• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius

[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
02.01.2025, 22:34  ✶  

Pojawienie się tutaj samo w sobie nie było łatwe, zresztą długo to trwało nim faktycznie podjęła decyzję. Sporo kosztowało ją odwiedzenie przyjaciela. Nie chodziło o niego, o to, że ona obawiała się tego, że nie może być odpowiednim wsparciem. Sama ledwie trzymała się na nogach, do czego właściwie mogłaby mu się tutaj przydać, nie chciała, żeby dostrzegał jej problemy, bo one były niczym przy tym, co przytrafiło się jemu. Tyle, że też nie do końca potrafiła sobie poradzić z tym, co przytrafiło się jej, do tego stracili Amandę to wszystko to było zbyt wiele, jak na te kilka tygodni. Nie, kiedy jeszcze zupełnie niedawno spotykali się wszyscy razem, pełni nadziei na lepsze jutro. Teraz już nic po tym nie zostało, a co najgorsze żyła już tylko trójka z nich. Nie sądziła, że tak szybko ich świat zostanie zburzony, nie spodziewała się tego. Jak widać śmierciożercom było wszystko jedno kogo zabijali, nie przeszkadzało im to, że odebrali życie jednnej z czystokrwistych, która zupełnie nie wpasowywała się w standardowy profil potencjalnych ofiar. Próbowali sobie wmówić, że ten konflikt ich nie dotyczy, a jednak okazało się inaczej. Zastanawiała się czasem, czy mogli się jakoś do tego przygotować, czy to by właściwie coś zmieniło? Cóż, to były tylko niepotrzebne rozmyślenia, bo przecież czasu nie cofną, nie przywrócą Amandy do żywych. Oni stracili przyjaciółkę, Fabian matkę, a Cornelius cóż - poniósł największą startę, przynajmniej w oczach Yaxleyówny, bo przecież była ona jego przyjaciółką, ukochaną i matką jego dziecka, nie mogło być gorzej.

- Też mam takie wrażenie. - Szczególnie, że spędziła ostatnie tygodnie we własnym mieszkaniu, nie wyłaniała się z tej jaskini na zewnątrz, ale widziała przez okno, że słońce znajdowało się coraz wyżej, dni były coraz dłuższe zbliżało się lato. Nie dało się temu zaprzeczyć.

- Jakoś, nie wiem? Wybacz mi, ale nikt z nas nie został przygotowany do czegoś takiego. - Nie miała pojęcia w jaki sposób może mu przynieść chociaż chwilowe ukojenie, nie spodziewała się, że istnieje jakakolwiek metoda. Mogła po prostu chwilę tutaj z nim posiedzieć, widziała, że rozmowa, którą próbuje z nim przeprowadzić wzbudza w nim raczej niezbyt przyjemne reakcje, nie dziwiło jej to jakoś specjalnie, ale nie zamierzała się poddawać, jeszcze nie. Nie tak łatwo było ją wykurzyć ze swojego otoczenia, kiedy już się pojawiła.

- Nie analizuje Cię, po prostu próbuje zrozumieć, jak to wygląda. - Założyła sobie ręce na piersiach, cóż, skoro chciał rozmawiać z nią w ten sposób to zamierzała odpłacać się mu tym samym, jasne znajdował się w chujowej sytuacji, to wcale nie oznaczało, że będzie stała jak kołek i pozwalała mu wjeżdzać w siebie bez żadnej reakcji. Zdawała sobie sprawę, że go zawiodła, już go za to przeprosiła, ale teraz była gotowa okazać mu swoje wsparcie - było może trochę późno, ale dorosła w końcu do tej decyzji.

- Teraz nie ma już niczego. - Dokończyła jego myśl. Jej też to dotyczyło, może nie w takim samym stopniu jak jego, ale czuła to samo. Miała wrażenie, że wszystko, co znała przestało istnieć. Obudziła się pewnego dnia i została całkiem sama, poczuła sie porzucona przez co zaczęła się zatracać, żeby nie czuć tego bólu, który ją wypełniał. To pomagało - na chwilę, przez co ciągle wracała do punktu wyjścia. Budziła się z coraz większym kacem i raną która nie chciała się zagoić. Wiedziała, że ten stan nie mógł się ciągnąć w nieskończoność, ale niekoniecznie potrafiła z niego wyjść, tkwiła w tym dziwnym zawieszeniu. To był pierwszy raz, gdy zdecydowała się wyjść z domu na dłużej niż kilka minut do sklepu, by uzupełnić zapasy alkoholu.

W końcu zaczęła być z nim szczera, zresztą, czy powinna kryć swoje emocje przed przyjacielem, chyba nie, nie chciała mu dokładać kolejnych ciosów, ale to chyba byłoby nie w porządku. Nie powinni mieć przed sobą żadnych tajemnic, może razem jakoś uda im się chociaż przez chwilę zająć czymś myśli, może łatwiej było przeboleć stratę w towarzystwie? Nie miała pojęcia, jej doświadczenie w tej dziedzinie nie istniało.

