03.01.2025, 16:43 ✶
Skinęła głową, słysząc pytanie. Oczywiście, że się jej podobały, po prostu nie dostała nigdy wcześniej kwiatów, więc nie wiedziała, jak zareagować. Albo raczej - nie wiedziała, na jaką reakcję Charles liczy. Miała wrażenie, że jeśli teraz się uśmiechnie, będzie to najbardziej wymuszony uśmiech świata.
- Wiem, to ranunculus asiaticus - oznajmiła, jakby to była oczywistość, a cień uśmiechu przebiegł po jej twarzy, gdy nachyliła głowę, aby powąchać bukiet. Może dlatego nie zauważyła nachylonego nad nią Charliego i nie odsunęła się w popłochu. - Znaczy jaskier azjatycki. Wiesz, że zawiera ranunkulinę, która w dużych dawkach jest silnie trująca? - Zadała pytanie, ale nie oczekiwała odpowiedzi. Uśmiechnęła się jedynie lekko, słysząc kolejne propozycje bukietów. - Jaskry mi się podobają, dziękuję. Róże są ładne, ale wydają się mi takie... oklepane? -
Wychodząc na ulicę, skrzywiła się z powodu oślepiającego ją słońca. Opuściła nieco głowę, a kiedy Charles wskazał budynek, w którym mieszka, wolną ręką przysłoniła twarz, aby się mu przyjrzeć.
- Cykady nie stanowią zagrożenia dla upraw - przyznała, nadal taksując wzrokiem okna kamienicy. - Ale istnieje grzyb, który stanowi zagrożenie dla cykad. Nazywa się Massospora cicadina. W wielkim skrócie, bo nie chcę cię zanudzać szczegółami, przejmuje nad nimi kontrolę, zamienia ich w bezmyślne zombie, a na końcu sprawia, że cykadom odpadają tyłki. - Posłała mu rozbrajający uśmiech. Tak, uważała to za bardzo śmieszne.
Nie tyle była spostrzegawcza, co błyskawicznie zauważała schematy. Zwykle, kiedy ktoś poświęcał jej tyle uwagi i obdarowywał prezentami, oznaczało to, że czegoś od Scylli chciał. Nie była pewna, co Charlie chciał osiągnąć taką zagrywką, ale ewidentnie było to coś istotnego. Może chciał ją ugłaskać, zanim wyjawi jakiś grzech i ją przeprosi. Może chciał zaskarbić sobie jej sympatię i wybaczenie jeszcze zanim coś karygodnego popełni. W każdym razie na pewno nie było to wszystko zupełnie bezinteresowne.
- Dobrze - zgodziła się, choć wyraźnie się spięła; na twarz Greybackówny wpłynęło ostrożne skupienie. - Przyspieszmy więc, bo ja strasznie nie lubię być trzymana w napięciu. Zaczynam wtedy świrować - ostrzegła, a potem złapała Charliego za rąbek rękawa i pociągnęła w kierunku jego kamienicy, przyspieszając znacznie.
- Wiem, to ranunculus asiaticus - oznajmiła, jakby to była oczywistość, a cień uśmiechu przebiegł po jej twarzy, gdy nachyliła głowę, aby powąchać bukiet. Może dlatego nie zauważyła nachylonego nad nią Charliego i nie odsunęła się w popłochu. - Znaczy jaskier azjatycki. Wiesz, że zawiera ranunkulinę, która w dużych dawkach jest silnie trująca? - Zadała pytanie, ale nie oczekiwała odpowiedzi. Uśmiechnęła się jedynie lekko, słysząc kolejne propozycje bukietów. - Jaskry mi się podobają, dziękuję. Róże są ładne, ale wydają się mi takie... oklepane? -
Wychodząc na ulicę, skrzywiła się z powodu oślepiającego ją słońca. Opuściła nieco głowę, a kiedy Charles wskazał budynek, w którym mieszka, wolną ręką przysłoniła twarz, aby się mu przyjrzeć.
- Cykady nie stanowią zagrożenia dla upraw - przyznała, nadal taksując wzrokiem okna kamienicy. - Ale istnieje grzyb, który stanowi zagrożenie dla cykad. Nazywa się Massospora cicadina. W wielkim skrócie, bo nie chcę cię zanudzać szczegółami, przejmuje nad nimi kontrolę, zamienia ich w bezmyślne zombie, a na końcu sprawia, że cykadom odpadają tyłki. - Posłała mu rozbrajający uśmiech. Tak, uważała to za bardzo śmieszne.
Nie tyle była spostrzegawcza, co błyskawicznie zauważała schematy. Zwykle, kiedy ktoś poświęcał jej tyle uwagi i obdarowywał prezentami, oznaczało to, że czegoś od Scylli chciał. Nie była pewna, co Charlie chciał osiągnąć taką zagrywką, ale ewidentnie było to coś istotnego. Może chciał ją ugłaskać, zanim wyjawi jakiś grzech i ją przeprosi. Może chciał zaskarbić sobie jej sympatię i wybaczenie jeszcze zanim coś karygodnego popełni. W każdym razie na pewno nie było to wszystko zupełnie bezinteresowne.
- Dobrze - zgodziła się, choć wyraźnie się spięła; na twarz Greybackówny wpłynęło ostrożne skupienie. - Przyspieszmy więc, bo ja strasznie nie lubię być trzymana w napięciu. Zaczynam wtedy świrować - ostrzegła, a potem złapała Charliego za rąbek rękawa i pociągnęła w kierunku jego kamienicy, przyspieszając znacznie.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga