03.01.2025, 00:40 ✶
– Chyba wspominałaś o jednym – rzuciła jeszcze Brenna, nim znikła w kuchni.
Gałgan miał w sobie trochę krwi labradorów i z pewnością mnóstwo ich energii oraz miłości do świata i ludzi. Był duży, nie zmieścił się więc cały na kolanach Geraldine, co rozwiązał tak, że najpierw wpakował na nie przód, potem tył, gdy przód w wyniku tego spadł, powtórzył procedurę, przez co spadł tył… w końcu zadowolił się więc oparciem o nią przednich łap i głowy, a jego ogon chodził jak szalony.
– To nie dla ciebie – ostrzegła Brenna psa, gdy usiadła obok Geraldine i podała jej kubek z kawą. – Częstuj się kanapkami – zachęciła, a potem jej spojrzenie powędrowało do wycinków. Zmarszczyła lekko brwi, chyba trochę zaskoczona, że Atreus pozwolił Yaxleyównie zabrać dowody z miejsca zbrodni, ale zmilczała. Zerknęła na nie pobieżnie, nie musiała jednak długo zastanawiać się nad odpowiedzią: Bulstrode w końcu już pokazał jej podobne dokumenty, a konkluzja była jasna.
– Ten człowiek był prowokatorem. Donosił na sąsiadów, kłamał, rozpuszczał plotki. Nie wiem, dlaczego to robił. Powiedziałabym, że był po prostu okropną osobą, ale rzucanie kotów na pożarcie potworowi z lasu to już wyższa szkoła jazdy. Czy lubił czarną magię, czy zjawę przyciągnęła jego zła dusza i jakoś na niego wpłynęła… tego nie wiem. Wiem za to, że o ile do tej pory mieliśmy po prostu ofiary, które zostały dopadnięte w Kniei, tak teraz zdarzyły się przypadki, że te stwory wpłynęły w jakiś sposó na ludzi w Dolinie.
Może nie powinna tego mówić. Ale oficjalnie nie prowadziła sprawy widm. Oficjalnie nikt jej nie prowadził. Nie miała pojęcia, kto się tym zajmował, co wiedział Departament Tajemnic, a oni wszyscy wciąż pozostawali w niebezpieczeństwie. Nieświadomość tylko zwiększała zagrożenie.
– Te istoty w jakiś sposób działają na koty. Zmuszają je… do ucieczki? Może dlatego widma je pożerają: bo te wyczuwały, że coś jest nie tak. Niestety, tylko koty Figgów mogą nam coś o tym opowiedzieć, a one twierdzą, że nie da się zapewnić ludziom bezpieczeństwa – stwierdziła Brenna z westchnieniem i uniosła filiżankę do ust, a jej spojrzenie powędrowało w stronę lasu. – Zdaniem mojej znajomej przypominają dementorów.
To zasugerowała Cynthia Flint wiele miesięcy temu: a Cynthia znała się na pewnych dziedzinach magii, o których niekoniecznie chętnie uczono każdego.
– Niestety, nie wyobrażam sobie, jak wiele potrzeba by patronusów, aby na dobre wygnać je z Doliny Godryka: a to nie rozwiązałoby problemu, bo przecież poszliby po prostu dalej.
Była pewna, że muszą znaleźć sposób na ich zniszczenie lub uwięzienie, ale w jaki sposób mogli to zrobić?
Gałgan miał w sobie trochę krwi labradorów i z pewnością mnóstwo ich energii oraz miłości do świata i ludzi. Był duży, nie zmieścił się więc cały na kolanach Geraldine, co rozwiązał tak, że najpierw wpakował na nie przód, potem tył, gdy przód w wyniku tego spadł, powtórzył procedurę, przez co spadł tył… w końcu zadowolił się więc oparciem o nią przednich łap i głowy, a jego ogon chodził jak szalony.
– To nie dla ciebie – ostrzegła Brenna psa, gdy usiadła obok Geraldine i podała jej kubek z kawą. – Częstuj się kanapkami – zachęciła, a potem jej spojrzenie powędrowało do wycinków. Zmarszczyła lekko brwi, chyba trochę zaskoczona, że Atreus pozwolił Yaxleyównie zabrać dowody z miejsca zbrodni, ale zmilczała. Zerknęła na nie pobieżnie, nie musiała jednak długo zastanawiać się nad odpowiedzią: Bulstrode w końcu już pokazał jej podobne dokumenty, a konkluzja była jasna.
– Ten człowiek był prowokatorem. Donosił na sąsiadów, kłamał, rozpuszczał plotki. Nie wiem, dlaczego to robił. Powiedziałabym, że był po prostu okropną osobą, ale rzucanie kotów na pożarcie potworowi z lasu to już wyższa szkoła jazdy. Czy lubił czarną magię, czy zjawę przyciągnęła jego zła dusza i jakoś na niego wpłynęła… tego nie wiem. Wiem za to, że o ile do tej pory mieliśmy po prostu ofiary, które zostały dopadnięte w Kniei, tak teraz zdarzyły się przypadki, że te stwory wpłynęły w jakiś sposó na ludzi w Dolinie.
Może nie powinna tego mówić. Ale oficjalnie nie prowadziła sprawy widm. Oficjalnie nikt jej nie prowadził. Nie miała pojęcia, kto się tym zajmował, co wiedział Departament Tajemnic, a oni wszyscy wciąż pozostawali w niebezpieczeństwie. Nieświadomość tylko zwiększała zagrożenie.
– Te istoty w jakiś sposób działają na koty. Zmuszają je… do ucieczki? Może dlatego widma je pożerają: bo te wyczuwały, że coś jest nie tak. Niestety, tylko koty Figgów mogą nam coś o tym opowiedzieć, a one twierdzą, że nie da się zapewnić ludziom bezpieczeństwa – stwierdziła Brenna z westchnieniem i uniosła filiżankę do ust, a jej spojrzenie powędrowało w stronę lasu. – Zdaniem mojej znajomej przypominają dementorów.
To zasugerowała Cynthia Flint wiele miesięcy temu: a Cynthia znała się na pewnych dziedzinach magii, o których niekoniecznie chętnie uczono każdego.
– Niestety, nie wyobrażam sobie, jak wiele potrzeba by patronusów, aby na dobre wygnać je z Doliny Godryka: a to nie rozwiązałoby problemu, bo przecież poszliby po prostu dalej.
Była pewna, że muszą znaleźć sposób na ich zniszczenie lub uwięzienie, ale w jaki sposób mogli to zrobić?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.