Poezja jest jak miecz obosieczny Cóż... Stanley nie wiedział. Tak szczerze, to w chuju miał tą całą poezję i trochę dla żartu zacytował kawałek, który mu się ostatnio przewinął, a cała reszta potoczyła się sama. Nie miał zielonego pojęcia, że Lorraine będzie kontynuować tę batalię, a jak już się zaczęła, to kim był Borgin, aby ją powstrzymywać?
- Uznam to za komplement - odparł jedynie na słowa o byciu bezczelnym.
Nie miała mu też za co dziękować. Maeve, chcąc czy nie chcąc, była częścią jego rodziny, a Stanley był gotów za swoją rodziną wskoczyć w ogień czy oddać swoje życie bez zawahania. To już nie była tylko kwestia Malfoyówny ale również Borgina. Kwestia, aby Changównie nie spadł włos z głowy, bo może i on sam mógł znieść wiele... tak czara goryczy musiała w pewnym momencie przelać i ktoś, kto ma zapędy w kierunku czarnej magii, nie mógł być stabilny w swojej żądzy zemsty. Dodając do tego fakt odpowiednich znajomości, ludzi bliskich poglądowo i niewahających się przed niczym - tragedia murowana dla kogoś, kto postanowi podnieść o jedną rękę za dużo.
- Wiesz, że zadajesz trudne pytania? - zapytał, chcąc mieć pewność, że będzie o tym przekonana - Jakim cudem nie wyrzucili Ciebie z Hogwartu za bycie zbyt dociekliwą osobistością? - rzucił retorycznie. W sumie to nie miał pojęcia czy za coś takiego można było wylecieć... cóż... może powinni dodać taką zasadę po tym jak Lorraine opuściła tę placówkę dydaktyczno-naukową?
- Nie znam odpowiedzi na pytanie czego chcą oni. Nie znam też odpowiedzi na pytanie ilu ich jest... - kontynuował swoją wypowiedź jak i dokarmianie własnego zwierzątka, które hodował na swojej piersi - Jeżeli chcesz słów bez pokrycia to tak. Obiecuję, że oni wszyscy nie skrzywdzą Maeve. Włos jej z głowy nie spadnie - "obiecał". Oczywiście kłamał, ponieważ nie miał na to żadnego wpływu jak już jej zdążył powiedzieć. Czasem jednak ludzie potrzebowali takich zapewnień - nawet jeżeli nie miały one prawa bytu na blokach.
- Jeżeli jednak pragniesz, abym obiecał Ci coś na co mam wpływ i możliwości... - zwrócił się do przyjaciółki, odrobinę wbijając jej swój wzrok prosto w jej własny - To masz moje słowo, że Stanley Andrew Borgin prędzej odda się sam w ręce wymiaru sprawiedliwości, niż odmówi pomocy w sprawie ochrony Twojej czy Maeve. Nie mogę Wam zapewnić nietykalności... - przejechał dłonią o dłoń - Ale mogę Was zapewnić, że każdy skurwiel, który tylko przyczyni się do najmniejszej skazy na waszym lico, po tysiąckroć odczuje to bardziej na swojej własnej, cierpiąc nieskończone katusze... - ugasił papierosa w popielniczce - A prośba o śmierć będzie jego największym marzeniem, które z uśmiechem na ustach spełnię, odsyłając go do miejsca jakie było mu pisane... Czyli bezimienny rów po środku lasu - zakończył, ściskając jej dłoń z zawadiackim uśmieszkiem na twarzy. Nie wynikał on z faktu, że kłamał, ponieważ słowo dane było dla niego cenniejsze, niż jakiekolwiek pisma. Zrobił go, bo oczami wyobraźni widział jak taka osoba, która zrobiła o krok za blisko Lorraine czy Maeve, skomle o litość w jakiejś bocznej uliczce czy zagajniku ciemnego lasu. Iście piękny obraz...
Powiedzieć, że się nie ucieszył na słowa Malfoyówny to jak nie powiedzieć nic. W końcu była porządną kobietą - damom, więc musiała posiadać odpowiednie poglądy, które były im wszystkim dobrze znane i bliskie sercu.
- Dlaczego walczyć z nimi jak równy z równym? Nie wiem - wzruszył ramionami - Wiem za to, że są czarodzieje, czystej krwi zresztą, którzy próbują ich chronić i z nimi współpracować... - westchnął ciężko, bo co innego miał zrobił w tej chwili? Miał tupnąć nóżką w niezadowoleniu?
- Obawiam się Lorraine, że... - podszedł do Flądry, podnosząc ją, aby następnie położyć ją na blacie biurka - Skręcasz kark kociakowi, aby ceną śmierci jednostki... - przejechał powoli palcami, aby zatrzymać się gdzieś pod jej głową - Wytłumaczyć reszcie co ich czeka... - przejechał raz w lewo, a później w prawo po jej futrze, podnosząc przy tym wzrok na blondynkę -Jeżeli nie będą się słuchać... - puścił kota, ponieważ nie miał zamiaru robić jej najmniejszej krzywdy.
- Jeżeli ktokolwiek by Wam podpadł... Dajcie mi po prostu znać - zakomunikował, siadając z powrotem w swoim fotelu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972