• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu

lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
04.01.2025, 16:05  ✶  

Grube pieniądze przetoczyły się przez ręce Laurenta w ciągu tych kilku dni. A każdy z tych galeonów miał swój własny cel - opłata za fachowców, za materiały, za weterynarzy, za dodatkowe ręce do pracy. Trzeba dać w łapę temu dziennikarzowi, żeby przedstawił sprawę tak, jak chcesz, a nie tak, jak chciałyby to media. A to wcale nie było proste, kiedy musiałeś jeszcze odpowiednio przekonać własnych pracowników (a jak zrobić to lepiej, niż pieniądzem?), żeby nie mówili: nie mam pojęcia, co się stało! No nikt nie pilnuje stadniny! Trzeba było ugłaskać właściciela abraksana, a to też łatwiej zrobić płacąc ludziom rekompensatę. Oto była siła złota, które lśniło w jego palcach - a nawet go bezpośrednio nie dotykał. No, przynajmniej w części nie dotykał bezpośrednio. Nie łudził się, że każdy w tym rezerwacie gotów był tak jak Alexander, Vincent czy Jackie powiedzieć wszystko, co sobie zażyczy, bo byli tymi osobami, które pewnie skoczyłyby za nim w ogień, byle tylko go ratować. Teraz patrzył na nich nie potrzebując ich ratunku, a posłuchu. I nie było z tym najmniejszego problemu. Tylko Alexander wodził za nim ciągle zmartwionym okiem.


Musiał naprawić wszystko, co zostało zepsute, ale musiał też zrobić więcej. Wiele więcej. To nie były nadmiernie miłe dni - były nieco nerwowe, zapracowane i wymęczone do granic. Przetaczało się naprawdę wiele ludzi przez New Forest, nawet przez ten dom - zaczynając od kobiety, której zaproponował rekompensatę i wylewał wobec niej całe wiadra empatii i przekonania, że kolejny abraksan zaleczy rany jej serca, poprzez jego księgową z galeonami pobranymi z Gringotta, dziennikarze, aż do jego znajomych czy rodziny. Laurent przechodził to tu, to tam, do musiał iść do Londynu na spotkanie, to do samego Gringtta, to trzeba było iść odszukać abraksany, czego nawet nie był w stanie sam zrobić - poprosił o pomoc. Osobę, której być może o tę pomoc nie powinien prosić, ale w tym wypadku zrobił wyjątek. Powrót do domu więc był przysypianiem w wannie i nieprzytomnym wędrowaniem do łóżka, żeby od rana zacząć ten sam dzień. I bardzo mocno podkreślił swoją wdzięczność wobec Flynna, że w tym czasie o niego dbał. Nawet jeśli się obraził, że nie poinformował go o tamtym jednym spotkaniu.

Alexander, którego Flynn miał okazję poznać, był bardzo prostym chłopem. Miał dużą wiedzę o funkcjonowaniu stajni i wiele chęci, ale nie grzeszył inteligencją. Za to grzeszył dobrym sercem - i pełną świadomością tego, jakie życie prowadził Laurent i w ogóle mu to nie przeszkadzało. Vincent nadawał już na nieco innych falach - brat Edwarda Prewetta, wuj Laurenta, nie miał kija od szczoty w tyłku, ale pokazywał sobą dwie rzeczy: sarkazm i tu-mi-wisizm. To drugie niby pokazywał, a w rzeczywistości od linijki robił, co do niego należało. Chyba ciężko było, żeby się w tym momencie z Flynnem polubili. Zaraz po Laurencie - to on był tutaj osobą decyzyjną.

Pocieszenie mogło być takie, że Laurent nie płakał, nie załamywał się. Z drugiej strony - nie mówił o tym. Nie bardzo się uśmiechał. Na jego twarzy było skupienie. Ukierunkowanie na cel, które śmiało można było nazwać determinacją. Tylko tej determinacji brakowało nieco światła i mocy. Jadł - rano i wieczorem, w południe bywało różnie. Wpadł w funkcjonowanie, które poniosło go na fali pewnej rutyny - a odzyskanie rutyny i kontroli nad tym, co się dzieje, od pstryknięcia palcem dobrze na niego wpłynęło.


Czego się jednak nie spodziewał to tego, że wejdzie do domu i zobaczy tam makietę. W pierwszym momencie to było wpadnięcie do środka w celu przebrania się i ruszenia dalej. Byłoby tak, gdyby Flynn go nie zawołał. Gdyby nie wszedł do salonu i nie zobaczył tego. Zdębiał i znieruchomiał w pierwszej reakcji. Kiedy prosisz kogoś o zbudowanie ci domu to spodziewasz się szkicy, tak. Spodziewasz się, że będzie cię oprowadzał po wnętrz i prezentował swoje pomysły. Powiedział mu nawet, że chce, by mu pokazał pomysł, ale... to? ]To? Czy on w ogóle spał przez te ostatnie dni?

Zbliżył się do tej makiety powoli. Skradający się kot, który miękko i ostrożnie stąpa na opuszkach. To tylko skupisko śmieci - no przecież! A Laurent pochodził do tego z fascynacją i podziwem. Miniaturowa wersja jego domu błyszczała w jego oczach mimo tego, że była... było to zwyczajnie brzydkie, gdyby rozważać to walorystycznie. Te dziwaczne połączenia kolorów w niektórych momentach wołały o pomstę do nieba.

- Sam to wszystko przygotowałeś..? - Zapytał z tą nutą zachwytu ciągnącą za harfy struny jego głosu. Stanął nad makietą, szkicami i tym wszystkim, co Flynn przygotował. Zerknął na niego, ale widząc, jak ucieka spojrzeniem, znów skupił się na projekcie. Na każdym elemencie po kolei.

