03.01.2025, 19:08 ✶
– Mogą. Goniły ludzi. Myślę, że nie wychodziły z niej, bo były… zbyt słabe, żeby walczyć z większą grupą czarodziejów. I raczej nie trzyma ich nic poza tym, że muszą urosnąć w siłę, zanim pójdą dalej – mruknęła Brenna z westchnieniem. Mildred ledwo im uciekła. Zwłoki dwójki sąsiadów znaleziono na polu. Stwory wycofywały się, gdy natykały się na dużą grupę.
Ale teraz…
Teraz były silniejsze.
Skupiona na tym tylko pokręciła głową na słowa Geraldine odnośnie zjedzenia wilkołaka. Czy nie bała się, że ten zaatakuje ją? Wilkołaki instynktownie atakowały każdego człowieka, który znalazł się w pobliżu.
– Nie wspomnę, ale pytanie, czy nie zrobi tego ten wilkołak, jeśli cię tam widział? I w takim razie… byłabyś w stanie znaleźć to miejsce? A najlepiej się tam teleportować? – spytała, pośpiesznie dopijając kawę. Czy to było niebezpieczne? Tak. Ale czy mogli niczego z tym nie zrobić? Nie. I czy chciała czekać zbyt długo? Również nie. – Mój wuj jest w Egipcie do wieczora, ale jutro pewnie znalazłby czas. Po Tessę mogłabym natomiast pójść nawet teraz i…
Brenna zawahała się, nagle przypominając sobie o znamieniu.
Być może Quintessa w tej chwili była najlepszą osobą do tej wyprawy. Brenna, niestety, nie najlepiej znała się na nekromancji, a wcale nie była pewna, czy mogą polegać na ochronie kromlechu, o którym wspominała Yaxleyówna.
– Mam wrażenie, że widma mogą działać na nią słabiej niż na nas – dodała z pewnym wahaniem. Wcześniej działały na nią najbardziej, nawet z daleka, ale koty zamknęły jej strach, zamknęły energię: i Brenna zastanawiała się, czy to nie oznacza, że nią nie będą mogły się pożywić. – Kiedy mogłabyś tam pójść? – spytała, bo od tego w dużej mierze zależało, do którego krewnego powinna się zwrócić. Hjalmar też pozostawał opcją, ale jednak pierwszym odruchem Brenny pozostawało udanie się do Tessy lub Morpheusa. Ten drugi pracował w Departamencie Tajemnic, ta pierwsza ze względu na znamię powinna lepiej reagować na obecność widm – i oboje doskonale znali sztukę starożytnych run.
Ale teraz…
Teraz były silniejsze.
Skupiona na tym tylko pokręciła głową na słowa Geraldine odnośnie zjedzenia wilkołaka. Czy nie bała się, że ten zaatakuje ją? Wilkołaki instynktownie atakowały każdego człowieka, który znalazł się w pobliżu.
– Nie wspomnę, ale pytanie, czy nie zrobi tego ten wilkołak, jeśli cię tam widział? I w takim razie… byłabyś w stanie znaleźć to miejsce? A najlepiej się tam teleportować? – spytała, pośpiesznie dopijając kawę. Czy to było niebezpieczne? Tak. Ale czy mogli niczego z tym nie zrobić? Nie. I czy chciała czekać zbyt długo? Również nie. – Mój wuj jest w Egipcie do wieczora, ale jutro pewnie znalazłby czas. Po Tessę mogłabym natomiast pójść nawet teraz i…
Brenna zawahała się, nagle przypominając sobie o znamieniu.
Być może Quintessa w tej chwili była najlepszą osobą do tej wyprawy. Brenna, niestety, nie najlepiej znała się na nekromancji, a wcale nie była pewna, czy mogą polegać na ochronie kromlechu, o którym wspominała Yaxleyówna.
– Mam wrażenie, że widma mogą działać na nią słabiej niż na nas – dodała z pewnym wahaniem. Wcześniej działały na nią najbardziej, nawet z daleka, ale koty zamknęły jej strach, zamknęły energię: i Brenna zastanawiała się, czy to nie oznacza, że nią nie będą mogły się pożywić. – Kiedy mogłabyś tam pójść? – spytała, bo od tego w dużej mierze zależało, do którego krewnego powinna się zwrócić. Hjalmar też pozostawał opcją, ale jednak pierwszym odruchem Brenny pozostawało udanie się do Tessy lub Morpheusa. Ten drugi pracował w Departamencie Tajemnic, ta pierwsza ze względu na znamię powinna lepiej reagować na obecność widm – i oboje doskonale znali sztukę starożytnych run.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.