03.01.2025, 19:12 ✶
Paczka od nieznanego Charlesowi nadawcy była niepozorna. Owinięta w brązowy papier i przewiązana sznurkiem, z nazwiskiem Rodolphusa wymalowanym na froncie, nie wydawała się w żadnym wypadku groźna. Wsunięta pod wieszak, tam, gdzie zwykle stały buty, niemal skryła się pod zostawionym wyżej płaszczem. Charles nie zaglądał do środka, nie poświęcał jej nawet więcej uwagi, niż było to potrzebne. Nie było to przecież nic takiego. Może po prostu Lestrange zapomniał zmienić adresu w jednym ze sklepów?
Nie spodziewał się pośpiechu, dlatego nie sądził, by osobą, która puka do drzwi, był Rodolphus, bo typ wydał się oczywisty. Baldwin, być może z rodzinką, być może z kumplami, a być może nawet z Charlesową siostrą? Z kimkolwiek przyszedłby, szykowała się konfrontacja, na którą Mulciber nie był gotowy. Co więcej, miał dość tej sprawy i całego istnienia Baldwina Malfoya. Jeśli miał przemówić mu do rozsądku, zrobi to raz, a dobrze.
Kiedy otworzył drzwi, wkładając w to zdecydowanie zbyt dużo siły, gotów był przyłożyć pierwszej osobie, która podejdzie mu pod pięści. Tym razem nie zamierzał się hamować i jeśli mieli przeprowadzić prawdziwą bitwę na korytarzu kamienicy na Horyzontalnej, to do tego właśnie dojdzie!!
- Rodolphus! - Zatrzymał się w porę, a jego wściekłość nie od razu ustąpiła zaskoczeniu. - Co tu robisz?! - Zapytał, zdecydowanie niespokojny.
Nie zdążył nawet upić choćby łyka z butelki, która pozostawiona została na stoliku. Kondensacja pokryła zimne naczynie warstewką kropelek.
- Wejdź. Wejdź, Rolph. Wybacz, jesteś tu po paczkę?
Nie spodziewał się pośpiechu, dlatego nie sądził, by osobą, która puka do drzwi, był Rodolphus, bo typ wydał się oczywisty. Baldwin, być może z rodzinką, być może z kumplami, a być może nawet z Charlesową siostrą? Z kimkolwiek przyszedłby, szykowała się konfrontacja, na którą Mulciber nie był gotowy. Co więcej, miał dość tej sprawy i całego istnienia Baldwina Malfoya. Jeśli miał przemówić mu do rozsądku, zrobi to raz, a dobrze.
Kiedy otworzył drzwi, wkładając w to zdecydowanie zbyt dużo siły, gotów był przyłożyć pierwszej osobie, która podejdzie mu pod pięści. Tym razem nie zamierzał się hamować i jeśli mieli przeprowadzić prawdziwą bitwę na korytarzu kamienicy na Horyzontalnej, to do tego właśnie dojdzie!!
- Rodolphus! - Zatrzymał się w porę, a jego wściekłość nie od razu ustąpiła zaskoczeniu. - Co tu robisz?! - Zapytał, zdecydowanie niespokojny.
Nie zdążył nawet upić choćby łyka z butelki, która pozostawiona została na stoliku. Kondensacja pokryła zimne naczynie warstewką kropelek.
- Wejdź. Wejdź, Rolph. Wybacz, jesteś tu po paczkę?