Nie spodziewała się tego, że nie pozwoli jej się przytulić. Był na nią zły, rozczarowany, aż tak? Cóż, stanęła więc w miejscu, przecież nie będzie się do niego zbliżać na siłę, to nie miało najmniejszego sensu. Przyglądała się bratu uważnie i docierało do niej, że nie wyglądał najlepiej, chyba żył w swoim własnym świecie? Cóż, nie miała pojęcia, jak wyglądały jego dni, kiedy jej tutaj nie było. Ostatnio nie była najlepszą siostrą, nie spędzała w mieszkaniu czasu. Nie, żeby go porzuciła, ale musiała ogarnąć swój własny burdel, który mógł im przeszkadzać w dalszej egzystencji. Powoli wychodziła na prostą, przynajmniej tak sobie powtarzała, już niedługo będzie mogła się bardziej zaangażować w opieknę nad nim. Musiała to zrobić, bo przecież nie bez powodu znalazł się pod jej dachem, pod jej opieką.
Mrugnęła kilka razy, pospiesznie. O co mu właściwie chodziło? Jasne, Yaxleyowie mieli pewne ukryte zdolności, ale nie była w stanie przeniknąć przez jego ciało i zobaczyć ile miał palców za swoimi plecami. Nie dało się tego zrobić. Niby mogłaby się za nim teleportować, później wrócić na miejsce, ale by to zauważył, chyba nie do tego zmierzał?
- Skąd mam wiedzieć, skoro masz ręce schowane za plecami. - Czy takiej odpowiedzi oczekiwał? Nie miała pojęcia, w ogóle nie umiała stwierdzić, co chciał w ten sposób osiągnąć. Miała nadzieję jednak, że ta odpowiedź mu wystarczyła.
- Dlaczego sądzisz, że ktoś dzisiaj umrze? - To było pierwszym, co nasunęło jej się na myśl. Czemu zaczynali rozmowę od gadania o śmierci? Czy czegoś nie wiedziała, coś jej umykało? Musiała zacząć kontrolować tę konwersację, nie miała zbyt wiele czasu, musiała wrócić do Whitby. Chciała po prostu przekazać mu informacje o Thoranie i o tym, że zniknie jeszcze na trochę.
- Ask, nie mam czasu na tańce, to nie jest dobry moment, jak wrócę na dłużej to możemy zatańczyć, ale nie teraz, nie dzisiaj, chciałam Ci dać znać, że wszystko jest w porządku. - No, może to było trochę za dużo powiedziane, ale powiedzmy, że o to jej chodziło. - Co się stało z Kimi? - Nie umknęło jej też to, że wspomniał o tym, że jej nie było, to by oznaczało, że został tutaj całkiem sam, no z psami, ale mogło też wyjaśniać to, że nieco zdziwaczał, skoro przez jakiś czas nie miał żadnego towarzystwa.
- A u Ciebie wszystko w porządku? - Cóż, może nie do końca potrafili ze sobą rozmawiać, ale chyba warto było o to zapytać wprost, bo nieszczególnie jej się wydawało, żeby u jej brata wszystko było w porządku.