Uśmiechnął się krzywo, gdy zdał sobie sprawę, że Nora połączyła ze sobą kropki. Cóż, nie mógł powiedzieć, że go to nie ucieszył. Salem był w dużej mierze odpowiedzialny za tę interwencję, więc powinien zasmakować, jak to jest przeprowadzić poważną rozmowę ze swoją właścicielką. Kolejnym zaskoczeniem dla Longbottoma było to, z jakim spokojem zareagowała panna Figg. Nie spodziewał się tego, ale musiał przyznać, że zaimponowała mu swoim podejściem. Zachowywała się całkiem rozsądnie.
— Szeptucha? — Zmarszczył brwi, wracając myślami do wspomnień związanych z Ostarą. A tak faktycznie, kręciła się tam. Nawet próbował się do niej dobić, zanim ta nie zniknęła gdzieś w tłumie. — Czy ona... Powiedziała coś jeszcze?
Wróżbiarstwo było dla niego taką samą sztuką magii, jak każda inna, chociaż nie mógł powiedzieć, że bezrefleksyjnie pokładał wiarę w każdej przepowiedni. A Szeptucha zdawała się czarownicą z pokroju tych, które nie zawsze wydają się w pełni... przystosowane do społeczności. To z kolei sprawiało, że pole do nadinterpretacji jej słów było spore. Mówiąc o kłamstwach, mogła odnosić się do wielu rzeczy, chociaż w tym przypadku zbieżność czasu i wydarzeń wydawała się aż nazbyt sugestywna.
— Nie mów tak, jakby wszystko było przesądzone. Nie jesteś biernym pionkiem, Noro. Dalej masz kontrolę nad tym, jak się to dalej potoczy. Powiedziałbym nawet, że większą niż ten tajemniczy jegomość — stwierdził.
Fakt, osiem lat niedopowiedzeń i liczenia, że ”jakoś to będzie” nie nastrajało pozytywnie do spotkania z dawnym kochankiem. Nie mógł powiedzieć, że był w stanie utożsamić się z przyjaciółką w tej sytuacji, jednak mógł się domyślać, jak ciężkie pod względem emocjonalnym było to, że jej tajemnica, do tej pory tkwiąca w zamkniętym kufrze, zaczęła wypełzać na światło dzienne przez szczeliny w potrzasku. Upływ czasu działał jednak też na jej korzyść. Nie była już nastolatką, która ledwo co skończyła Hogwart, a musiała się przygotować do opieki nad małym dzieckiem.
Teraz była pełnoprawną matką, przez osiem lat pokazywała, że jest w stanie znosić te złe dni, jak i te dobre dni samotnie. Co więcej, dojrzała, a w ostatnich tygodniach zaczęła pretendować do miana kobiety sukcesu. Ojciec, kimkolwiek był nie był, również mógł dojrzeć do tego, aby zaistnieć w pozytywny sposób w życiu swojego dziecka. Czy było to myślenie życzeniowe? Możliwe, jednak Erik wolał skupić się na szansach na pozytywne zakończenie tej historii.
— Ja nie zauważyłem — skomentował, jakby jego percepcję była wyznacznikiem tego, jak dobrze lwia część społeczeństwa łączy ze sobą pewne podobieństwa. — A biorąc pod uwagę, że to ktoś, kogo widziałem przynajmniej kilka razy w życiu, to może nie jest aż tak źle?
Spojrzał na Norę pytająco. Poniekąd nie wiedział, czy bardziej stara się dodać otuchy jej, czy samemu sobie. Musiał przyznać, że gdyby okazało się, że ojcem Mabel jest, chociażby Adelard Longbottom, to zacząłby bardzo mocno wątpić w to, czy nie ma problemów z widzeniem. Powinien zauważyć rodzinne podobieństwo, czyż nie? Ogarnij się, przecież na dobrą sprawę nie wiesz, o kogo chodzi, upomniał się, ściskając lekko dłoń Nory.
— Wiesz, od czego powinnaś zacząć — powiedział cicho, zagryzając lekko dolną wargę. — To sprawa przede wszystkim między tobą a nim. To z nim powinnaś najpierw porozmawiać i przedstawić mu jak się sprawy mają. Przecież nie zaczniesz od Mabel i nie powiesz jej, że jej tato to taki i taki czarodziej, który wygląda tak i tak, ale nie wie, że jest jej ojcem, a jest szansa, że wpadnie po ciastka. — Zamknął na chwilę oczy, zdając sobie sprawę, jak mało wyrozumiale zabrzmiał. Zdecydowanie uprościł tę kwestię. Odetchnął głęboko i uniósł powieki. — Chodzi mi o to, że kiedy porozmawiasz z jej ojcem, to będziesz wiedziała, na czym stoisz. Naprawdę, na czym stoisz. Jeśli będzie zainteresowany kontaktem, to wypracujesz sposób na to, jak o tym powiedzieć Mabel. A jeśli będzie nieco mniej entuzjastyczny... To też będzie jakaś odpowiedź, a przynajmniej nie będziesz tkwiła w niepewności.
Kwestia tajemniczego ojca była czymś, co ciągnęło się za Norą od lat. Bez względu na to, jakiej odpowiedzi by nie otrzymała przy konfrontacji z ojcem, pozwoli jej to ruszyć dalej. Być może utwierdzi się w przekonaniu, że zrezygnowanie z kontaktu było dobrą decyzją, a może wręcz przeciwnie. Na pewno było to lepsze niż stanie w miejscu i czekanie, aż problem sam zawita do jej drzwi i zagada do ich wspólnego dziecka, nieświadom powiązań między nimi.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