Och, nie? To brzmi jak wyzwanie, więc chyba musimy iść z tą pierwszą wersją – westchnęła Brenna. – Zwłaszcza że pechowo, zapomniałam zabrać pałki – dodała.
Nie rozglądała się specjalnie po pokoju. Zwykle wchodząc do czyjejś prywatnej przestrzeni wodziła wzrokiem, szukając drobnych elementów, które mogły coś mówić o właścicielu: odruch, częściowo związany z jej charakterem, częściowo z pracą. Drobne pamiątki, fotografie, książki na półkach, sposób organizacji wnętrza, to wszystko mogło być wskazówką… nawet jeżeli nie wiedziałeś jeszcze, na jakie pytanie chciałeś odpowiedzieć.
Ale tym razem nie odrywała spojrzenia od twarzy Enzo.
– Rozumiem, że to co się tam stało, cię poruszyło. Rozumiem nawet, że się obwiniasz, chociaż to nie była twoja wina. Rozumiem, że możesz się bać, że coś złego spotka ciebie. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że najlepsza reakcja to zniknięcie z widoku.
Gniewało ją to. Cholernie ją to gniewało, chociaż ten gniew nie był przecież skierowany przeciwko Remingtonowi. Wkurwiało ją, że ktoś w ogóle zaatakować młodą dziewczynę, bo miała otwarty umysł i wielkie serce. Wnerwiało ją, że stało się to tuż pod jej nosem: że temu nie zapobiegła, bo odeszła na bok i nie poszła do tego namiotu wcześniej, chociaż widziała, że nigdzie nie ma Avery, a Eden ją ostrzegła, że coś może się stać. Wściekała się, że zamknięto śledztwo, dając przyzwolenie na bezkarność. Denerwowała, że nawet gdy Avery płakała w jej ramionach, ktoś uznał to za dobry moment do kpin.
I doprowadzało ją do szału, że zdołali złamać Enzo Remingtona.
Ta złość, tląca się wcześniej gdzieś pod powierzchnią, na widok jego pracowni, zaczęła wręcz pożerać Brennę od środka: chociaż nie pozwoliła, by uwidoczniła się na twarzy czy w głosie.
– Przestaniesz szyć? Świetnie. Co dalej? Zrezygnujesz z pracy w Ministerstwie, bo ktoś może zaatakować kogoś z waszego wydziału za zadawanie się z mugolakiem? Odetniesz się od przyjaciół, żeby ktoś nie oberwał? Zamkniesz się w sypialni na następną dekadę? I co to zmieni, Enzo? Sądzisz, że nie będzie następnym ataków? Że Raphaela będzie bezpieczna, jak znikniesz z obrazka? Dziewczyna, która jest tak dobra dla wszystkich ludzi? Że nie będzie kolejnej Raphaeli?
Będą. Było już wiele ofiar: widywała ich twarze w prasie, w prosektorium, na miejscach zbrodni. W ostatnich latach zbyt często odwiedzała cmentarze, by brać udział w pogrzebach. Zbyt wiele osób straciło życie albo swoich bliskich w tej wojnie, a Beltane nie jawiło się Brennie jako kumulacja, a raczej początek kolejnego, ponurego rozdziału.
Ale wiedziała też, że jeśli po prostu ustąpią, to ofiar wcale nie będzie mniej. Wręcz przeciwnie. Będzie ich więcej, i więcej. Mugolaki, ci, którzy nie będą chcieli złożyć pokłonu czarnoksiężnikowi, mugole, a potem właściwie każdy, kto po prostu nie spodoba się śmierciożercom. Brenna nie znała się na historii, ale urodziła się w latach tuż po wojnie, w pokoleniu, które wciąż nosiło jej wspomnienia – i ta wojna uczyła, że ustępowanie nigdy nie było dobrą strategią.
