30.04.1972
Tato,
wiem, że ostatnio w zasadzie nie rozmawiamy, ale ufam, że spojrzysz na to trzeźwym okiem i wybaczysz, iż w sprawach służbowych zwracam się do Ciebie również i prywatną drogą. Nie robiłabym tego, gdyby sytuacja nie była wyjątkowa. Oczywiście załączam raport, w którym wszystko opisałam, jednakże chcę dodać od siebie jeszcze parę słów.
Jak doskonale zdajesz sobie sprawę, jestem przydzielona do patroli na Beltane. Właśnie wróciłam z Polany i… to, co widziałam, to, czego byłam świadkiem sprawia, że poważnie wątpię w możliwość zapewnienia wszystkim bezpieczeństwa, co powinno być dla wszystkich kluczowym, najwyższym priorytetem.
Przede wszystkim teren nie należy do małych, czarodziejów – jak to zwykle bywa na sabatach – zapewne będzie około tysiąca. 6 par. Tylko 6 par – czyli całych dwunastu ludzi – musi zapanować nad około tysiącem czarodziejów, jeśli dojdzie do najgorszego. W zasadzie to nawet i nie trzeba nam niemiłościwie „panującego” Czarnego Dzbana, żeby wybuchło zamieszanie. Sprzeczka, zapalenie się czegoś – można wymieniać długo – wystarczy drobiazg, żeby to wszystko eskalowało. Choć jeśli mam być szczera, mój nos wietrzy kłopoty – im coraz bliższa godzina Beltane, tym bardziej nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś się stanie.
Powtórzę raz jeszcze: dwunastu ludzi na tysiąc czarodziejów. Nawet nie jest możliwe zorganizowanie jakichkolwiek zmian (które przecież są potrzebne; służba w Beltane nie trwa jedynie paru godzin i wymaga stałej czujności) – już dwunastka brzmi źle, a jeśli spróbować się w jakikolwiek sposób podzielić…? Jedna para w takiej sytuacji robi ogromną różnicę. Tak że proszę – głównie jako Brygadzistka – o wsparcie na tym polu. Już co najmniej dwie dodatkowe pary pozwolą złapać oddech; nadal nie byłaby to sytuacja optymalna (a za taką uważam kilkudziesięciu dodatkowych ludzi), niemniej już nie tak tragiczna, jak widzę to teraz.
Kolejna sprawa: co wiesz o aurorze Chesterze Rookwood? Wysoce niepokojące jest, iż ktoś, kto miał być jedynie liderem spotkania organizacyjnego w sprawie Beltane, wykazał się niezwykłą arogancją i butą stwierdzając, że to on i Erik powinni wszystko rozdysponować! My powinniśmy tylko położyć uszy po sobie i tańczyć, jak tylko zagra! Miał czelność stwierdzić, iż nie jesteśmy upoważnione do kwestionowania jego zastrzeżeń dotyczących zarządzania! Czyli praktycznie odmówił współpracy, do której został zobligowany, będąc wyznaczonym jako jeden z dwóch liderów spotkania. Jedyne, co w nim ujrzałam, to tyranię godną tych, przed którymi chronimy nasz świat. A jeszcze bardziej niepokojącym jest sposób, w jaki odnosił się do Hardwicka – pogardę, jaka od niego biła, mogłabym kroić nożem.
Zauważyłeś to? Auror gardzący kimś mugolskiego pochodzenia i to w momencie, kiedy działalność Voldemorta nie daje zapomnieć o absurdalnych postulatach ogłoszonych w 1970. Naprawdę, tato, mam bardzo złe przeczucia co do tego wszystkiego; z pewnością będę miała go na oku, na ile się da (zwłaszcza że nie mogę pozbyć się myśli, że jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, jeśli cokolwiek stanie się któremuś z naszych bądź aurorów, to będzie miał z tym wiele wspólnego), jednakże naprawdę przydałyby się jakiekolwiek dodatkowe informacje o nim, jeśli takowe posiadasz. Mogę go mieć na oku nawet dosłownie – dostaniesz (lub dostałeś) z pewnością również i list od Brenny z prośbą o zmianę partnera Heather (i uważam ją za bardzo zasadną w tej sytuacji), mogę się z nią nawet zamienić. Oczywiście ostateczna decyzja należy do Ciebie i do Harper Moody.
Jak wspomniałam wcześniej, załączam raport – znajdziesz w nim więcej szczegółów odnośnie organizacji Beltane i samego zachowania Rokwooda. Jego kopię prześlę do H. Moody.
Mav
Załączony raport zawiera:
- wskazanie, że 6 par to bardzo mało jak na spodziewaną liczbę czarodziejów i obszar do obstawienia, co utrudnia zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim
- wskazanie, że tak niewielka liczba ludzi uniemożliwia w zasadzie jakąkolwiek rotację na stanowiskach, celem odpoczynku
- podkreślenie, że mimo iż Ostara przebiegła spokojnie, należy zachować czujność i nie zapominać o zagrożeniu płynącym ze strony Voldemorta i Śmierciożerców
- opis zajścia z aurorem Rookwoodem
–- pada cytat „Longbottom, to nie jest spotkanie klubu dyskusyjnego tylko zebranie na którym dowódcy powinni wspólnie opracować wszystkie plany i przedstawić je swoim podkomendnym”
--- pada cytat „Nie jesteście upoważnione do kwestionowania moich zastrzeżeń co do kwestii zarządzania ani oceniania mojego zachowania. Jesteście od wypełniania zleconych wam obowiązków, czym zajmiecie się gdy skończę rozmawiać z Longbottomem. Nie jesteście w Biurze Brygady, aby decydować wspólnie.”; wskazuje, że była to odpowiedź na uwagę Brenny Logbottom, pada cytat „Być może doszło do jakichś zawirowań komunikacyjnych i otrzymaliśmy nieco rozbieżne wytyczne od przełożonych, bo mnie w Biurze Brygady przekazano, że osoby z najdłuższym stażem są liderami, ale cytuję: mamy wspólnie dojść do zgody, co do rozmieszczenia patroli... i sprawdzić środki bezpieczeństwa na polanie”
--- Mavelle podkreśla, że na tym spotkaniu mieli WSPÓLNIE dojść do porozumienia, tymczasem Rookwood wykazał się całkowitym niezrozumieniem poleceń zwierzchnictwa i całkowitym brakiem chęci współpracy; wolał iść w zaparte i przepchnąć swoją wizję odnośnie formy spotkania za wszelką cenę
--- podkreśla również, iż mimo stwierdzenia, że to dowódcy powinni opracować plany, ostatecznie na końcu wziął zebrane do tej pory pomysły i przedstawił jako swoje
--- wskazuje, że w jej opinii nie nadaje się do pracy z ludźmi ani, tym bardziej, jakiegokolwiek zarządzania nimi.
--- bardzo obszernie opisuje, jak odnosił się do Hardwicka, wskazuje przy tym na aktualną sytuację polityczną