Yaxleyówna nie miała żadnego usprawiedliwienia na swoje zachowanie. Nic nie piła, była zupełnie trzeźwa, chociaż nie do końca. Może nie spożywała alkoholu, jednak nie myślała jasno. Wypełniał ją wkurw, a kiedy się denerwowała, to nie myślała wcale, jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Nie zastanawiała się nad swoimi czynami, postępowała odruchowo, co niekoniecznie było czymś dobrym.
Nie do końca chciała trafić w głowę, ale cóż, najwyraźniej nawet zirytowana potrafiła wybrać odpowiedni cel. Nie było o to wcale tak trudno, bo przecież byli niemalże tego samego wzrostu, więc nie było to jakimś szczególnym osiągnięciem. Nie zamierzała mu wyrządzić szczególnej krzywdy, gdyby chciała to zrobić uderzyłaby go czymś innym, niż kwiatami, właściwie to nie spodziewała się nawet, że są one takie ciężkie. Nieczęsto dostawała takie bukiety. Musiał wykupić wszystkie kwiaty w kwiaciarni, cóż, na pewno teraz dotarło do niego, że nie było warto tego robić...
- Jeszcze nie zdecydowałam, co zamierzam. - Czuła się głupio. Dała się ponieść emocjom, a kiedy zobaczyła, że bukiet, którym w nim cisnęła pozostawił zadrapania na jego twarzy nieco otrzeźwiała. - Nie będziesz mi mówił, co mam robić. - Złapał ją na nadgarstek, przez co przeniosła właśnie na niego swoje spojrzenie. Cóż, uniemożliwił jej kolejny atak, ale w sumie i tak nie zamierzała tego powtarzać.
Nie miała pojęcia, co ją właściwie opętało, bo tak naprawdę nie chciała mu przecież zrobić krzywdy, ale nie radziła sobie z emocjami, które zaczęły się z niej wylewać, niestety były to głównie te negatywne uczucia. Złość, wkurw, gorycz, to one teraz przejęły władzę nad jej ciałem i umysłem, oślepiły ją. Nie powinna na to pozwolić, jednak nie miała nad tym kontroli. Cóż, taki już miała charakter.
Nie sięgnęłaby po przemoc fizyczną, nie robiła tego zazwyczaj, no raz zdarzyło jej się strzelić mu z liścia, kiedy oskarżył ją o to, że go zdradzała, nie mogła znieść tego bezsensownego pierdolenia, jednak nie chciała mu zrobić faktycznej krzywdy. Rzadko kiedy korzystała ze swojej siły, aby sprawić ból ludziom, szczególnie tym, na których jej zależało. Mimo, że wypełniały ją przeróżne uczucia, to raczej się miarkowała, wiedziała bowiem, że faktycznie może kogos uszkodzić, w końcu jej ciało było bardzo dobrze wyćwiczone po to, aby zabijać, może nie ludzi, a zwierzęta, jednak nie było w tym zbyt wielkiej różnicy.
- Nie zamierzam Cię więcej uderzać, zresztą nie sądziłam... - Urwała, bo oczywiście wyszło na to, że po raz kolejny nie przemyślała sprawy, zareagowała impulsywnie nie spodziewając się, że może to spowodować faktycznie fizyczny ból. Cóż, kwiaty najwyraźniej też mogły się okazać całkiem niezłym narzędziem do walki. Nie zakładała tego wcześniej.
- Powinieneś już zauważyć, że wcale nie myślę. - Nadal w jej spojrzeniu mógł dostrzec irytację, nie miała pojęcia, co się z nią działo, nie wiedziała, kiedy wreszcie jej ulży, ale to, co zrobiła przed chwilą wcale nie pomogło. Powinna była znaleźć sobie inną metodę na radzenie ze złością.
Zdarzyło jej się już ciskać w niego różnymi przedmiotami, chociaż raczej tuż obok, żeby nie zrobić mu żadnej krzywdy, miała świadomość na ile może pozwolić, jak celować, aby tylko zademonstrować swoją frustrację. Było to czasem może nazbyt teatralne, ale działało, przynosiło spokój - prędzej, czy później. Teraz wcale nie zrobiło jej się lżej - wręcz przeciwnie. Poczuła, że zupełnie już siebie nie kontroluje, nie ma na nic wpływu, zresztą odkąd się tutaj pojawili nad niczym nie panowała. To najwyraźniej niszczyło ją od środka, była niczym zwierzę, zamknięte w klatce, które przypadkowo krzywdziło siebie i innych.
Prowokował ją, czy naprawdę chciał doprowadzić Yaxleyównę do granicy, właściwie to przecież już ją przekroczyła. Nie chciała tego kontynuować, bo to nie mogło przynieść niczego dobrego. Do tego wyglądał chujowo, to było trochę jak bicie leżącego, a miała jednak swój honor, nie zamierzała się tutaj nad nim znęcać, to nie było standardowe dla niej zachowanie.
Odetchnęła głośno, próbowała się uspokoić, czuła jednak, że policzki nadal jej płonęły, była ciągle wkurwiona i nie umiała sobie z tym poradzić.
- Nie kurwa, nie tego chcę. - Tak naprawdę sama nie wiedziała, czego chciała, ale zdecydowanie nie tego, żeby wypierdalał, chyba? No, nie bez powodu zgodziła się na to, aby zostali tu przez kilka dni kiedy jeszcze była w miarę świadoma i gdy nie wypełniała jej złość.
- Przepraszam. - Mruknęła cicho pod nosem, nie przychodziło jej to wcale łatwo, ale czuła, że tym razem faktycznie przegięła, w jego towarzystwie wcale nie było o to zbyt trudno. To, co działo się między nimi doprowadzało ją do szaleństwa.
Nie miała pojęcia o czym mieliby ze sobą rozmawiać, i w jaki sposób miałoby to przebiegać, żeby nikomu z nich nie stała się krzywda, ale zdecydowanie mieli do pogadania. Pociągnęła więc swoją dłoń, tą za którą ją trzymał, aby nie stać w miejscu z tym bukietem uniesionym do góry. Powinni schować się w domu, nie, żeby podejrzewała, iż ktoś mógłby ich tutaj zobaczyć, bo było to raczej pustkowie, ale nie chciała tego robić na zewnątrz. Nie zwlekała, po prostu ruszyła do wnętrza do domu, musiała się napić, miała nadzieję, że w tych jego papierowych torbach jest butelka, po którą będzie mogła sięgnąć.