04.01.2025, 23:50 ✶
Właśnie, ostatnio każda nasza rozmowa kończyła się niezbyt przychylnie, a rozmowa w jaskini była ewidentnym przechyleniem czary goryczy, bo od tamtej pory tylko byliśmy dla siebie otoczeniem, którym zanadto nie zawracaliśmy sobie głowy. Przynajmniej do czasu, póki nie Geraldine nie wychodziła na nazbyt długo, bo wtedy właśnie zaczynałem świrować z jej śmiercią, a jak nie bywała od... dawna. Straciłem rachubę, ile dni mogło minąć. Cóż, obstawiałem, że była martwa, a to z kolei była następna tortura z cyklu wymyślonych przez mój umęczony umysł.
A Geraldine ruszyła w moim kierunku. Nie zamierzałem pozwolić jej na to by mnie dotknęła. Nie mogła mnie dotknąć, jeśli naprawdę okażę się jej śmiercią. Znowu. Albo jeszcze wydarzy się coś nowego, poza tym byłem wampirem. Mogła zginąć przez to. Cofnąłem się nawet o krok czy dwa, jeśli się nie zatrzymała na kolejne moje gesty i słowa.
- Cicho, stój, wiem, o co chodzi - stwierdziłem, wyciągając w jej kierunku prawą dłoń w ostrzegawczo wyprostowanym palcem wskazującym. Pomachałem nim delikatnie, jakbym chciał podkreślić powagę własnych słów. Tak to się mogło zaczynać. Przepraszała, a potem będzie kaput. Nie zamierzałem znowu przez to przechodzić. Trochę się spiąłem, ale chciałem za wszelką cenę przejąć kontrolę nad tą marą.
Gwałtownie schowałem obie dłonie za plecami. Tak, będę kontrolował sytuację.
- Powiedz mi, ile mam palców wyprostowanych za plecami - odparłem do niej wciąż nieco spięty. Jedną dłoń trzymałem z wyprostowanymi palcami, a w drugiej zgiąłem trzy, więc wskazywałem siedem. Jeśli była snem, moim snem, to będzie wiedziała... Chociaż nie. Była snem, to nie mogłem jej pozwolić dojść do słowa. Czy mogłem...?
Zmarszczyłem brwi i zacisnąłem obie dłonie w piersi, wciąż za tymi plecami. Teraz wskazywały zero, ale nieistotne. Pokręciłem głową, próbując wymyśleć coś bardziej kreatywnego, coś, co tym razem może ocali Geraldine przed śmiercią. Ją albo mnie, albo Laurenta, albo tatę, mamę czy Thorana. Kimi nie umierała, ale ona była zbyt radosna na śmierć. Może również powinniśmy być jak Kimi.
- Mam grę. Mam świetną grę. Nie ma Kimi, ale możemy być jak Kimi... Może zatańczę. Ja zatańczę, ty zatańczysz i będzie wszystko w porządku? Co o tym sądzisz?! Nie uważasz, że to zbyt piękny dzień aby ktoś umierał? - zaproponowałem Geraldine, mając nadzieję, że ona również miała już dość tego umierania. Ja miałem.
Wziąłem głęboki wdech, mając nadzieję, że na to pójdzie. I chociaż stres mnie zjadał, nerwica totalna, już mi się ręce zaczynały trząść, to jednak poruszyłem bioderkiem i uśmiechnąłem się wymuszenie, próbując być żałośnie zabawnym.
A Geraldine ruszyła w moim kierunku. Nie zamierzałem pozwolić jej na to by mnie dotknęła. Nie mogła mnie dotknąć, jeśli naprawdę okażę się jej śmiercią. Znowu. Albo jeszcze wydarzy się coś nowego, poza tym byłem wampirem. Mogła zginąć przez to. Cofnąłem się nawet o krok czy dwa, jeśli się nie zatrzymała na kolejne moje gesty i słowa.
- Cicho, stój, wiem, o co chodzi - stwierdziłem, wyciągając w jej kierunku prawą dłoń w ostrzegawczo wyprostowanym palcem wskazującym. Pomachałem nim delikatnie, jakbym chciał podkreślić powagę własnych słów. Tak to się mogło zaczynać. Przepraszała, a potem będzie kaput. Nie zamierzałem znowu przez to przechodzić. Trochę się spiąłem, ale chciałem za wszelką cenę przejąć kontrolę nad tą marą.
Gwałtownie schowałem obie dłonie za plecami. Tak, będę kontrolował sytuację.
- Powiedz mi, ile mam palców wyprostowanych za plecami - odparłem do niej wciąż nieco spięty. Jedną dłoń trzymałem z wyprostowanymi palcami, a w drugiej zgiąłem trzy, więc wskazywałem siedem. Jeśli była snem, moim snem, to będzie wiedziała... Chociaż nie. Była snem, to nie mogłem jej pozwolić dojść do słowa. Czy mogłem...?
Zmarszczyłem brwi i zacisnąłem obie dłonie w piersi, wciąż za tymi plecami. Teraz wskazywały zero, ale nieistotne. Pokręciłem głową, próbując wymyśleć coś bardziej kreatywnego, coś, co tym razem może ocali Geraldine przed śmiercią. Ją albo mnie, albo Laurenta, albo tatę, mamę czy Thorana. Kimi nie umierała, ale ona była zbyt radosna na śmierć. Może również powinniśmy być jak Kimi.
- Mam grę. Mam świetną grę. Nie ma Kimi, ale możemy być jak Kimi... Może zatańczę. Ja zatańczę, ty zatańczysz i będzie wszystko w porządku? Co o tym sądzisz?! Nie uważasz, że to zbyt piękny dzień aby ktoś umierał? - zaproponowałem Geraldine, mając nadzieję, że ona również miała już dość tego umierania. Ja miałem.
Wziąłem głęboki wdech, mając nadzieję, że na to pójdzie. I chociaż stres mnie zjadał, nerwica totalna, już mi się ręce zaczynały trząść, to jednak poruszyłem bioderkiem i uśmiechnąłem się wymuszenie, próbując być żałośnie zabawnym.