03.01.2025, 15:19 ✶
Stęskniony Charles nie mógł napatrzeć się na ojca, gdy ten już pojawił się przed nim i chociaż sam był przecież dorosły, najchętniej wcisnąłby się w bok Richarda i nie puszczał. Brak matki objawiał się przesadnym wręcz przywiązaniem do taty, tym poważniejszym, gdy ostatni miesiąc przyniósł tyle zmian.
Nie naciskał na karmienie ojca tostami. Nie każdy mógł zadowolić się tak prostym jedzeniem, a i Richard zapewne nim pogardził, skoro miał w kamienicy Selar. Skrzaty dbało o niego o wiele lepiej, niż Charles byłby gotów zadbać kiedykolwiek, dlatego tylko skinął głową, przyjmując do wiadomości wybór Richarda. Kawa, to mógł zrobić nawet bez pomocy skrzata.
Bardziej, niż bliskości ojca, Charles potrzebował zapewnienia, które otrzymał niemal od razu. Coś boleśnie przesunęło się w jego klatce piersiowej, a następnie powędrowało do gardła, zaciskając się na nim i wykrzywiając usta w podkówkę zwiastującą skrajne emocje. Szybko jednak powstrzymał wzruszenie.
- Ja nie chciałem... ja... - Wahał się, nie mogąc znaleźć słów. - Jest mi tak przykro, tato. - Wydusił w końcu. - Jest mi tak wstyd, że zachowałem się, jak się zachowałem, i że wuj musiał tak postąpić. Przepraszam, że sprawiłem tyle problemu tobie i wujowi, chciałbym to naprawić, ale jest już za późno. Wiem, że już nie będę w stanie przeprosić wuja. - Poderwał się z miejsca, gdy czajnik zaczął gwizdać, zwiastując zagotowanie wody. Łatwiej było schować się za zabudowaniami kuchni.
Gdzieś w głębi serca łudził się, że ojciec zaproponuje mu powrót do rodzinnej kamienicy, zaprosi go z powrotem pod swoje skrzydła. I choć nie wiedział, czy chciałby powrotu do starych ustaleń, to jasnym było, że sama propozycja wiele by dla niego znaczyła. Nie zamierzał jej jednak wymuszać.
- Dziękuję, tato. Jeśli będziesz chciał... to was odwiedzę. - Odpowiedział zdawkowo.
Nie naciskał na karmienie ojca tostami. Nie każdy mógł zadowolić się tak prostym jedzeniem, a i Richard zapewne nim pogardził, skoro miał w kamienicy Selar. Skrzaty dbało o niego o wiele lepiej, niż Charles byłby gotów zadbać kiedykolwiek, dlatego tylko skinął głową, przyjmując do wiadomości wybór Richarda. Kawa, to mógł zrobić nawet bez pomocy skrzata.
Bardziej, niż bliskości ojca, Charles potrzebował zapewnienia, które otrzymał niemal od razu. Coś boleśnie przesunęło się w jego klatce piersiowej, a następnie powędrowało do gardła, zaciskając się na nim i wykrzywiając usta w podkówkę zwiastującą skrajne emocje. Szybko jednak powstrzymał wzruszenie.
- Ja nie chciałem... ja... - Wahał się, nie mogąc znaleźć słów. - Jest mi tak przykro, tato. - Wydusił w końcu. - Jest mi tak wstyd, że zachowałem się, jak się zachowałem, i że wuj musiał tak postąpić. Przepraszam, że sprawiłem tyle problemu tobie i wujowi, chciałbym to naprawić, ale jest już za późno. Wiem, że już nie będę w stanie przeprosić wuja. - Poderwał się z miejsca, gdy czajnik zaczął gwizdać, zwiastując zagotowanie wody. Łatwiej było schować się za zabudowaniami kuchni.
Gdzieś w głębi serca łudził się, że ojciec zaproponuje mu powrót do rodzinnej kamienicy, zaprosi go z powrotem pod swoje skrzydła. I choć nie wiedział, czy chciałby powrotu do starych ustaleń, to jasnym było, że sama propozycja wiele by dla niego znaczyła. Nie zamierzał jej jednak wymuszać.
- Dziękuję, tato. Jeśli będziesz chciał... to was odwiedzę. - Odpowiedział zdawkowo.