04.01.2025, 18:51 ✶
Olivia była odrobinę przerażona tym, co się stało. Nie, nie dlatego że rozbroiła mężczyznę lecz dlatego, że tak doskonale wychodziły jej zaklęcia, gdy była wściekła. Nie poznawała samej siebie - przecież do tej pory była bardzo przeciętną czarownicą, na dodatek rzadko kiedy korzystała z magii pod wpływem emocji. A teraz?
- Ja? W Brygadzie Uderzeniowej? - zamrugała szybko kilka razy, jakby chcąc się upewnić, że się nie przewidziała i nie przesłyszała. - Chyba żartujesz, to... To wyszło przypadkiem. Oni mnie zaatakowali, ja się tylko broniłam, ale gdyby nie ty, nie wiem co by się stało.
Podziwiała Brennę za to, jak sobie radziła. Zarówno z tym wykręcaniem ręki, jak i skuwaniem mężczyzny. I jeszcze ta formułka... Na niewtajemniczonych robiło to wrażenie. Quirke podała różdżkę mężczyzny Brennie, nie chciała jej zatrzymywać. Przecież nie była złodziejką.
- Nie, jest... w porządku. Nie zdążyli mnie dotknąć - powiedziała, potrząsając głową. Jakby na potwierdzenie swoich słów obmacała się po ciele, by upewnić się że na pewno nie ma żadnych siniaków. Cholera jasna, miała naprawdę dużo szczęścia. Chociaż gdyby nie Brenna, to pewnie by zwiała, o ile by jej się to udało. To przecież Longbottom związała tamtego mężczyznę, który teraz leżał jak baleron na ziemi. Spojrzała na niego krytycznym okiem. - Jasne, nie ma problemu. Chociaż ich jest dwóch, a moje słowo jedno. Ale musisz mi uwierzyć, że po prostu wracałam od znajomej i mnie zaczepili. Oni...
Przełknęła ślinę. No tak, oni - oni wiedzieli, z kim się spotyka. To nie było trudne, gdy kojarzyło się albo ją, albo Tristana. Albo gdy było się na Lammas podczas bójki przy ich stoisku.
- Utkaj pizdę, ruda, bo następnym razem ci się nie uda!
Olivia zamilkła. Spojrzała na Brennę bezradnie. Nie dlatego, że jej groził - ale dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie wiedziała, co miałaby na to odpowiedzieć i jak wyjaśnić w ich obecności to, co się stało. "Oni wiedzieli, że spotykam się z mugolakiem" - to pociągnęłoby za sobą kolejne wyzwiska, których nie chciała i nie mogła słuchać.
- Ja? W Brygadzie Uderzeniowej? - zamrugała szybko kilka razy, jakby chcąc się upewnić, że się nie przewidziała i nie przesłyszała. - Chyba żartujesz, to... To wyszło przypadkiem. Oni mnie zaatakowali, ja się tylko broniłam, ale gdyby nie ty, nie wiem co by się stało.
Podziwiała Brennę za to, jak sobie radziła. Zarówno z tym wykręcaniem ręki, jak i skuwaniem mężczyzny. I jeszcze ta formułka... Na niewtajemniczonych robiło to wrażenie. Quirke podała różdżkę mężczyzny Brennie, nie chciała jej zatrzymywać. Przecież nie była złodziejką.
- Nie, jest... w porządku. Nie zdążyli mnie dotknąć - powiedziała, potrząsając głową. Jakby na potwierdzenie swoich słów obmacała się po ciele, by upewnić się że na pewno nie ma żadnych siniaków. Cholera jasna, miała naprawdę dużo szczęścia. Chociaż gdyby nie Brenna, to pewnie by zwiała, o ile by jej się to udało. To przecież Longbottom związała tamtego mężczyznę, który teraz leżał jak baleron na ziemi. Spojrzała na niego krytycznym okiem. - Jasne, nie ma problemu. Chociaż ich jest dwóch, a moje słowo jedno. Ale musisz mi uwierzyć, że po prostu wracałam od znajomej i mnie zaczepili. Oni...
Przełknęła ślinę. No tak, oni - oni wiedzieli, z kim się spotyka. To nie było trudne, gdy kojarzyło się albo ją, albo Tristana. Albo gdy było się na Lammas podczas bójki przy ich stoisku.
- Utkaj pizdę, ruda, bo następnym razem ci się nie uda!
Olivia zamilkła. Spojrzała na Brennę bezradnie. Nie dlatego, że jej groził - ale dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie wiedziała, co miałaby na to odpowiedzieć i jak wyjaśnić w ich obecności to, co się stało. "Oni wiedzieli, że spotykam się z mugolakiem" - to pociągnęłoby za sobą kolejne wyzwiska, których nie chciała i nie mogła słuchać.