- Wczoraj do Hogwartu pierwszy raz pojechał pewien dzieciak z mugolskiej rodziny. Skończył jedenaście lat w sierpniu. Zorientował się, że jest czarodziejem niedługo wcześniej. Ojciec go uderzył, on użył magii w samoobronie. Uciekł ze strachu. Ja i moja podopieczna z Brygady znalazłyśmy go na placu budowy. Heather kupiła mu książki i szaty na pierwszy rok, bo jego rodzice nie są zbyt podekscytowani tym, że będą mieli w rodzinie czarodzieja.
Chłopak miał podwójnego pecha. W świecie czarodziejów był szlamą: w świecie mugoli był dziwakiem, pomiotem szatana, a w dodatku jego rodzice byli po prostu nic niewartymi przemocowcami.
– Co powinnam powiedzieć temu jedenastolatkowi, zanim został odstawiony na Hogwarts Express, Enzo? Że ma trzymać się z daleka od kolegów z roku, bo jeśli ktoś się z nim zaprzyjaźni, ta osoba może przez to ucierpieć? Że nie powinien liczyć na wiele, że ma nie szukać rzeczy, w których jest dobry, bo w przyszłości najlepiej, jeśli pomyśli o karierze sprzątacza, bo są w naszym świecie dranie, dla których nawet na to nie będzie dobrze dobry? Żeby zamiast astronomii i zielarstwa uczył się francuskiego, bo może przyjdzie mu uciekać za granicę, by ratował życie? Żeby lepiej już teraz przyswoił, że jest gorszy od swoich rówieśników, bo jako dorośli pozwolimy, żeby właśnie takie poglądy zaczęły dominować, zanim dorośnie, bo jeżeli nie będziemy ustępować, po drodze komuś może stać się krzywda? Wiesz, że jeśli ten napad to była twoja wina, to w takim razie jeśli ktoś pobije kolegę tego chłopca, powinieneś mu powiedzieć, że to to on za to odpowiada? Nie ten, kto go pobił? Za śmierć męża mugolaczki powinieneś obwiniać tę żonę, nie zabójców? I tak dalej?
Dźgnęła go lekko w ramię, a potem uśmiechnęło się: odrobinę krzywo.
– To było chyba mniej więcej długości wykładów McGongall? Tylko powinnam wspomnieć jeszcze coś o szlabanie. I utracie punktów Gryffindoru.
Nie rozglądała się specjalnie po pokoju. Zwykle wchodząc do czyjejś prywatnej przestrzeni wodziła wzrokiem, szukając drobnych elementów, które mogły coś mówić o właścicielu: odruch, częściowo związany z jej charakterem, częściowo z pracą. Drobne pamiątki, fotografie, książki na półkach, sposób organizacji wnętrza, to wszystko mogło być wskazówką… nawet jeżeli nie wiedziałeś jeszcze, na jakie pytanie chciałeś odpowiedzieć.
Ale tym razem nie odrywała spojrzenia od twarzy Enzo.
– Rozumiem, że to co się tam stało, cię poruszyło. Rozumiem nawet, że się obwiniasz, chociaż to nie była twoja wina. Rozumiem, że możesz się bać, że coś złego spotka ciebie. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że najlepsza reakcja to zniknięcie z widoku.
Gniewało ją to. Cholernie ją to gniewało, chociaż ten gniew nie był przecież skierowany przeciwko Remingtonowi. Wkurwiało ją, że ktoś w ogóle zaatakować młodą dziewczynę, bo miała otwarty umysł i wielkie serce. Wnerwiało ją, że stało się to tuż pod jej nosem: że temu nie zapobiegła, bo odeszła na bok i nie poszła do tego namiotu wcześniej, chociaż widziała, że nigdzie nie ma Avery, a Eden ją ostrzegła, że coś może się stać. Wściekała się, że zamknięto śledztwo, dając przyzwolenie na bezkarność. Denerwowała, że nawet gdy Avery płakała w jej ramionach, ktoś uznał to za dobry moment do kpin.
I doprowadzało ją do szału, że zdołali złamać Enzo Remingtona.
Ta złość, tląca się wcześniej gdzieś pod powierzchnią, na widok jego pracowni, zaczęła wręcz pożerać Brennę od środka: chociaż nie pozwoliła, by uwidoczniła się na twarzy czy w głosie.
