03.01.2025, 00:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2025, 00:21 przez Scylla Greyback.)
Uniosła głowę w konsternacji, słysząc wymianę Lyssy i Peregrinusa na temat zakłócania porządku na Pokątnej. Bynajmniej uwagi Scylli nie zwróciła sama insynuacja chuligańskich zapędów, a słowa Mulciberówny na temat wspomnień z czasów szkolnych.
- Dlaczego ledwo skończyłaś szkołę? - Zapytała, zupełnie szczerze. - Aż tak fatalnie ci szło w nauce? - Zmartwiła się nie na niby, bo dotychczas miała Lyssę za osobę inteligentną. Nawet jeśli zachowywała się tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy, dotychczas Scylla była święcie przekonana, że chociaż w części miało to jakieś pokrycie w rzeczywistości. Dla Greyback szkoła nigdy nie była trudna, a nie miała się za orła intelektu, więc wyznanie Lyssy ją naprawdę poruszyło. W sumie, może we Francji mają jakieś katorżnicze curriculum...
Jednak słysząc dalsze słowa dziewczyny, spojrzała tym razem na Trelawneya.
- Masz padaczkę? - Zmartwienie nie zniknęło z twarzy Scylli, a można nawet powiedzieć, że nieco się nasiliło. Niestety nie wiedziała biedna, że sens słów Lyssy zupełnie ją omijał. Po prostu odebrała je wprost, co tym razem niefortunnie nie wyszło jej na dobre.
Pokiwała głową, słysząc, że adresatka ciasteczka nie jest bliżej znana. Wolała dopytać, bo wraz z prośbą o wysyłkę otrzymała jedynie adres, więc z ciekawości chciała wiedzieć, gdzie poleciało. Jednak skoro to była tylko interesantka i możliwie przyszła klientka, może trzeba było uzbroić się w cierpliwość, aby móc ją poznać.
- Ciasteczko z wróżbą - wyjaśniła Lyssie, po czym wróciła do swoich porządków. - Zostało jeszcze parę w kuchni, jeśli masz ochotę. Jutro zrobię więcej - dodała, nie unosząc głowy znad pudełka, z którego wyjmowała dalsze elementy. Według swojego systemu oczywiście.
- Tak, zdaję sobie sprawę - odparła, tym razem nawiązując kontakt wzrokowy z Lyssą. Albo raczej coś na jego kształt, bo jedynie błądziła spojrzeniem po jej twarzy, celowo unikając tych świdrujących brązowych oczu. - A umiałabyś nie zrobić mi na złość? - Zapytała, trochę się wykrzywiając. Nie było w usposobieniu Scylli naturalnej złośliwości, ale fałszywie dobrotliwy ton koleżanki zawsze doprowadzał ją do jakiegoś dziwnego napięcia. Była trochę wolna na umyśle, ale nie była w ciemię bita. Nauczyła się już, kiedy Lyssa robi to w cyniczny sposób, a i z autopsji wiedziała, że dla zabawy lubi robić na złość.
Zmarszczyła brwi, kiedy Peregrinus wrócił do pomieszczenia i wraz z Lyssą zaczęli rozprawiać na temat Pani Yuizyl. Nie mogła powiedzieć, że nazwisko cokolwiek jej mówiło, natomiast imię, a także wspomnienie o greckim micie przywiodło jej na myśl, że...
- Wiecie, że Eurydyka faktycznie jest w podziemiach? - Oznajmiła, patrząc na nich niezwykle rezolutnie. Jakby ją oświeciło. - Jest taka galeria sztuki na Ścieżkach. To zabawne. Nigdy nie dotarło do mnie nawiązanie do mitu - poinformowała, a potem uśmiechnęła się sama do siebie, wracając jak gdyby nic do segregacji. - Lyssa, jeśli cię tak męczy tożsamość tej klientki, może użyj swojego trzeciego oka na liście, który przysłała? Wtedy się przekonasz, czy faktycznie jest hybrydą - zaproponowała, znowu nie unosząc głowy.
- Dlaczego ledwo skończyłaś szkołę? - Zapytała, zupełnie szczerze. - Aż tak fatalnie ci szło w nauce? - Zmartwiła się nie na niby, bo dotychczas miała Lyssę za osobę inteligentną. Nawet jeśli zachowywała się tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy, dotychczas Scylla była święcie przekonana, że chociaż w części miało to jakieś pokrycie w rzeczywistości. Dla Greyback szkoła nigdy nie była trudna, a nie miała się za orła intelektu, więc wyznanie Lyssy ją naprawdę poruszyło. W sumie, może we Francji mają jakieś katorżnicze curriculum...
Jednak słysząc dalsze słowa dziewczyny, spojrzała tym razem na Trelawneya.
- Masz padaczkę? - Zmartwienie nie zniknęło z twarzy Scylli, a można nawet powiedzieć, że nieco się nasiliło. Niestety nie wiedziała biedna, że sens słów Lyssy zupełnie ją omijał. Po prostu odebrała je wprost, co tym razem niefortunnie nie wyszło jej na dobre.
Pokiwała głową, słysząc, że adresatka ciasteczka nie jest bliżej znana. Wolała dopytać, bo wraz z prośbą o wysyłkę otrzymała jedynie adres, więc z ciekawości chciała wiedzieć, gdzie poleciało. Jednak skoro to była tylko interesantka i możliwie przyszła klientka, może trzeba było uzbroić się w cierpliwość, aby móc ją poznać.
- Ciasteczko z wróżbą - wyjaśniła Lyssie, po czym wróciła do swoich porządków. - Zostało jeszcze parę w kuchni, jeśli masz ochotę. Jutro zrobię więcej - dodała, nie unosząc głowy znad pudełka, z którego wyjmowała dalsze elementy. Według swojego systemu oczywiście.
- Tak, zdaję sobie sprawę - odparła, tym razem nawiązując kontakt wzrokowy z Lyssą. Albo raczej coś na jego kształt, bo jedynie błądziła spojrzeniem po jej twarzy, celowo unikając tych świdrujących brązowych oczu. - A umiałabyś nie zrobić mi na złość? - Zapytała, trochę się wykrzywiając. Nie było w usposobieniu Scylli naturalnej złośliwości, ale fałszywie dobrotliwy ton koleżanki zawsze doprowadzał ją do jakiegoś dziwnego napięcia. Była trochę wolna na umyśle, ale nie była w ciemię bita. Nauczyła się już, kiedy Lyssa robi to w cyniczny sposób, a i z autopsji wiedziała, że dla zabawy lubi robić na złość.
Zmarszczyła brwi, kiedy Peregrinus wrócił do pomieszczenia i wraz z Lyssą zaczęli rozprawiać na temat Pani Yuizyl. Nie mogła powiedzieć, że nazwisko cokolwiek jej mówiło, natomiast imię, a także wspomnienie o greckim micie przywiodło jej na myśl, że...
- Wiecie, że Eurydyka faktycznie jest w podziemiach? - Oznajmiła, patrząc na nich niezwykle rezolutnie. Jakby ją oświeciło. - Jest taka galeria sztuki na Ścieżkach. To zabawne. Nigdy nie dotarło do mnie nawiązanie do mitu - poinformowała, a potem uśmiechnęła się sama do siebie, wracając jak gdyby nic do segregacji. - Lyssa, jeśli cię tak męczy tożsamość tej klientki, może użyj swojego trzeciego oka na liście, który przysłała? Wtedy się przekonasz, czy faktycznie jest hybrydą - zaproponowała, znowu nie unosząc głowy.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga