-...Dobra, to powinno być już wszystko - powiedział, chowając różdżkę i błagając w myślach, żeby nie okazało się, że mama zapomniała wspomnieć o jeszcze jakichś zabezpieczeniach domu. -Mam tylko nadzieję, że skrzat będzie jedynym stworzeniem, które tu mieszka.
Jessie, podobnie jak Rita i może Theo, ale ich młodszy brat o tym nie wspominał, pamiętał tylko, że ktoś o imieniu Amelia po prostu istniał. Nie był w stanie przypisać jej twarzy czy dźwięku jej głosu, ani przywołać żadnego wspomnienia z nią związanego. Nie było nic, przez co mógłby powiedzieć “Och, to ta ciocia. Teraz pamiętam”. Niestety, nic. A ponieważ nie pamiętał tej tajemniczej ciotki, oczywiste było, że nie pamiętał również jej rodziców. A może wcale ich nie spotkał? Od jak dawna ich dom stał pusty? Dlaczego stał pusty? Czyżby ci rodzice wyjechali? A może nie żyli? W takim razie, dlaczego ta ciotka nie zaopiekowała się domostwem? Czy skrzat nadal żył?
List od matki tkwił złożony w tylnej kieszeni jego spodni i Jessie czasami sięgał po niego, ale go nie wyjmował, jakby po prostu się upewniał, że złożona karta wciąż tam była.
Drzwi domostwa zaskrzypiały nieprzyjemnie, kiedy Jessie nacisnął klamkę i pchnął drzwi. Wchodząc do środka, skrzywił się lekko, bo w powietrzu unosiły się drobinki kurzu, a i sam zapach wnętrza nie był najprzyjemniejszy. Nie było może tak źle, by zgiąć się i ozdobić podłogę śniadaniem, ale dom zdecydowanie potrzebował przewietrzenia. I dokładnego posprzątania - Jessie zauważył pustą butelkę, leżącą pod sofą.
-Jest… Przytulnie, nie sądzicie? - zawrócił się do rodzeństwa bez entuzjazmu. -Jest tu ktoś?! - zawołał.
Jeżeli skrzat domowy nadal tu był, to powinien wiedzieć, że nikt nie próbował się włamać i może mógłby wyjść, skoro już ktoś się pojawił.
Nikt im nie odpowiedział, ale na piętrze coś się najpewniej przewróciło, wywołując huk.
-Zobaczę, co tam się stało i pootwieram tam okna - jeszcze raz odwrócił się do rodzeństwa. -Możecie zobaczyć, czy ten skrzat nie schował się gdzieś tutaj?
Zaklęcia ochronne nie powinny pozwolić nikomu ani niczemu dostać się do środka, jedynie skrzatowi dając swobodę ruchu, ale nigdy nie wiadomo, komu mogło przyjść do głowy, żeby zdjąć zaklęcia i zaszyć się w opuszczonym domu.
-Mam nadzieję, że wciąż żyje. - mruknął, wchodząc po schodach na piętro.