– Przestaniesz szyć? Świetnie. Co dalej? Zrezygnujesz z pracy w Ministerstwie, bo ktoś może zaatakować kogoś z waszego wydziału za zadawanie się z mugolakiem? Odetniesz się od przyjaciół, żeby ktoś nie oberwał? Zamkniesz się w sypialni na następną dekadę? I co to zmieni, Enzo? Sądzisz, że nie będzie następnym ataków? Że Raphaela będzie bezpieczna, jak znikniesz z obrazka? Dziewczyna, która jest tak dobra dla wszystkich ludzi? Że nie będzie kolejnej Raphaeli?
Będą. Było już wiele ofiar: widywała ich twarze w prasie, w prosektorium, na miejscach zbrodni. W ostatnich latach zbyt często odwiedzała cmentarze, by brać udział w pogrzebach. Zbyt wiele osób straciło życie albo swoich bliskich w tej wojnie, a Beltane nie jawiło się Brennie jako kumulacja, a raczej początek kolejnego, ponurego rozdziału.
Ale wiedziała też, że jeśli po prostu ustąpią, to ofiar wcale nie będzie mniej. Wręcz przeciwnie. Będzie ich więcej, i więcej. Mugolaki, ci, którzy nie będą chcieli złożyć pokłonu czarnoksiężnikowi, mugole, a potem właściwie każdy, kto po prostu nie spodoba się śmierciożercom. Brenna nie znała się na historii, ale urodziła się w latach tuż po wojnie, w pokoleniu, które wciąż nosiło jej wspomnienia – i ta wojna uczyła, że ustępowanie nigdy nie było dobrą strategią.
- Wczoraj do Hogwartu pierwszy raz pojechał pewien dzieciak z mugolskiej rodziny. Skończył jedenaście lat w sierpniu. Zorientował się, że jest czarodziejem niedługo wcześniej. Ojciec go uderzył, on użył magii w samoobronie. Uciekł ze strachu. Ja i moja podopieczna z Brygady znalazłyśmy go na placu budowy. Heather kupiła mu książki i szaty na pierwszy rok, bo jego rodzice nie są zbyt podekscytowani tym, że będą mieli w rodzinie czarodzieja.
Chłopak miał podwójnego pecha. W świecie czarodziejów był szlamą: w świecie mugoli był dziwakiem, pomiotem szatana, a w dodatku jego rodzice byli po prostu nic niewartymi przemocowcami.
– Co powinnam powiedzieć temu jedenastolatkowi, zanim został odstawiony na Hogwarts Express, Enzo? Że ma trzymać się z daleka od kolegów z roku, bo jeśli ktoś się z nim zaprzyjaźni, ta osoba może przez to ucierpieć? Że nie powinien liczyć na wiele, że ma nie szukać rzeczy, w których jest dobry, bo w przyszłości najlepiej, jeśli pomyśli o karierze sprzątacza, bo są w naszym świecie dranie, dla których nawet na to nie będzie dobrze dobry? Żeby zamiast astronomii i zielarstwa uczył się francuskiego, bo może przyjdzie mu uciekać za granicę, by ratował życie? Żeby lepiej już teraz przyswoił, że jest gorszy od swoich rówieśników, bo jako dorośli pozwolimy, żeby właśnie takie poglądy zaczęły dominować, zanim dorośnie, bo jeżeli nie będziemy ustępować, po drodze komuś może stać się krzywda? Wiesz, że jeśli ten napad to była twoja wina, to w takim razie jeśli ktoś pobije kolegę tego chłopca, powinieneś mu powiedzieć, że to to on za to odpowiada? Nie ten, kto go pobił? Za śmierć męża mugolaczki powinieneś obwiniać tę żonę, nie zabójców? I tak dalej?
Dźgnęła go lekko w ramię, a potem uśmiechnęło się: odrobinę krzywo.
– To było chyba mniej więcej długości wykładów McGongall? Tylko powinnam wspomnieć jeszcze coś o szlabanie. I utracie punktów Gryffindoru.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.