- Wspaniały dobór drzewa. Są bardzo melancholijne. Z moją pomocą urośnie tak, że stanie się altaną, w które będzie można usiąść z książką. - Przesunął palcami po zdjęciu wierzby. Z początku chciał to zostawić w swojej głowie... ale nie. Przecież kiedy ktoś się tak napracował to zasługiwał na każde malutkie westchnienie pochwały. - Oooch... Flynn, co za wspaniały pomysł. - Wskazał palcem na "tę dobudówkę, której imienia czarnowłosy nie znał. - Ta oranżeria. Wspaniały! - Przyłożył dłoń do policzka czując, jak wzbiera w nim ciepło. Pojawiły się rumieńce. Laurent zaczynał błyszczeć. - Co za pomysł z tą ziemią... naprawdę ją "trochę" przesunąłeś. - Błysnął na niego rozweselonymi oczami. - Niezwykły popis kreatywności. - Wchodzenie do domu od piętra, nie od parteru... ALE... - Czy tu ni będzie przez to za ciemno? - Pochylił się nieco nad parterem, próbując sobie zwizualizować tę stronę domu zakopaną pod ziemią w aktualnym zamyśle. To był taki mały paradoks - Laurent kochał ciemność morza, ale ciemne,, głuche pomieszczenia? Niektóre potrafiły być bardzo romantyczne i klimatyczne... Czy to było jedno z tych? - I co z wilgocią? - Być może Flynn to wszystko przemyślał, może były zaklęcia chroniące przed tym, zabezpieczenia - na budownictwie blondyn nie znał się nic a nic. Ale praktyczność mocno do niego przemawiała - mimo marzeń o domku z bajek. A ten domek wydawał się z bajki. - A te schody? - Pułapka na mnie? Uśmiechnął się lekko. - Wyglądają jak schodki dla rycerza biegnącego do komnaty z najwyższej wieży. - Dlatego było to urocze. - Podoba mi się też to. - Wskazał właśnie murek. - Oooch... genialne! - Powiedział z podziwem, kiedy usłyszał wyjaśnienie dodatkowo tego miejsca.


Przeniósł się na część kolejną.

- Bardzo dobre wykorzystanie pięter. Sądziłem, że ten dom będzie za duży... ale wydaje się teraz idealny. - Przyłożył na moment dłoń na poziom serca z uczucia ciepła. - Ta biblioteka... jest jak z bajki. - To był znowu moment, w którym miał ochotę piszczeć i skakać w miejscu - a zamiast tego na chwilę zamarł i westchnął tęsknie. - Hmm... nie jestem tylko pewien, czy tutaj garderoba będzie wygodna... z drugiej strony... skoro tutaj jest kominek... - To były sprawy do rozważenia. Przeszedł do sypialni na parterze. W międzyczasie nie umknęły mu inspiracje - którymi też się zachwycił, a wręcz w nich zakochał. - Czy łóżko jest ustawione z jakiegoś konkretnego powodu w takim punkcie? - Niekoniecznie symetrycznie, tak... specyficznie. A jak widział - chyba nic się tu przypadkowo nie działo. - Właściwie cieszę się, że kuchnia i jadalnia pozostały razem. Dobry wybór. - Potwierdził jego przemyślenia. Wędrował dłonią dalej, nie dotykając niczego, ale badając każdy element, każdy najmniejszy. Zatrzymując się na każdym pomieszczeniu, poświęcając wszystkiemu czas. Ale kiedy dotarł do tej jaskini... och, kiedy dotarł do tej jaskini... - Aaa... - Nawet wymsknęło się z jego ust. Możliwe było zamienienie się w mokrą plamę? Rozpłyniętą na ziemi? Taką do pozbierania? Nie wiedział, czego się spodziewać po Flynnie, ale to..? Czegoś takiego nie był sobie w stanie wyobrazić w snach. Tutaj zatrzymał się na długo. Nabrał nawet większego tchu. Drugi pokój gościnny nie był koniecznie potrzebny, ale molo? Molo to był PRZEWSPANIAŁY pomysł! Co też mu przekazał. Powachlował twarz. Teraz już nie było ciepło, było gorąco.

Zgrozo, chyba mu stanął.

Obszedł ten stół i wepchnął się na nogi Flynna, siadając na nim okrakiem.

- To jest tak piękne, że aż mnie majteczki uciskają. - Był rozpalony, rozkochany, rozanielony. Zachwycony. - Takie piękne... Flynn, masz taki talent, taki piękny umysł, jesteś taki piękny...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (11193), The Edge (10555)




Wiadomości w tym wątku
lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 02.01.2025, 00:02
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 04.01.2025, 16:05
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 04.01.2025, 21:41
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 05.01.2025, 02:26
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 05.01.2025, 13:38
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 05.01.2025, 15:18
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 05.01.2025, 18:48
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 05.01.2025, 22:38
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 00:03
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 06.01.2025, 01:23
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 10:50
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 06.01.2025, 12:01
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 13:31
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 06.01.2025, 14:51
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 16:24
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 06.01.2025, 18:28
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 20:27
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 06.01.2025, 21:35
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 06.01.2025, 22:54
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 07.01.2025, 00:02
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 07.01.2025, 07:53
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 07.01.2025, 13:47
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 07.01.2025, 21:53
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 08.01.2025, 00:32
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 08.01.2025, 01:49
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 08.01.2025, 17:50
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 09.01.2025, 00:20
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 09.01.2025, 02:38
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 09.01.2025, 15:19
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 09.01.2025, 17:00
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez The Edge - 09.01.2025, 22:46
RE: lato, 24 sierpnia 1972 // projekt hobbitonu - przez Laurent Prewett - 09.01.2025, 23:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa