05.01.2025, 00:19 ✶
Te drzwi... Mało kto nie musiał się schylać, a my właściwie musieliśmy ukłonić się nisko by nie przywalić o futrynę. Rzekłbym nawet, pokusiłbym się o stwierdzenie, że schylaliśmy się podwójnie, bo tak to mogło prześmiewczo wyglądać. Nie skomentowałem jednak na głos niczego, nawet gęstego dymu, ciężkiej atmosfery, po której można by hardo stąpać. Takie tu były klimaty. Cieszyłem się, właśnie w takich momentach cieszyłem się, że nie musiałem oddychać.
Aż dziwne, że lubowała się w takich klimatach młoda kobieta. Powinna przeć świeżo za młodością, energią, życiem, a nie gnić... Nie gnić. Chociaż... Energii akurat jej nie brakowało. Miałem wrażenie, że przecinała mnie swoją duszą na pół. Poczułem nieprzyjemne ciarki, kiedy się odezwała. Mówiła właśnie do mnie.
Miałem wrażenie, że potwierdza moje myśli, przeczucia, że nie powinno mnie już być na tym świecie. Powinienem zniknąć. Zejść ze sceny, jak to ujęła. Nie rozumiałem więc totalnie ostrzeżenia, które wygłosiła chwilę później. Dziewczynę o oczach sarny i mężczyzny... Purpurowego kruka? Brednie? Może jednak wszystko to były brednie odurzonej młodej osoby. Iteti - odnotowałem jej imię czy też pseudonim w głowie. Raczej nie miało mi się to nigdy przydać, ale kto wie?
Zmusiłem się do tego by teraz niczego nie roztrząsać. Zapisałem sobie to w głowie, po czym ruszyłem grzecznie za Ambroisem. W pewnym momencie, kiedy przechodziliśmy przez jedną z zasłon, poczułem się, jakbym ponownie zatapiał się w czarnomagicznej mazi z Windermere. Dziwne uczucie. Przez chwilę poczułem się niepewnie, wręcz się przeraziłem, że stracę nad sobą kontrolę, ale... Chyba nic się nie działo, inaczej tak długo nie byłbym świadom tego uczucia, prawda?
Cóż, zamierzałem spodziewać się wszystkiego po Podziemnych Ścieżkach, ale jednak źle zrobiłem. Zaskoczyło mnie to na tyle, te wszystkie słowa i może brednie, a może wcale nie, że zwątpiłem w swoje możliwości. Zarówno jeśli chodziło o własną wyobraźnię, jak i umiejętności magiczne. Ale jedni mogli być mistrzami w tworzeniu bredni czy w jasnowidztwie, kiedy ja byłem guru w polowaniu, no nie?
Usiadłem tam, gdzie wskazała Iris. Zrobiłem to pierwszy, więc ruszyłem się niepewnie, a kiedy kątem oka obserwowałem ruchy sępiej dziewczyny, to tak nie czułem się zbyt pewnie siebie. Myślałem, że po prostu wytoczą ze mnie krew. Chyba nie będę musiał zażywać żadnego gówna...? A nawet jeśli? Czy coś było w stanie mi zaszkodzić w aktualnej sytuacji? Miałem wrażenie, że mojego wampiryzmu nic nie ruszt. Oprócz słońca, rzecz oczywista.
Skrzywiłem się, czego nie dałem już rady powstrzymać, kiedy Ambroise zajął miejsce przy stoliku. Przez te wszystkie rewelacje, zdążyłem zapomnieć o jego nowych zapachach. Sprawnie przypomniały mi o swojej obecności.
- Czy powinienem się obawiać...? - zagadnąłem Ambroise’a, bo jednak tak długie zachowywanie ciszy i powściągliwości nie leżało w mojej naturze. Musiał przyznać, że i tak dzielnie się trzymałem.
Aż dziwne, że lubowała się w takich klimatach młoda kobieta. Powinna przeć świeżo za młodością, energią, życiem, a nie gnić... Nie gnić. Chociaż... Energii akurat jej nie brakowało. Miałem wrażenie, że przecinała mnie swoją duszą na pół. Poczułem nieprzyjemne ciarki, kiedy się odezwała. Mówiła właśnie do mnie.
Miałem wrażenie, że potwierdza moje myśli, przeczucia, że nie powinno mnie już być na tym świecie. Powinienem zniknąć. Zejść ze sceny, jak to ujęła. Nie rozumiałem więc totalnie ostrzeżenia, które wygłosiła chwilę później. Dziewczynę o oczach sarny i mężczyzny... Purpurowego kruka? Brednie? Może jednak wszystko to były brednie odurzonej młodej osoby. Iteti - odnotowałem jej imię czy też pseudonim w głowie. Raczej nie miało mi się to nigdy przydać, ale kto wie?
Zmusiłem się do tego by teraz niczego nie roztrząsać. Zapisałem sobie to w głowie, po czym ruszyłem grzecznie za Ambroisem. W pewnym momencie, kiedy przechodziliśmy przez jedną z zasłon, poczułem się, jakbym ponownie zatapiał się w czarnomagicznej mazi z Windermere. Dziwne uczucie. Przez chwilę poczułem się niepewnie, wręcz się przeraziłem, że stracę nad sobą kontrolę, ale... Chyba nic się nie działo, inaczej tak długo nie byłbym świadom tego uczucia, prawda?
Cóż, zamierzałem spodziewać się wszystkiego po Podziemnych Ścieżkach, ale jednak źle zrobiłem. Zaskoczyło mnie to na tyle, te wszystkie słowa i może brednie, a może wcale nie, że zwątpiłem w swoje możliwości. Zarówno jeśli chodziło o własną wyobraźnię, jak i umiejętności magiczne. Ale jedni mogli być mistrzami w tworzeniu bredni czy w jasnowidztwie, kiedy ja byłem guru w polowaniu, no nie?
Usiadłem tam, gdzie wskazała Iris. Zrobiłem to pierwszy, więc ruszyłem się niepewnie, a kiedy kątem oka obserwowałem ruchy sępiej dziewczyny, to tak nie czułem się zbyt pewnie siebie. Myślałem, że po prostu wytoczą ze mnie krew. Chyba nie będę musiał zażywać żadnego gówna...? A nawet jeśli? Czy coś było w stanie mi zaszkodzić w aktualnej sytuacji? Miałem wrażenie, że mojego wampiryzmu nic nie ruszt. Oprócz słońca, rzecz oczywista.
Skrzywiłem się, czego nie dałem już rady powstrzymać, kiedy Ambroise zajął miejsce przy stoliku. Przez te wszystkie rewelacje, zdążyłem zapomnieć o jego nowych zapachach. Sprawnie przypomniały mi o swojej obecności.
- Czy powinienem się obawiać...? - zagadnąłem Ambroise’a, bo jednak tak długie zachowywanie ciszy i powściągliwości nie leżało w mojej naturze. Musiał przyznać, że i tak dzielnie się trzymałem.