26.01.2023, 18:25 ✶
Wzruszył ramionami, jakby śmierć roślinki nie było jego winą. Lovegood by fanem interakcji, których mało jaka roślina potrafiła podołać. Poległy kaktus nie należał do jednej z nich. Kiedy chłopak opowiadał na głos o tym, co mu się wydarzyło w ciągu dnia, pustynny przyjaciel nie odpowiadał. Kiedy grał na gitarze, jego podopieczny nie reagował tak jak dusząca roślinka-meloman. Cokolwiek by nie zrobił, nigdy nie było żadnej reakcji. Ta znajomość nie należała do zdrowych, Theodore niczego nie żałował. Skoro kaktus wszystko ignorował i na koniec go opuścił, to najwyraźniej nie był im pisany happy end.
- Sam nie wiem. Miałem dużo na głowie, a on schował mi się za zasłonką i tak jakoś wyszło – wyjaśnił – o zgrozo – bez żadnego poczucia winy. Zapomniał o kaktusie, bo ten nie spełniał jego podstawowych potrzeb. To zabójstwo było więc jego winą, a nie Lovegooda. Tak więc, zamiast przeprosić zmarłego, a następnie wszystkie zebrane roślinki za to, że musiały słuchać tej strasznej historii, aktor uśmiechnął się infantylnie, nie rozumiejąc, skąd w ogóle zdumienie w tonie Greengrass. Większość ludzi w jego sytuacji zapomniałaby o wyjątkowo kiepskim współlokatorze, nie miał więc sobie nic do zarzucenia.
- Pewnie gdy mieliśmy to na zajęciach, byłaś w skrzydle szpitalnym po nieudanym meczu. Większość nie potrzebuje muzyki tak rozpaczliwie, by zaczynać dusić swoich właścicieli, ale mimo wszystko to bardzo ważna część ich rozwoju – brnął dalej w kłamstwa i, będąc kompletnie szczerym, brodząc przez nie, czuł się niczym ryba w wodzie. Był to dla niego naturalny habitat. Mówił z takim spokojem i pewnością siebie, jakby naprawdę miał mocno wyryte w pamięci jak w trakcie lekcji zielarstwa notował w zeszycie te informacje. Pewność swojej zielarskiej wiedzy trochę kontrastowała z jego wcześniejszą opowieścią o niezadbanym kaktusie, ale Theodore nie przejmował się takimi szczegółami.
Na chodniku zostały ostatnie pędowate towarzyszki blondynki. Podniósł donice i zerknął surowo na sklepikarza, który zamiast za darmo pomóc nowej sąsiadce, wziął pieniądze za drobną przysługę. To było bardzo niemiłe z jego strony! Nie odezwał się, pozwalając, by Greengrass załatwiła to po swojemu, ale już zaplanował, że przy następnej okazji wstąpi do sklepiku i powie właścicielowi, co sądzi o jego braku życzliwości.
- Wiesz, mogę ci pomóc. Brzdąkam trochę na gitarze, mogę więc zapewnić im to, czego ich dusze łakną. Jaką muzykę lubisz? Mogę się dostosować do twoich gustów, zobaczymy, czy twoje roślinki je podzielają – wyłożył w końcu kawę na ławę i zaproponował to, o co mu przez cały czas chodziło. Uśmiechnął się do niej zachęcająco, ściskając w dłoniach jej trujące roślinki.
- Sam nie wiem. Miałem dużo na głowie, a on schował mi się za zasłonką i tak jakoś wyszło – wyjaśnił – o zgrozo – bez żadnego poczucia winy. Zapomniał o kaktusie, bo ten nie spełniał jego podstawowych potrzeb. To zabójstwo było więc jego winą, a nie Lovegooda. Tak więc, zamiast przeprosić zmarłego, a następnie wszystkie zebrane roślinki za to, że musiały słuchać tej strasznej historii, aktor uśmiechnął się infantylnie, nie rozumiejąc, skąd w ogóle zdumienie w tonie Greengrass. Większość ludzi w jego sytuacji zapomniałaby o wyjątkowo kiepskim współlokatorze, nie miał więc sobie nic do zarzucenia.
- Pewnie gdy mieliśmy to na zajęciach, byłaś w skrzydle szpitalnym po nieudanym meczu. Większość nie potrzebuje muzyki tak rozpaczliwie, by zaczynać dusić swoich właścicieli, ale mimo wszystko to bardzo ważna część ich rozwoju – brnął dalej w kłamstwa i, będąc kompletnie szczerym, brodząc przez nie, czuł się niczym ryba w wodzie. Był to dla niego naturalny habitat. Mówił z takim spokojem i pewnością siebie, jakby naprawdę miał mocno wyryte w pamięci jak w trakcie lekcji zielarstwa notował w zeszycie te informacje. Pewność swojej zielarskiej wiedzy trochę kontrastowała z jego wcześniejszą opowieścią o niezadbanym kaktusie, ale Theodore nie przejmował się takimi szczegółami.
Na chodniku zostały ostatnie pędowate towarzyszki blondynki. Podniósł donice i zerknął surowo na sklepikarza, który zamiast za darmo pomóc nowej sąsiadce, wziął pieniądze za drobną przysługę. To było bardzo niemiłe z jego strony! Nie odezwał się, pozwalając, by Greengrass załatwiła to po swojemu, ale już zaplanował, że przy następnej okazji wstąpi do sklepiku i powie właścicielowi, co sądzi o jego braku życzliwości.
- Wiesz, mogę ci pomóc. Brzdąkam trochę na gitarze, mogę więc zapewnić im to, czego ich dusze łakną. Jaką muzykę lubisz? Mogę się dostosować do twoich gustów, zobaczymy, czy twoje roślinki je podzielają – wyłożył w końcu kawę na ławę i zaproponował to, o co mu przez cały czas chodziło. Uśmiechnął się do niej zachęcająco, ściskając w dłoniach jej trujące roślinki.