Norka podczas swojej pracy spotykała bardzo wiele osób. Dzięki temu wiedziała, że nastroje wśród czarodziejów są różne. Wyczuć można było niepokój, nie wiedzieli, co czeka ich w najbliższym czasie. Było to zrozumiałe. W końcu poplecznicy Voldemorta coraz mniej się kryli ze swoimi zamiarami. Niewiele brakowało, aby konflikt stał się oficjalny i jawny, a wojna rozpoczęła się na dobre. Przerażała ją ta perspektywa, jednak miała świadomość, że wszystko może się skończyć właśnie w ten sposób.
- Trochę normalności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Tak to przynajmniej z pozoru wydaje się, że ciągle mamy te same, niewielkie problemy. - Nawet dobrze było o tym słyszeć, że nadal zdarzają się takie błahostki, a nie tylko morderstwa, rozboje i inne takie. Norka była świadoma, jak wygląda rzeczywistość, sama zastanawiała się czasem, na jakiej podstawie Śmierciożercy wybierają swoje cele, jakby nie patrzeć jej krew również nie była czysta, była więc dla nich nic nie warta, wolała jednak zbytnio o tym nie rozmyślać bo wpadłaby w dziwną pętle. - No właśnie, nie mam pojęcia jeśli mam być szczera. Jeśli coś jest funkcjonalne i działa, to bez sensu mu dokładać, bo może to tylko popsuć wizję. - Ceniła sobie prostotę i uważała, że przesada nie jest potrzebna. Dobrze znać umiar w każdej dziedzinie życia.
Norka nie chciała łapać Patricka za słówka, dlatego też nie powiedziała tego wszystkiego na głos, w końcu to były tylko szczegóły, wierzyła też, że nie zrobił tego celowo, musiał się najzwyczajniej w świecie przejęzyczyć, przecież nie umniejszałby jej klubokawiarni celowo, prawda?
Kamień spadł jej z serca, gdy usłyszała kolejne słowa Stewarda. Odetchnęła głęboko. Czyli nie było tak źle. - Cieszą mnie te słowa. W dzisiejszych czasach zaufanie jest chyba najtrudniejsze do zdobycia. - Wiedziała, że nie mogą sobie pozwolić na ufność wobec wszystkich, także była zadowolona, że Patrick widział jej dobre zamiary, zamierzała dbać o to, aby nie zmienił o niej zdania. Chciała się zaangażować, była gotowa zrobić wiele, aby im pomóc.
- Czy im ufam? To Lupinowie, znam ich od dawna, wierzę w ich dobre zamiary, do tego mają spore umiejętności. - Miała świadomość, że sama nie będzie w stanie pomóc Zakonowi w takiej skali, w jakiej mogliby to zrobić w kilka osób, dlatego też wydawało jej się to być dobrym pomysłem. - Gdybyśmy się spotykali tutaj, raz na jakiś czas, nie powinno to wzbudzić żadnych podejrzeń, przez klubokawiarnię przewija się wiele osób, bywają tu codziennie. - Wiedziała, że bezpieczeństwo też jest ważne, dlatego próbowała wytłumaczyć, jak to widzi.