- Jasne, jak najbardziej, myślę, że Isaac się nie obrazi. - Cóż, najlepiej, jeśli jak najwięcej osób będzie wiedziało z czym mają doczynienia. Nie wiadomo bowiem, kiedy te stwory rozejdą się po świecie. - Z tego, co się dowiedziałam, to ta istota była w piwnicy, nie sądziłam, że one mogą wychodzić z Kniei, jak widać się myliłam. - Nie słyszała jednak o kolejnych przypadkach, które pojawiły się w Dolinie, czy to był pierwszy? Morgana jedna wiedziała. Tutaj nic nie było jasne. Miała świadomość, że te stwory były w stanie spowodować naprawde ogromne szkody, skrzywdzić ogrom ludzi, tym bardziej, że jeszcze nie do końca potrafili z nimi walczyć.
Yaxleyówna nie mówiła nic o ministerstwie, jej zdaniem działało ono opieszale, przez te kilka miesięcy nic nie zrobili z problemem, który się pojawił, a nie wpuszczali do Kniei innych osób, które mogły im pomóc. To nie miało żadnego sensu, dlatego zaczęła zbierać informację na własną rękę, szczególnie po tym, co widziała podczas tych kilku spotkań z widmami, lub z efektem ich działań. Nie zapominała o Charliem, którego znaleźli w Dolinie, który z młodego chłopca zmienił się w starca z młodą duszą.
- To był krąg, na kamieniach były runy. Niestety nie mam pojęcia jakie, to nigdy nie leżało w zakresie moich zainteresowań. - Na pewno znalazłaby kogoś, kto pomógłby jej je odczytać, zresztą miała zamiar wrócić do tego kręgu i przyjrzeć mu się bliżej, znała w końcu jego lokalizację, tyle, że musiała się do tego przygotować, no i spodziewała się, że informacje o tym, gdzie się znajduje zostały już przekazane komuś z ministerstwa, więc wolała być ostrożna i nie rzucać się w oczy.
- Bałam się, że ją zjedzą, nie chciałam, żeby doszło do tragedii. - Jeszcze nigdy nie widziała, żeby wilkołak przemienił się tak nagle, przy ludziach i pognał w stronę lasu. - Jakbyś mogła nikomu nie wspominać o tym, że Ci to powiedziałam, że tam byłam. - Mało kto miał świadomość tego, że Yaxleyówna była animagiem, nie chwaliła się tym przed nikim, zresztą Brennie też o tym nie wspominała, bo nigdy się nie zarejestrowała. Może był czas, aby się nad tym w końcu zastanowić, jednak jakoś nie było jej do tego zbyt spieszno.
- Były runy, widziałam je. - Na pewno można by było na nie spojrzeć, może dało się jakoś odtworzyć mniejszą wersję tego kręgu? Kieszonkową, dzięki której mogliby zobaczyć, co faktycznie działo się w Kniei przez ten czas. Nie miała pojęcia, jak właściwie to wszystko działało.
- Jeśli nie z Limbo, to skąd się właściwie wzięły, nigdy wcześniej nie było wzmianki o takich stworach, a przecież nie pojawiły się znikąd. - To było jedno z pytań, na które przydałoby się znaleźć odpowiedź. Skąd właściwie wzięły się te nieszczęsne widma?
- Tak, to musi być energia, na samym początku szukałam tego chłopca, Charliego, pamiętasz? - Opowiadała już o tym Longbottomównie. - Musiały jakoś wyssać z niego energię życiową, bo jego ciało się postarzało, ale dusza się nie zmieniła, nadal był dzieciakiem. - Zamkniętym w ciele starca, to było okropne. Niby przeżył, ale co właściwie to było za życie?
- Przydałoby się zaczęrpnąć języka, ale faktycznie nie znam chyba żadnego nekromanty, który mógłby nam pomóc. - Cóż, miała świadomość, że większość z nich zapewne należała do fanklubu Voldemorta, z nieszczególnie chciała współpracować z jego poplecznikami.
Upiła kolejny łyk kawy, miała wrażenie, że niby dowiadują się coraz więcej, ale nadal nie wiedziały praktycznie nic konkretnego, to nie sugerowało niczego dobrego. - Póki co one są chyba zamknięte w Dolinie, nie wiem, coś je tutaj trzyma? - Właściwie to były przywiązane przede wszystkim do Kniei, nie miała pojęcia, jednak w jaki sposób działała ta klatka przez którą jej nie opuszczały.