03.01.2025, 00:29 ✶
– No cóż, zdaniem niektórych, skoro kobieta już obiecała być z mężczyzną do samej śmierci, powinna znosić cierpliwie bycie laną – stwierdziła Brenna, trochę sarkastycznie, chociaż temat nie był dla niej ani trochę zabawny. To nie tak, że uznawała uderzenie kobiety za złe w każdej sytuacji – żyli w świecie czarów, i była gorąca orędowniczką równouprawnienia. Pracowała w policji, a przestępstwa popełniali nie tylko mężczyźni. Ale na pewno bicie było złe w sytuacji, kiedy lałeś żonę, bo byłeś na nią zły.
Pan Brunon był idiotą.
Był idiotą nie dlatego, że bił żonę – niestety, często oprawcy okazywali się całkiem inteligentni, i ba, bywało, że nikt ich o takie postępowanie nie podejrzewał – ale że najwyraźniej liczył, że takie wyjaśnienia odstraszą dwójkę Brygadzistów. Brenna bardzo nieprofesjonalnie przewróciła oczyma, zupełnie nieświadoma, że Stanley uzna to za pobłyskiwanie w jej oczach nadziei na rychłe rękoczyny.
A potem zamarła, kiedy Borgin oświadczył, że trzeba wracać.
Spojrzała na niego, trochę niepewna, czy Stanley sobie z niej żartował, podpuszczał ją czy może pił na służbie. Pociągnęła nawet nosem, ale nie wyczuła ani odrobiny alkoholu, za to wydało się jej, że czuje zapach jakichś ciastek albo pieczywa, mogła to być jednak wyobraźnia.
– Myślę, że jednak nie uwierzę mu na słowo – powiedziała cicho. Całkiem normalnym tonem! Nie był nawet szczególnie przesłodzony: w końcu na razie Stanley na liście nielubianych przez nią osób zajmował może dziesiąte czy jedenaste miejsce, a że Brenna tych, których nie lubiła, miała może z piętnastu ludzi jak Anglia długa i szeroka, więc wcale nie znajdował się szczególnie wysoko. Ba, nie pomyślała nawet, aby zrobić z niego żywą tarczę – takie piękne wizje to miała dopiero zacząć snuć za jakiś czas…
– Panie Brunonie, obawiam się, że to groźby karalne wobec funkcjonariuszy, za które może grozić panu mandat dwudziestu galeonów. Prosimy o współpracę, inaczej będziemy musieli pana aresztować z paragrafu… – wyrecytowała z prędkością karabinu maszynowego wskazując odpowiednie przepisy, kiedy Stanley mocował się z zamkiem, próbując chyba coś wysadzić w środku. Nie żeby naprawdę liczyła na współpracę pana Brunona: nadmiar cukru jak nic rzucił się mu na głowę. Ale wyrecytowanie pewnych formułek potem bardzo przyspieszało robotę papierową, a jeśli dochodziło do procesu, komplikowało życie obrońcom oskarżonego i ułatwiało pracę sędziów Wizengamotu.
I oczywiście, że ledwo czar Borgina zadziałał, pchnęła drzwi, by stanąć na progu.
Chociaż sama też nie chciała spędzać reszty Yule w szpitalu i dlatego uniosła różdżkę, na dzień dobry próbując na wszelki wypadek rzucić zaklęcie tarczy.
Rozproszenie
Pan Brunon był idiotą.
Był idiotą nie dlatego, że bił żonę – niestety, często oprawcy okazywali się całkiem inteligentni, i ba, bywało, że nikt ich o takie postępowanie nie podejrzewał – ale że najwyraźniej liczył, że takie wyjaśnienia odstraszą dwójkę Brygadzistów. Brenna bardzo nieprofesjonalnie przewróciła oczyma, zupełnie nieświadoma, że Stanley uzna to za pobłyskiwanie w jej oczach nadziei na rychłe rękoczyny.
A potem zamarła, kiedy Borgin oświadczył, że trzeba wracać.
Spojrzała na niego, trochę niepewna, czy Stanley sobie z niej żartował, podpuszczał ją czy może pił na służbie. Pociągnęła nawet nosem, ale nie wyczuła ani odrobiny alkoholu, za to wydało się jej, że czuje zapach jakichś ciastek albo pieczywa, mogła to być jednak wyobraźnia.
– Myślę, że jednak nie uwierzę mu na słowo – powiedziała cicho. Całkiem normalnym tonem! Nie był nawet szczególnie przesłodzony: w końcu na razie Stanley na liście nielubianych przez nią osób zajmował może dziesiąte czy jedenaste miejsce, a że Brenna tych, których nie lubiła, miała może z piętnastu ludzi jak Anglia długa i szeroka, więc wcale nie znajdował się szczególnie wysoko. Ba, nie pomyślała nawet, aby zrobić z niego żywą tarczę – takie piękne wizje to miała dopiero zacząć snuć za jakiś czas…
– Panie Brunonie, obawiam się, że to groźby karalne wobec funkcjonariuszy, za które może grozić panu mandat dwudziestu galeonów. Prosimy o współpracę, inaczej będziemy musieli pana aresztować z paragrafu… – wyrecytowała z prędkością karabinu maszynowego wskazując odpowiednie przepisy, kiedy Stanley mocował się z zamkiem, próbując chyba coś wysadzić w środku. Nie żeby naprawdę liczyła na współpracę pana Brunona: nadmiar cukru jak nic rzucił się mu na głowę. Ale wyrecytowanie pewnych formułek potem bardzo przyspieszało robotę papierową, a jeśli dochodziło do procesu, komplikowało życie obrońcom oskarżonego i ułatwiało pracę sędziów Wizengamotu.
I oczywiście, że ledwo czar Borgina zadziałał, pchnęła drzwi, by stanąć na progu.
Chociaż sama też nie chciała spędzać reszty Yule w szpitalu i dlatego uniosła różdżkę, na dzień dobry próbując na wszelki wypadek rzucić zaklęcie tarczy.
Rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.