- Jasne, salon. - Dotarło to do niej, więc ruszyła się z miejsca. Cóż, znała ich mieszkanie niemalże jak to własne. Było pełne wspomnień. Spędzali tutaj sporo czasu we czwórkę, więc bardzo dobrze wiedziała w którym kierunku powinna zmierzać, nigdy wcześniej jednak nie czuła się tutaj jak intruz.

Zajęła miejsce na sofie, czekała, aż Cornelius sam sięgnie po alkohol, to nie był odpowiedni moment na to, aby grzebała im, mu w barku. Kiedyś pewnie by się nie zastanawiała, ale ta sytuacja była zdecydowanie inna od tych do których przywykła. Pamiętała, jak wiele razy spędzały z Amandą całe noce na rozmowach o głupotach racząc się najróżniejszymi trunkami, to już niestety nie wróci.

- Nie sądziłam, że tak skończymy. - Może ten komentarz był zbędny, ale nie mogła się przed nim powstrzymać. Nie spodziewała się zupełnie, że ich życia będą tak wyglądały, jeszcze niedawno wszystko wydawało się zmierzać w odpowiednim kierunku. Kurwa mać, sama zaszyła się z Roisem w domku nad morzem, o którym nikomu nie wspominali, aby jakoś odnaleźć się w tym świecie, ich życie wydawało się być sielanką, aż obudziła się tego dwudziestego dziewiątego kwietnia i znalazła ten list, w którym stwierdził, że od niej odchodzi. Nie miał nawet tyle odwagi, aby powiedzieć jej to w twarz, to było chujowe, wszystko co działo się wokól nich aktualnie było chujowe.

- Belmondo? - Spojrzała na niego pytająco, nie do końca rozumiała to porównanie, ale domyśliła się, że chodzi mu o jej byłego chłopaka. Nie wiedzieć czemu po prostu poczuła, że dokładnie Roisa ma na myśli. Cóż, to była chyba jedyna osoba, której mogła się tutaj spodziewać, zresztą przez to nie pojawiła się szybciej w ich mieszkaniu, bo nie chciała na niego patrzeć. Wydawało jej się to oczywiste, że pojawi się tutaj przed nią. Jak widać do reszty mu odjebało, skoro tego nie zrobił. Frajer.

- Pojebało go do reszty. - Mruknęła jeszcze cicho pod nosem, nie chciała wyciągać tego przed przyjacielem, ale to był główny powód przez który tak długo zwlekała z wizytą, teraz zrobiło jej się jeszcze bardziej głupio, bo najwyraźniej zupełnie niepotrzebnie założyła, że postanowi towarzyszyć swojemu przyjacielowi w tym trudnym dla niego czasie. Nie spodziewała się po nim cudów, nie po tym, co jej zrobił, ale to wydawało jej się naprawdę popieprzone.

- Tak naprawdę nie sądzę, że da się naprawić cokolwiek, pozostaje chyba po prostu jakoś żyć. - No bo niby jakim cudem mieli naprawić to wszystko? Nie dało się tego zrobić. - Nie spodziewam się cudów Corio, ale chciałam, żebyś po prostu wiedział, że już jestem. - Tak, bo przez trochę jej nie było, ale nie zamierzała go już więcej zostawiać, szczególnie, że wyszło na to, że Roise go olał, ten to dopiero miał tupet.

- To marne pocieszenie. - Nie zawiodła go najbardziej, ale jednak na pewno nigdy jej tego nie zapomni, cóż, musiała jakoś z tym żyć. Na pewno w najbliższym czasie się poprawi, co do tego nie miała wątpliwości, choć nie wiedziała, czy to cokolwiek zmieni. - Powiedzmy, że jesteśmy kwita, nie masz mnie za co przepraszać. - Nie czuła się w tej sytuacji w żaden sposób pokrzywdzona, miała świadomość, że miał swoje problemy, które były większe od tych jej, to nie podlegało dyskusji.

Obserwowała go przez chwilę, gdy wstał i ruszył w kierunku barku. Salon wydawał się jej teraz strasznie pusty, gdy znajdowali się tutaj we dwójkę, chyba powinna do tego przywyknąć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cornelius Lestrange (9967), Geraldine Greengrass-Yaxley (7584)




Wiadomości w tym wątku
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.12.2024, 12:46
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 23.12.2024, 23:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.12.2024, 01:55
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 24.12.2024, 11:52
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.12.2024, 00:45
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.12.2024, 01:56
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.12.2024, 02:15
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 02.01.2025, 13:41
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.01.2025, 22:34
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 03.01.2025, 16:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.01.2025, 23:43
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 17.01.2025, 17:18
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.01.2025, 20:17
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.01.2025, 13:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa