Od wydarzeń na Lammas, minął miesiąc. To, co miało tam miejsce, uświadomiło Tristana, że nie powinien się zajmować własną działalnością. Nie, kiedy brak możliwości swobodnej komunikacji, uniemożliwiał mu szybkiej słownej reakcji na zachowania i działania klienta. Doceniał bardzo pomoc Olivii, która się za niego wstawiła. Nie musiała jednak dopuszczać się czynów, aby pokazać drugiej dziewczynie, gdzie jej miejsce.
Nie był na nią zły. Bo najpewniej o tym już rozmawiali. Dziękował, za pomoc, ale prosił, żeby próbowała trochę hamować swoje zapędy bokserki. Mieli szczęście, że do niczego poważniejszego nie doszło.
Jednakże, porzucił marzenia o założeniu własnego biznesu. Przekonanym będąc, że z taką wadą, nie nadaje się do tego. To już drugie marzenie, z którego musiał zrezygnować. Śmierciożercy, choć tym razem nie zrobili mu nic, ponownie wygrali, naznaczając go klątwą niemowy, ponad pół roku temu.
Dzisiaj, jak co drugi dzień w tygodniu, pracował w warsztacie u kowala, po godzinach pracy w księgarni. Dwie prace, zastępowały mu zarobki z jednej aurorskiej. Musiał sobie jakoś radzić inaczej. Gdy skończył, umysł się i przebrał. Wychodząc zauważył znajomą mu postać ukochanej Olivii. Uśmiechnął na jej widok. Ale zanim do niej podszedł, zamknął warsztat i sklep porządnie na klucz i dodatkowo na zaklęcia. Szef wyszedł wcześniej, więc on zamykał wszystko. I kiedy to uczynił, mając pewność że zabezpieczenia działają, chowając różdżkę, podszedł do swojej ukochanej, aby ją objąć i pocałować w usta. Jej widok zawsze przywoływał na jego usta uśmiech. A bliskość, rozgrzewała serce. Tak bardzo ją kochał. Te kilka dni, jak się najpewniej nie widzieli, spotęgowały tęsknotę. A nawet i on zastanawiał się, czy nie powinien do niej zajrzeć. Do sklepu, do mieszkania?
Pocałunkiem, jeżeli pozwoliła czy to w usta, czy w policzek, były słowa przywitania. Miał jednak dziwne wrażenie, że z jej nastrojem jest coś nie tak. Jego wyraz na twarzy zrobił się zmartwiony. A spojrzenie, pytające.
"- Wszystko w porządku?" – zapytał ją w języku migowym.