04.01.2025, 12:43 ✶
Olivia została cofnięta pod wpływem impetu uderzenia. Odruchowo zacisnęła mocno oczy, jakby spodziewała się, że tarcza która prysła, zaraz porani jej twarz odłamkami niczym szkło. Tak się oczywiście nie stało, lecz to był odruch, którego nie wiedzieć kiedy zdążyła się nabawić. Nie rozpoznała Brenny, nie widziała jej nawet, wszystko to działo się tak szybko, że biedna Olivia nie do końca rozumiała, co się dzieje. Wiedziała jedno: była wściekła a ten mężczyzna, który ją atakował, nie zasługiwał na to, by chodzić z prostym nosem po Magicznym Londynie. Czy to było złe myślenie? Czy ona była zła? Bo chciała chronić jedną z najważniejszych osób w jej życiu, mimo że przecież fizycznie i bezpośrednio Tristanowi nic nie zagrażało? Zresztą każdy, kto znał Olivię wiedział doskonale, że w szkole również toczyła pianę z pyska na tego typu słownictwo. Avelina jej świadkiem.
Nie, nie była zła. To, co oni robili, było złe. Przecież nie można było potępiać nikogo tylko za to, w jakiej rodzinie się urodził. I okej, może Olivia była trochę hipokrytką w tej materii, bo sama oceniała osoby, które były urodzone w starych, bogatych rodach i były kojarzone z parzeniem się wyłącznie "ze swoimi", ale przecież nie była krową i zmieniała zdanie, gdy kogoś poznawała. Zauważyła, że wokół mężczyzny pojawiły się więzy, że upadł na ziemię i nie stanowił już zagrożenia, ale nie do końca wiedziała, dlaczego. Dopiero teraz przeskoczyła wzrokiem z niego na sylwetkę tak dobrze jej znaną. I odetchnęła z ulgą.
- Brenna! Masz jakiś radar? Wszczepiają wam w Brygadzie taki dzwoneczek, który dzwoni, gdy coś się dzieje? To dlatego jesteście tak skuteczni? - w jej głosie słychać było ogromną, ogromną ulgę. Zaczęła powoli opuszczać różdżkę, bo przecież skoro była tu Longbottom, to wszystko było już dobrze.
Tyle, że nie było. Mężczyzna z tyłu podnosił się i sięgał po różdżkę. Był za plecami Brenny i raczej nie wyglądał na takiego, który by ostrzegł, zanim by cisnął zaklęcie w czyjeś plecy.
- Uważaj! - zdążyło wyrwać się z jej ust, gdy tylko zobaczyła powstającą z ziemi sylwetkę. Dobrze, że nie opuściła do końca różdżki: mogła teraz spróbować zaklęciem wyrwać broń z dłoni napastnika.
Translokacja x2
Nie, nie była zła. To, co oni robili, było złe. Przecież nie można było potępiać nikogo tylko za to, w jakiej rodzinie się urodził. I okej, może Olivia była trochę hipokrytką w tej materii, bo sama oceniała osoby, które były urodzone w starych, bogatych rodach i były kojarzone z parzeniem się wyłącznie "ze swoimi", ale przecież nie była krową i zmieniała zdanie, gdy kogoś poznawała. Zauważyła, że wokół mężczyzny pojawiły się więzy, że upadł na ziemię i nie stanowił już zagrożenia, ale nie do końca wiedziała, dlaczego. Dopiero teraz przeskoczyła wzrokiem z niego na sylwetkę tak dobrze jej znaną. I odetchnęła z ulgą.
- Brenna! Masz jakiś radar? Wszczepiają wam w Brygadzie taki dzwoneczek, który dzwoni, gdy coś się dzieje? To dlatego jesteście tak skuteczni? - w jej głosie słychać było ogromną, ogromną ulgę. Zaczęła powoli opuszczać różdżkę, bo przecież skoro była tu Longbottom, to wszystko było już dobrze.
Tyle, że nie było. Mężczyzna z tyłu podnosił się i sięgał po różdżkę. Był za plecami Brenny i raczej nie wyglądał na takiego, który by ostrzegł, zanim by cisnął zaklęcie w czyjeś plecy.
- Uważaj! - zdążyło wyrwać się z jej ust, gdy tylko zobaczyła powstającą z ziemi sylwetkę. Dobrze, że nie opuściła do końca różdżki: mogła teraz spróbować zaklęciem wyrwać broń z dłoni napastnika.
Translokacja x2
Rzut O 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Rzut O 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!