No i po kiego grzyba się tak denerwował? Chciał mieć nadciśnienie? Znaczy, oczywiście, o ile wampiry mogły mieć nadciśnienie, ponieważ Stanley, jak to Stanley, nie miał zielonego pojęcia czy mogą czy nie mogą... czy może mogą jeżeli coś, a może jeżeli coś innego to nie mogą. No po prostu klasyczny Borgin ale martwił się o swojego przyjaciela, tak?
Rookwood miał coś dziwne pociągi w kierunku męskich członków. Z jednej strony lubił laseczki i miał de facto żonę, narzeczoną czy jakkolwiek się chcieli określać - panią Lestrange-przyszłą-Rookwood czy jakoś tak. Nie zmieniało to faktu, że po prostu miał zadatki na bycie hetero, ale zajeżdżało od niego jakby właśnie preferował swoich własnych kolegów... A to by była jakaś jedna, wielka pojebana akcja, ponieważ miał takiego koleszkę Laurenta, co tam interesował potrafił docenić męskie piękno... i w sumie to ostatnio mu chyba chcieli napaść na stadninę czy inny sad jabłek. Dzisiaj nie o tym.
- No, no. Imponujesz - pochwalił Sauriela, gwiżdząc z uznaniem na ten jakże piękny gest. Gifty zawsze były mile widziane.
Pokiwał głową na relację Rookwooda, również rozglądając się na boki - dzięki temu mogli dostrzec więcej szczegółów.
- No... Nie wiem. Brakowało im krzyży? - zasugerował, bo przecież nie miał zielonego pojęcia po co tym księżulom całym było potrzebne tyle krżyży, że aż musieli robić jakieś wyprawy. Temat był jednak bardzo ciekawy i może Stanley mógłby się zainteresować ale akurat nie miał jak sobie zapisać... No i mu się nie chciało w sumie.
- Dobra, ale mniejsza o te krzyże... Patrz na to - starał się zwrócił jego uwagę, wyciągając dodatkowy płaszcz, który był schowany za dębem - Taadam! - przedstawił mu prezent dla niego - Jako, że popytałem trochę... To wiem, że wyglądają jak pingwiny dzięki swoim sukniom... Coś na s... - wzruszył ramionami - No. Chodzi o to, że nie wiedziałem skąd skombinować taką samą jak oni, więc zaraz sobie ją zamienimy - zakomunikował - A... Oni mówią do siebie na "ojcze" i podają jakieś imię... - przyjrzał się Rookwoodowi - Ty mi byś wyglądał na Joachima... Ojca Joachima. Mocne gówno... Ale ja do Ciebie nie będę mówił ojcze, bo chyba mi się kiszki przekręcą na drugą stronę - stwierdził, dobywając różdżkę. Stanley przełożył płaszcz przez jedną z gałęzi, aby mieć wolne pole do popisu.
- Dobra. Spróbuję tu coś zaczarować, a Ty się zastanów czy będziesz Joachimem czy Saurielem. Dla mnie to rybka... - przedstawił swój punkt widzenia - I zaraz gulnę sobie z tej butelczyny i będziemy gotowi do działania - dodał, starając się zamienić płaszcz w sutannę, aby ojciec Joachim był gotowy do działania.
Dwa rzuty na przemianę płaszcza w sutannę. Korzystam z transmutacji.
Krytyczny sukces!
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972