26.01.2023, 22:49 ✶
Brenna wprawdzie dla porządku zerknęła na mapkę, ale teraz się nią nie kierowała, zakładając, że wędrując za „tłumem” też dotrze na miejsce. Nie wydawało się, że rezydencja Malfoyów w jakikolwiek sposób ją przytłacza. Co najwyżej rozglądając się Brenna odnotowała, że chyba myliła się, uznając ich dom za bardzo, bardzo duży i aż nazbyt okazały. O ile Longbottomowie mieli dużą posiadłość, gdzie spokojnie wygodnie mogło mieszkać kilkanaście osób, o tyle Malfoyowie sprawili sobie pałac.
Ale żaden pałac nie mógł sprawić, że Brenna poczują się nieswojo, przynajmniej dopóki nie było w nich zbroi, próbujących ją udusić, podejrzanych, krwawych kręgów na ścianach i duchów podzwaniających łańcuchami.
Ruszyła do Elliotta za bratem, oczywiście nie próbując się wypychać na przód kolejki. Uścisnęła mu dłoń krótko i mocno, mówiąc zaledwie „moje kondolencje”. Nie sądziła, by było to miejsce na dłuższe pogawędki – podejrzewała, że Malfoy nade wszystkim pragnął uciec z tego miejsca i całą stypę wyprawiał, bo tak nakazywało poczucie obowiązku, nie zamierzała więc zajmować mu głowy.
Zajęła miejsce obok brata, ot odruchowo, przy okazji jednak, jeśli w pobliżu pojawił się ktoś, kogo kojarzyła, przywitała go lekkim skinieniem głowy. Sama nie sięgała po alkohol. Brenna od dobrych trzech lat praktycznie nie piła, co najwyżej przy okazji ważnych wydarzeń – jak u nich na balu – przy toaście wypijając dwa, trzy łyki, ot pro forma. Zresztą dziś czekała ją jeszcze praca i nie mogła pojawić się na popołudniowym dyżurze nietrzeźwa. Prawie z ulgą przyjmowała myśl o tym, że miała doskonały pretekst, aby wyjść nieco wcześniej. Inaczej poczucie obowiązku zatrzymałoby ją tutaj do samego końca. Trudno było się dziwić, że pogrzeb uważała za przygnębiający, nawet jeżeli głęboko współczuła Simone i całej jej rodzinie.
Wyjątkowo nie sięgała też po jedzenie. Choć nie wątpiła w jego jakość, było jej jakby trochę… głupio, objadać się na stypie. Choć niby była to zwykła tradycja.
- Dobrze – odparła Erikowi i odruchowo poklepała go po dłoni, bo odniosła wrażenie, że pytanie brata wskazuje na to, że on sam niekoniecznie mógłby odpowiedzieć na to pytanie podobnie. – Trochę przygnębiona, ale to chyba naturalne na pogrzebie – dodała szeptem. – I na pewno nie spodziewałam się na takiej uroczystości występów muzycznych – uzupełniła jeszcze, równie cicho, spoglądając na podwyższenie, na którym znajdowali się muzycy. Nie było to jednak aż tak niezwykłe, po prostu Brenna… jakoś dziwnie się czuła na takiej „zabawie”.
Z drugiej strony, istniała możliwość, że Simone wcale nie chciałaby, aby wszyscy się smucili.
Ale żaden pałac nie mógł sprawić, że Brenna poczują się nieswojo, przynajmniej dopóki nie było w nich zbroi, próbujących ją udusić, podejrzanych, krwawych kręgów na ścianach i duchów podzwaniających łańcuchami.
Ruszyła do Elliotta za bratem, oczywiście nie próbując się wypychać na przód kolejki. Uścisnęła mu dłoń krótko i mocno, mówiąc zaledwie „moje kondolencje”. Nie sądziła, by było to miejsce na dłuższe pogawędki – podejrzewała, że Malfoy nade wszystkim pragnął uciec z tego miejsca i całą stypę wyprawiał, bo tak nakazywało poczucie obowiązku, nie zamierzała więc zajmować mu głowy.
Zajęła miejsce obok brata, ot odruchowo, przy okazji jednak, jeśli w pobliżu pojawił się ktoś, kogo kojarzyła, przywitała go lekkim skinieniem głowy. Sama nie sięgała po alkohol. Brenna od dobrych trzech lat praktycznie nie piła, co najwyżej przy okazji ważnych wydarzeń – jak u nich na balu – przy toaście wypijając dwa, trzy łyki, ot pro forma. Zresztą dziś czekała ją jeszcze praca i nie mogła pojawić się na popołudniowym dyżurze nietrzeźwa. Prawie z ulgą przyjmowała myśl o tym, że miała doskonały pretekst, aby wyjść nieco wcześniej. Inaczej poczucie obowiązku zatrzymałoby ją tutaj do samego końca. Trudno było się dziwić, że pogrzeb uważała za przygnębiający, nawet jeżeli głęboko współczuła Simone i całej jej rodzinie.
Wyjątkowo nie sięgała też po jedzenie. Choć nie wątpiła w jego jakość, było jej jakby trochę… głupio, objadać się na stypie. Choć niby była to zwykła tradycja.
- Dobrze – odparła Erikowi i odruchowo poklepała go po dłoni, bo odniosła wrażenie, że pytanie brata wskazuje na to, że on sam niekoniecznie mógłby odpowiedzieć na to pytanie podobnie. – Trochę przygnębiona, ale to chyba naturalne na pogrzebie – dodała szeptem. – I na pewno nie spodziewałam się na takiej uroczystości występów muzycznych – uzupełniła jeszcze, równie cicho, spoglądając na podwyższenie, na którym znajdowali się muzycy. Nie było to jednak aż tak niezwykłe, po prostu Brenna… jakoś dziwnie się czuła na takiej „zabawie”.
Z drugiej strony, istniała możliwość, że Simone wcale nie chciałaby, aby wszyscy się smucili.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.