Tam pierdolił jakieś farmazony tym Saurielem. No bo co - ile to oni się znali, aby to jeszcze wywoływało u niego jakiekolwiek emocje? Że w ogóle spodziewał się czegoś więcej? No i kurdebela - nie wspomniał nic o tym, aby miał zabrać tę jakże piękną koszulkę. To był prezent i jakiś byle klecha nie będzie tutaj spoglądał na Stanleya w jego majestacie... Jeszcze chciałby się do niego przymilić czy przejść na inny poziom relacji, ale nic z tych rzeczy! Co to, to nie! Niech księdzu lepiej się interesuje swoimi sprawami i wszyscy będą zadowoleni.
- Tak? - zapytał, unosząc brew na słowa Rookwooda - To daj stówkę na wyjście - odparł. Tak się podobno mówiło do starego przed wyjściem, więc co innego miał począć Borgin, niż ugrać ów pieniądz na dzisiejszą libację alkoholową. Może i szanse były równe 0, ale to nadal nie znaczyło, że miałby się nie zgodzić.
W końcu zrozumiał! Oczywiście, że był to zajebisty pomysł, aby przedstawić się jako Sauriel. Trzeba było przypisywać wszelkie zasługi do swojego imienia, a nie pozwalać, aby to inni brali cały blichtr, sławę i odznaczenia za coś, czego nie zrobili.
Tego co miało się wydarzyć za chwilę, nie spodziewał się nawet w swoich najdalszych snach. Mewka! I to we własnej osobie. Borgin nie wiedział jak ona tu się znalazła - czy przyszła, przyleciała... Może już siedziała na zakrystii? Mniejsza o to. Grunt, że miała strój, który pasował do ich dzisiejszego zadania, więc tylko Stanley musiał się jeszcze przygotować.
- Szwagier, a co Ty tu kurwa robisz? - skierował swoje pytanie w kierunku Changówny - Znaczy siostro Panzerfaustyno - poprawił się, aby nie urazić jej ekscelencji, bo jeszcze trafi do nieba czy coś takiego. Nie znał się, więc mógł coś pomylić. Bo ci dobrzy to trafiali do piekła, prawda?
Watykan brzmiał jak super fajna nazwa. Tylko co to było ten cały Watykan? I kto tam mieszkał? Jeszcze może im powie, że jakiś naczelny, główny dowodzący, z Bożej łaski, ojciec dyrektor tego całego przedsiębiorstwa do którego mieli się właśnie udać?
- No, no... To Ty Mewka zapamiętaj plan działania, a ja się pójdę przygotuje - zakomunikował, klepiąc siostrę Panzerfaustynę w ramie. Było odpowiednią osobą do tego zadania, ponieważ oni - Azjaci z Chin - byli świetni w matematykę, a te instrukcje, które zostały podane przez ojca Joachima, może i nie były działaniami matematycznymi, ale i też nie chciało się tego zapamiętywać Stanleyowi. Dobrze było mieć młodszą siostrę, która mogła zrobić wszystko za ciebie.
Jak powiedział, tak zrobił. Udał się za dąb i czym prędzej wydudnił zawartość butelczyny, która została mu dostarczona przez Rookwooda. Ugh... Smakuje równie źle co specyfiki na czyszczenie zębów z jakichś smarów... Skąd to wiedział? Nie wiedział - zakładał, że tak mogło być... cóż... nie wiedział jeszcze, że w niedalekiej przyszłości będzie dane poznać mu ten posmak.
- Hiik... - czknął - Ojj... Nie ulało mi się nigdzie? - zapytał w zasadzie samego siebie, przecierając dłonią po twarzy, która wydawała się być dziwna... zupełnie jak po eliksirze wyskokowym... to znaczy wielosokowym! Wielosokowym!
Już nie było Stanisława Andrzej. Teraz został tylko Andrzej. Diakon Andrzej - jeżeli byśmy chcieli być bardziej specyficzni.
- Diakon Andrzej - przedstawił się wychodząc zza dębu. Nie omieszkał ubrać swojej szaty, która nie była równie dostojna co ojca Joachima, który miał dostąpić tutaj wyniesienia do Orszaku Anielskiego - A i jeszcze jedno - zwrócił się do przeora ichniejszego zakonu - Masz jeszcze to. Prezent dla księdza, który tutaj urzęduje - wręczył mu słoik, który był podpisany "Bita śmietana" - Podobno preferują takie przysmaki, które spożywają w zaciszu domowym wraz ze swoimi podopiecznymi - dokończył tłumaczenie, a następnie zaczął się przyglądać ich całej ekipie. Wyglądali jak nie z tej ziemi.
- Wyglądamy wspaniale - zakomunikował - Ojcze Joachimie, siostro Panzerfaustyno - zwrócił się do nich - Jak jesteście gotowi to prowadźcie. Ku chwale wódy... - odchrząknął - Eee... Wiary w sensie - uśmiechnął się od ucha do ucha, łacząć dłonie razem, wszak tak chyba należał robić jako wojownik wiary. To było słuszne i sprawiedliwe.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972