Nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co zastanie w mieszkaniu. Wzięła na siebie opiekę nad bratem, ale sama ledwie radziła sobie z ogarnięciem swojego życia. Cóż, nie świadczyło to o niej dobrze, ale naprawdę starała się wszystkich uszczęśliwić. Nie było to wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać, szczególnie, że miała wrażenie, że zawodzi wszystkich wokół. To nie było przyjemne uczucie. Pozbyła się jednak jednego z problemów, właściwie to chyba tego największego, który powodował spore zamieszanie wokół nich. Naprawdę wierzyła, że to będzie czas, kiedy wszystko zacznie się jakoś układać. Może póki co nie szło jej to najlepiej, ale to był dopiero początek jesieni, właściwie pokłosie lata, może ten lepszy czas miał dopiero nadejść? Tak, naprawdę się na to nastawiła.
Z Astarothem praktycznie nie rozmawiała od momentu, w którym utknęli razem w jaskini. Cóż, pokłócili się tam po raz kolejny, dosyć mocno, ostatnio zresztą praktycznie każda ich rozmowa kończyła się niesnaską. Nie miała pojęcia, w jaki sposób powinna z nim rozmawiać, aby to zmienić. Nie chciała na niego zrzucać swoich problemów, bo swoich miał, aż nadto, ale nie miała pojęcia, czy wykluczanie go z tych jej nie odwróci się przeciwko Geraldine. To był bardzo grząski grunt, ale kierowała się rozsądkiem. Bała się, że jeśli zaangażuje go w sprawę Thorana to go straci, tym razem na zawsze. Zresztą w sierpniu byli tego bardzo bliscy, wtedy kiedy doppleganger przytwierdził go do konia, prawie się wtedy spalił, na jej oczach. Znowu czuła się taka bezsilna jak wtedy w styczniu, gdy umierał na niej rękach. Nie chciała tego przeżywać po raz kolejny, dlatego właśnie próbowała go nieco odsuwać od tych wszystkich spraw, które były bardzo ryzykowne.
Nie miała pojęcia, czy jej brat miał co jeść. Jego możliwości były nieco ograniczone, a jej nie było w pobliżu, pozostawało wierzyć w to, że jakoś sobie poradził. Nie miała zamiaru już go na dłużej zostawiać, dlatego też się tutaj pojawiła, aby wyjaśnić mu w końcu, co ostatnio działo się w jej życiu, chciała mu wytłumaczyć dlaczego nie było jej przy nim. Była mu to winna. Zwłaszcza, że już było po wszystkim, no prawie po wszystkim, miała nadzieję, że będzie dla niej wyrozumiały.
Trochę jej było głupio, że pozostawiła go samego bez żadnego wyjaśnienia, ale nie mogła mu wcześniej opowiedzieć o tym, co się działo wokół nich. Bała się o jego bezpieczeństwo, była jego starszą siostrą, musiała sie o niego troszczyć.
Podniosła się ponownie na nogi, kiedy usłyszała ruch na korytarzu. Najwyraźniej usłyszał jej głos i wyszedł do niej. Trochę jej ulżyło, obawiała się, że będzie na nią tak wkurwiony, że nie będzie zamierzał z nią rozmawiać. Ruszyła w stronę brata, aby go przytulić. Nie wyglądał może najlepiej w tej swojej pidżamie (wampiry w ogóle spały?), ale to nie było istotne. Nie zniknał, nadal tutaj był, więc nie mogło być bardzo źle? prawda. Nie zdawała sobie sprawy czym zajmował się pod jej nieobecność, pozostawało mieć nadzieję, że nikogo nie zabił, kiedy miał ten wolny czas.
Kiedy znalazła się odpowiednio blisko, bez zawahania wyciągnęła ręcę, aby zamknąć go w swoich ramionach. Miała nadzieję, że jej nie odepchnie, ale Morgana jedna wiedziała jak się zachowa. - Przepraszam, że zniknęłam. - Wypadało w końcu okazać skruchę, czyż nie? Zaraz będzie musiała go poinformować o tym, że niedługo znowu zniknie na kilka dni.