Do tego jeszcze dotrą, bo do tego jeszcze wróci sam Laurent. Kiedy opadną pierwsze emocje i ten absolutny zachwyt domkiem jak z bajki, który był mu prezentowany. Dostał w swoim życiu wiele darów, ale to? To? Można powiedzieć: ale Laurent, to nie dar. To praca. Przecież powiedział Flynnowi wyraźnie - pracuj dla mnie, ja ci dam za to pieniądze. Pracuj. Zrobił to z pobudki zupełnie odskakującej od ich aktualnej rzeczywistości - zrobił to w nadziei, że to da Flynnowi jakąś szansę na coś... innego. Człowiek potrzebował pracy i zajęcia - mówił to jako pracoholik, zgadza się, ale w tym roku bardzo mocno zrozumiał, że przecież praca to nie wszystko. Te galeony, które tak panicznie zbierał i które niby kochał - to nie wzięło się z niczego. Cała ich potrzeba wzięła się z tego, żeby był niezależny od Edwarda Prewetta, który nie powie mu, że ma robić tak i tak, bo inaczej odetnie pieniążki. Więc może Flynn też tego potrzebował - jakiejś dozy niezależności, stabilności, bezpieczeństwa. Czegoś normalniejszego poza tym zwariowanym cyrkiem, który go przytłoczył po ledwo dwóch wizytach. Tak było wtedy. A to "wtedy" było przecież niecały miesiąc temu. Wydawało się minionymi eonami, między którymi kiełkowała ta ich wspólna rzeczywistość w kompletnie szalonych kierunkach.
Będą musieli do tego wrócić, bo w tym domu nagle "my" miało znaczenie. Gdzie ten pokój do ćwiczeń? Mógłby patrzeć, jak Flynn się wygina... a gdzie jakiś warsztat do jego majsterkowania? Ewidentnie to lubił... A gdzie on będzie trzymał swoje rzeczy? Wydawało się to irracjonalne, ale emocje i logika nigdy nie szły ze sobą w parze. Irracjonalne, żeby myśleć z tej perspektywy, że ten dom powstanie nie dla niego, a dla nich. Bo przecież jakie "my"? Po tygodniu, dwóch? Ludzie potrafili żegnać się po latach znania, bo jednak odkrywali, że do siebie w ogóle nie pasują... Lecz cóż - mądrość też nie była ich najmocniejszą stroną.
- Hak i lustro taaak..? - Och, jakże to rozbudzało wyobraźnię! I cóż tam lubił wyczyniać? Lubił wieszać, czy może być wieszanym? Lubił obserwować każdy fragment swojego ciała, czy obserwować każde drgnięcie czyjegoś? - Miałbym ochotę, żebyś pokazał mi teraz... ale chyba nie podołasz... - Otarł się o niego, poruszając biodrami raz i dwa. Ostatnie, o co go podejrzewał to wstyd - bogactwo językowe Flynna i to, co pokazał pod kątem sprośności całkowicie to wykluczała. Za to pokazał doskonale, jaki potrafi być zawstydzony, gdy przychodziło do komplementów. Ciekawe, czy kiedyś do nic przywyknie? Może powinien być w nich bardziej oszczędny? Nie, chyba by nie mógł... chciał go tymi komplementami zasypywać jak pocałunkami. Takimi samymi, jakimi teraz zasypywał jego szyję. Naprężył się, przyciągnięty bliżej, wyginając nieco plecy. Plecy, które zaraz zgiął, by samemu go opatulić i zrezygnować z jakiejkolwiek wolnej przestrzeni między nimi. Oddech mu przyśpieszył wraz z rytmem serca. Uśmiechnął się szeroko słysząc te słowa. Przesunął swoją dłoń w dół, po jego plecach, by wsunąć palce pod spodnie, na pośladek...
- Twoja eutierria ma bardzo szeroko rozwarte nogi. - Jeśli chcesz jej doświadczać. Westchnął i zachęcająco przechylił swoją szyję, zapraszając do jej eksploracji. Ale zaraz złapał jego włosy i odsunął od siebie, by unieść się na moment wyżej i spojrzeć w jego oczy. Rozpalone. Żywe. Ogień okiełznany. Naprawdę lubił obserwować go z tej perspektywy. Naprawdę lubił te loki na czole i to spojrzenie pragnące go do szaleństwa, gotowe na każde skinienie paluszka.