03.01.2025, 13:20 ✶
– Nie proszę, żebyś się zmienił, ale żebyś nie rezygnował z czegoś, co kochasz – sprostowała Brenna. Zmienić się? Nie uważała, że Enzo powinien się zmieniać: to on chciał dokonać zmiany, odcinając projektowanie i odcinając siebie od ludzi, dla których ta znajomość mogła okazać się niebezpieczna. – Żebyś nie przyznawał, że to dobra droga. Pokazanie im, że takie działanie jest skuteczne. Czy to ty nie dokonałeś zmiany? Widziałam twoją pracownię, Enzo. Naprawdę bez niej będziesz tą samą osobą?
Brenna nigdy nie miała problemu z prostymi gestami pomiędzy nią a przyjaciółmi: a nawet z luźnymi znajomymi. Gdy Enzo ułożył się na jej kolanach, oparła po prostu dłoń na jego włosach, przeciągając po nich w pocieszającym geście, nim lekko się nad nim pochyliła.
– Raphaela została zaatakowana, bo jest dobrą osobą, która nie ma uprzedzeń. A oni chcą pozbyć się mugolaków i ukarać wszystkich, którzy nie mają takich uprzedzeń. Upewnić się, że kolejne pokolenia będą je miały. Czy ona powinna się zmienić, żeby być bezpieczną? – spytała, patrząc po prosto w oczy, zanim się wyprostowała. Nie, Raphaela nie powinna się zmieniać: ale ten kto ją napadł, powinien zostać ukarany. I nie został. Nie został, bo Muza chciała zachować to wszystko w sekrecie. Nie został, bo wszyscy wiedzieli: ten kto odpowiadał za ten atak znalazł się wśród gości.
- Nie proszę, żebyś to robił. Nawet bym nie chciała - zapewniła, a jej ton złagodniał, gdy spoglądała na niego z góry. Enzo był łagodnym człowiekiem, dobrą duszą i artystą. Nie kimś, kto powinien walczyć - choć wiedziała, że może przyjść dzień, gdy albo to zrobi, albo zginęli. Gdy śmierciożercy staną na jego progu. - Oczywiście, że nie są problemem i nie powinni potrzebować ochrony, ale żyjemy w czasach, gdy potrzebują. I jej zapewnianie jest częścią zmiany, o której mówiłeś. Nie ma już łatwych dróg.
Nie po Beltane. Nie było łatwych dróg, nie było nawet dróg dobrych. Gdy teraz Brenna myślała o przyszłości, widziała już tylko ciemność i ogień. Nie rozumiała do końca, co miał na myśli Remington: nigdy nie była artystyczną duszą. Nie umiała patrzeć na to w taki sposób jak on - nie gdy jego sny pełne były chwały, barw, materiałów, a jej twarzy martwych ludzi. Nie zastanawiała się już, jaki świat powinien być, widziała tylko jaki jest i szukała sposobów na to, by w nim działać. Ale nie oznaczało to, że miała zamiar naciskać, by robił coś wbrew sobie. Nie chodziło w tej chwili o wojnę: chodziło o niego.
- Nie mam pojęcia, czym jest kamizelka kuloodporna - odparła zgodnie z prawdą. Wiedziała o mugolach całkiem sporo, znajac ich z Doliny i czytając mugolskie książki, ale w Dumie i uprzedzeniu czy Władcy Pierścieni nie było słowa o kamizelkach przeciwkulom. - Możesz w takim razie uszyć coś dla Raphaeli. By do niej pasowało i by była bezpieczna. I jasne, że powinna być bezpieczna bez tego, ale nie załatwi się tego w jeden dzień ani w rok. Ale nie mówię, że musisz to zrobić. Mówię, że masz talent i nie powinieneś po prostu... całkiem rezygnować.
Brenna nigdy nie miała problemu z prostymi gestami pomiędzy nią a przyjaciółmi: a nawet z luźnymi znajomymi. Gdy Enzo ułożył się na jej kolanach, oparła po prostu dłoń na jego włosach, przeciągając po nich w pocieszającym geście, nim lekko się nad nim pochyliła.
– Raphaela została zaatakowana, bo jest dobrą osobą, która nie ma uprzedzeń. A oni chcą pozbyć się mugolaków i ukarać wszystkich, którzy nie mają takich uprzedzeń. Upewnić się, że kolejne pokolenia będą je miały. Czy ona powinna się zmienić, żeby być bezpieczną? – spytała, patrząc po prosto w oczy, zanim się wyprostowała. Nie, Raphaela nie powinna się zmieniać: ale ten kto ją napadł, powinien zostać ukarany. I nie został. Nie został, bo Muza chciała zachować to wszystko w sekrecie. Nie został, bo wszyscy wiedzieli: ten kto odpowiadał za ten atak znalazł się wśród gości.
- Nie proszę, żebyś to robił. Nawet bym nie chciała - zapewniła, a jej ton złagodniał, gdy spoglądała na niego z góry. Enzo był łagodnym człowiekiem, dobrą duszą i artystą. Nie kimś, kto powinien walczyć - choć wiedziała, że może przyjść dzień, gdy albo to zrobi, albo zginęli. Gdy śmierciożercy staną na jego progu. - Oczywiście, że nie są problemem i nie powinni potrzebować ochrony, ale żyjemy w czasach, gdy potrzebują. I jej zapewnianie jest częścią zmiany, o której mówiłeś. Nie ma już łatwych dróg.
Nie po Beltane. Nie było łatwych dróg, nie było nawet dróg dobrych. Gdy teraz Brenna myślała o przyszłości, widziała już tylko ciemność i ogień. Nie rozumiała do końca, co miał na myśli Remington: nigdy nie była artystyczną duszą. Nie umiała patrzeć na to w taki sposób jak on - nie gdy jego sny pełne były chwały, barw, materiałów, a jej twarzy martwych ludzi. Nie zastanawiała się już, jaki świat powinien być, widziała tylko jaki jest i szukała sposobów na to, by w nim działać. Ale nie oznaczało to, że miała zamiar naciskać, by robił coś wbrew sobie. Nie chodziło w tej chwili o wojnę: chodziło o niego.
- Nie mam pojęcia, czym jest kamizelka kuloodporna - odparła zgodnie z prawdą. Wiedziała o mugolach całkiem sporo, znajac ich z Doliny i czytając mugolskie książki, ale w Dumie i uprzedzeniu czy Władcy Pierścieni nie było słowa o kamizelkach przeciwkulom. - Możesz w takim razie uszyć coś dla Raphaeli. By do niej pasowało i by była bezpieczna. I jasne, że powinna być bezpieczna bez tego, ale nie załatwi się tego w jeden dzień ani w rok. Ale nie mówię, że musisz to zrobić. Mówię, że masz talent i nie powinieneś po prostu... całkiem rezygnować.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.