04.01.2025, 20:58 ✶
Uśmiechał się, jakby wszystkie troski go nie dotyczyły, jakby wciąż nie miał zaczerwienionych kostek dłoni po tym, jak te zderzyły się z twarzą Baldwina. Był spokojny i zadowolony, rozmawiając z Rolphem i to o nikim innym, jak Scylli. Wszystko, na czym mu zależało, było na wyciągnięcie ręki. Nie przegapił lekkiego wygięcia ust Lestrange'a i uznał to za aprobatę. Skoro również on lubił Scyllę, nie było niczego, co stałoby na drodze bliższemu poznaniu. W chwili, gdy słyszał taką opinię z ust Rodolphusa… nawet zdanie ojca odchodziło na drugi plan. Ojciec słuchał wuja, który nie zawsze miał rację, a po tym, jak wuj odszedł, Richard skupiał się na zbyt wielu rzeczach i z pewnością musiał na nowo ustalić swoje priorytety. Mulciber postanowił, że to przyzwolenie na razie mu wystarczy. Najwyżej postawi ojca przed faktem dokonanym, jeśli świat będzie sprzyjał.
- Nie wiedziałem, że ma połączenia z Ministerstwem. - Powiedział wprost, pamiętając, że tam pracował Rodolphus. Nie mógł domyślić się, że to nie o tę pracę chodziło. Niechętnie puścił rękę Rodolphusa, ale przysunął się, by siedzieli bliżej. - To z okruszkami, to taki żart. Ale wspominała o potędze krwi. - Dodał, by nie zabrzmieć zupełnie niedorzecznie. Niektóre żarty powinny pozostać między nim a Scyllą (i Lyssą). - Może używać krwi do wróżenia. Ale zazwyczaj jej wizje przychodzą same. Zresztą, wiesz, znasz ją. - Zakończył zachwyty, nim zapędzi się za daleko. - W porządku? - Dopytał, widząc, że Lestrange się waha. Czyżby jednak nie spodobała mu się relacja ze Scyllą? - Nie miałem jeszcze okazji rozmawiać z panem Dolohovem. Ale pracuję dla jego żony, pani Dolohovowej.- Wyjaśnił szybko, siadając nieco bardziej bokiem, zwijając nogę pod sobą. - Pomagam jej w sprawach administracyjnych i w tworzeniu kadzideł. To moja normalna praca. Świeczki są po godzinach. - Wyjaśnił, zaraz też przypomniał sobie kolejny powód, dla którego chciał zobaczyć Rolpha. - Właśnie! Mam dla ciebie kadzidła. Na sen, te, które obiecałem.
Charles rozgadał się, a nastrój miał już o wiele lepszy niż ten, w którym Rolph go zastał.
- Nie wiedziałem, że ma połączenia z Ministerstwem. - Powiedział wprost, pamiętając, że tam pracował Rodolphus. Nie mógł domyślić się, że to nie o tę pracę chodziło. Niechętnie puścił rękę Rodolphusa, ale przysunął się, by siedzieli bliżej. - To z okruszkami, to taki żart. Ale wspominała o potędze krwi. - Dodał, by nie zabrzmieć zupełnie niedorzecznie. Niektóre żarty powinny pozostać między nim a Scyllą (i Lyssą). - Może używać krwi do wróżenia. Ale zazwyczaj jej wizje przychodzą same. Zresztą, wiesz, znasz ją. - Zakończył zachwyty, nim zapędzi się za daleko. - W porządku? - Dopytał, widząc, że Lestrange się waha. Czyżby jednak nie spodobała mu się relacja ze Scyllą? - Nie miałem jeszcze okazji rozmawiać z panem Dolohovem. Ale pracuję dla jego żony, pani Dolohovowej.- Wyjaśnił szybko, siadając nieco bardziej bokiem, zwijając nogę pod sobą. - Pomagam jej w sprawach administracyjnych i w tworzeniu kadzideł. To moja normalna praca. Świeczki są po godzinach. - Wyjaśnił, zaraz też przypomniał sobie kolejny powód, dla którego chciał zobaczyć Rolpha. - Właśnie! Mam dla ciebie kadzidła. Na sen, te, które obiecałem.
Charles rozgadał się, a nastrój miał już o wiele lepszy niż ten, w którym Rolph go zastał.