02.01.2025, 22:53 ✶
Były takie chwile, gdy wszystko szło dokładnie tak, jakbyś tego pragnął.
Rzadko zdarzały się w naprawdę istotnych momentach. Wtedy kiedy było to szalenie istotne, różdżka nie chciała współpracować i nawet proste lumos nie działało tak, jak powinno. Ale tym razem misja pt. „wyciągnięcie dziwnie zachowującego się chłopaka ze stawu” przebiegła bez zarzutu, wręcz w popisowym stylu. Brenna zanurkowała, dopadła niedoszłego topielca i chwilę później wyciągała go na brzeg – i to mimo tego, że nie ułatwiał jej zadania, a w wodzie niełatwo utrzymać kogoś, kto schwytany bardzo być nie chce.
Wpadli pomiędzy krzewy, a ona pchnęła go, przewracając chłopaka na brzuch i próbując wykręcić mu rękę. Przeklinała w myślach, że nie ma kajdanek: zawsze nosiła je przy sobie, ale zostały wraz z rzeczami na drugim brzegu, bo przecież nie przewidziała, że będą jej potrzebne podczas pływania, a pod wodą każdy dodatkowy ciężar stanowił problem.
– Cholera, Tommy, ogłusz go? – powiedziała. Różdżkę musiała upuścić na trawę, by obiema rękami przytrzymać młodzika, wciąż szarpiącego się. Mimo to nie wydał z siebie żadnego dźwięku, a jego twarz wydawała się wyprana ze wszystkich emocji: jakby wciąż nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół. – I zgaś to światło, zanim ktoś nas zauważy.
Thomas mógł z całą pewnością stwierdzić, że coś jest nie tak. Może chłopaka przeklęto, może zahipnotyzowano, może użyto na nim zauroczenia. Ewentualnie absolutnie oszalał, ale przy tym wszystkim, co usłyszeli do tej pory, wiele wskazywało na to, że jednak zastosowano na nim jakąś magię. A sądząc po tym, że ich nie dotknęła, mimo tego, że byli w jeziorze, nie zrobiły tego żadne wodne stworzenia – i nie chodziło o żadne ogólne przekleństwo, spoczywające na samej wodzie. Zaklęcie było w jakiś sposób ukierunkowane konkretnie na tego chłopaka. Tak jak prawdopodobnie wcześniej na inne ofiary.
Rzadko zdarzały się w naprawdę istotnych momentach. Wtedy kiedy było to szalenie istotne, różdżka nie chciała współpracować i nawet proste lumos nie działało tak, jak powinno. Ale tym razem misja pt. „wyciągnięcie dziwnie zachowującego się chłopaka ze stawu” przebiegła bez zarzutu, wręcz w popisowym stylu. Brenna zanurkowała, dopadła niedoszłego topielca i chwilę później wyciągała go na brzeg – i to mimo tego, że nie ułatwiał jej zadania, a w wodzie niełatwo utrzymać kogoś, kto schwytany bardzo być nie chce.
Wpadli pomiędzy krzewy, a ona pchnęła go, przewracając chłopaka na brzuch i próbując wykręcić mu rękę. Przeklinała w myślach, że nie ma kajdanek: zawsze nosiła je przy sobie, ale zostały wraz z rzeczami na drugim brzegu, bo przecież nie przewidziała, że będą jej potrzebne podczas pływania, a pod wodą każdy dodatkowy ciężar stanowił problem.
– Cholera, Tommy, ogłusz go? – powiedziała. Różdżkę musiała upuścić na trawę, by obiema rękami przytrzymać młodzika, wciąż szarpiącego się. Mimo to nie wydał z siebie żadnego dźwięku, a jego twarz wydawała się wyprana ze wszystkich emocji: jakby wciąż nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół. – I zgaś to światło, zanim ktoś nas zauważy.
Thomas mógł z całą pewnością stwierdzić, że coś jest nie tak. Może chłopaka przeklęto, może zahipnotyzowano, może użyto na nim zauroczenia. Ewentualnie absolutnie oszalał, ale przy tym wszystkim, co usłyszeli do tej pory, wiele wskazywało na to, że jednak zastosowano na nim jakąś magię. A sądząc po tym, że ich nie dotknęła, mimo tego, że byli w jeziorze, nie zrobiły tego żadne wodne stworzenia – i nie chodziło o żadne ogólne przekleństwo, spoczywające na samej wodzie. Zaklęcie było w jakiś sposób ukierunkowane konkretnie na tego chłopaka. Tak jak prawdopodobnie wcześniej na inne ofiary.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.