Może nie miał zbyt dużych problemów z gotówką, czy też ogólnie ze swoją sytuacją finansową, ale nie przywykł też do tego, że jest okradany na środku ulicy. Zadziałał w dużej mierze instynktownie, chcąc odzyskać swoją własność. Może gdyby złapał złodziejaszka na gorącym uczynku w chwili samej kradzieży, to by go puścił, tak długo, jak jego własność pozostałaby w jego rękach. Tak się jednak nie stało, więc skupił się na jednym, podstawowym celu: złapaniu winnego.
Wbiegnięcie na Śmiertelny Nokturn też może nie należało do najwybitniejszych pomysłów Erika, jednak wychodził z założenia, że co by się nie działo, to sobie poradzi. Może nie był to najlepszy zakątek magicznego Londynu, ale praca dla służb dalej coś znaczyła. Jeśli nie wzbudzała respektu, to przynajmniej odstraszała te osoby, które wolały się trzymać jak najdalej od funkcjonariuszy prawa z Ministerstwa Magii. Poza tym, gdyby wpadł po uszy, zawsze mógł się ewakuować za pomocą transmutacji. Gorzej by było, gdyby ta umiejętności znajdowała się poza zasięgiem jego zdolności magicznych.
Dalej, dalej, poganiał sam siebie, przebijając się przez kolejne osoby w tłumie, mamrocąc pod nosem słowa przeprosin lub prosząc o przesunięcie się na bok, co by uniknąć potrącenia kogoś wśród tych wąskich uliczek. W pewnej chwili zaczęło mu się wydawać, że stracił go z oczu, jednak było to błędne założenie. Wręcz przeciwnie, najwyraźniej sprzyjało mu nie lada szczęście! Ktoś w tłumie pochwycił uciekiniera.
— Dzie... Dziękuje — wydukał Erik, starając się uspokoić oddech, podpierając się o ścianę. Wypuścił głośno powietrze z ust, lustrując wzrokiem złodziejaszka. — Moją... własność poproszę.
Dopiero wtedy zorientował się, że uciekinier nie tyle został zatrzymany ile wręcz pochwycony. Zanim Erik zdążył obrzucić jego twarz uważniejszym spojrzeniem, zwrócił uwagę na sakiewkę, która wylądowała na chodniku. Cóż, nie miał zamiaru narzekać. Tak czy inaczej, odzyskał swoją własność. Schylił się, aby podnieść mieszek. Ten w pierwszej chwili wydawał się tak samo ciężka, jak przy ostatnich zakupach, więc może nie zdążył pochować monet.
— Jeszcze raz dzięki — zwrócił się do mężczyzny, który wykazał się tę jakże proobywatelską postawą. Zmarszczył lekko brwi. — Wybacz, czy my... Nie widzieliśmy się już kiedyś?
Na chwilę stracił zainteresowanie złodziejem, gdyż całą uwagę poświęcił osobie Yaxleya. Miał wrażenie, że kojarzył ten głos, twarz też wydawała się znajoma, ale nie był w stanie połączyć ze sobą tych dwóch rzeczy z żadną lokalizacją. Hogwart mógł wykluczyć. Tego był pewny w stu procentach. Może jakiś bar albo przyjęcie? No bo przecież nie Ministerstwo, gdyż stamtąd by raczej kojarzył większość znajo...
— Ani mi się waż! — podniósł głos, jednak było już za późno.
Niedoszły aresztowany jakimś cudem zdołał się uwolnić, a zanim Erik zdołał cokolwiek zrobić, zniknął w sąsiedniej uliczce. Longbottom nawet machnął odruchowo ręką, jakby trzymał w dłoni różdżkę, jednak na nic się to nie zdało. Wydał z siebie pełne frustracji westchnienie. Chociaż w sumie... Mogło się do skończyć dużo mniej fortunnie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