Okoliczności, jakie ich nastały w ostatnich dniach, pozwoliły mu wręcz zapomnieć, jak bardzo tęsknił za tym dotykiem, jak go potrzebował, jak był go głodny i jak mocno świat nie miał żadnego sensu, kiedy go brakowało. Flynna? Czy Flynn był tutaj
niezbędny? Czy to po prostu dotyk, jakikolwiek, czyjkolwiek. Czy Flynnowi był niezbędny Laurent? Czy liczyła się tylko ulga? Rozluźnienie napięcia, które zejdzie z człowieka całkowicie po chwili spełnienia? Odpowiedź mogłaby być brutalna. Przecież był ten drugi. Laurent mógłby pójść uśmiechnąć się do kogoś - kogokolwiek - dać sobie postawić drinka w eleganckiej restauracji i położyć dłoń na swoim kolanie. Flynn mógłby iść do baru i przebierać w możliwościach - kobiety, mężczyźni - miał w sobie magnes dzikiego zwierzęcia, które chciało się złapać za ramiona i pozwolić się unieść. A jednak byli tutaj. A jednak Flynn nigdzie nie uciekł w objęcia kogokolwiek innego mimo frustracji w nim wzbierającej. A jednak Laurent nie chciał żadnego innego spojrzenia - tylko te brązowe oczy. Żadnych innych dłoni - tylko te szorstkie, poznaczone bliznami. Usta o smaku cierpkiego ginu. Gorzkiego. Ciekawe - alkoholi nie lubił słodkich..?
Westchnął tęsknie w drżeniu, które przetoczyło się po jego ciele pod tym naciskiem. Uśmiech na jego twarzy nie był niewinny - był wymalowaną satysfakcją. Gdzieś wyszedł tym z roli, ale jakoś zupełnie nie była ona istotna w drodze do tego, czego chciał. Może powinien sobie darować zaczepkę, skoro sam nakręcił się w takim tempie, że niewiele mu było tego potrzeba, ale z drugiej strony... z drugiej strony wcale nie chciał teraz ściągać spodni, by wszystko potrwało chwilę przez nadmiar zebranego oczekiwania i napięcia między nimi.
- I po co? Tam nie znalazłbyś nic piękniejszego niż ja. - Arogancja, a jednak zabrzmiało to tak naturalnie, jakby prawda objawiona tego świata nie mogła mieć innej odpowiedzi. Więc po co ten Rejwach? - Lepiej skup się na tym wiązaniu, kochanie. - To zaś zabrzmiało już dokładnie tak, jak powinno - z tym powłóczystym spojrzeniem pytającym, czy naprawdę podoła wyzwaniu. Tak, ten człowiek, który bez wątpienia był zdolny do wielu rzeczy, jeśli chodzi o seks. Do wszystkiego? Laurent był bardzo ciekaw - czy go kiedyś zaskoczy czymś? Ale wcale nie wątpił w to, że Flynn by nie dał rady. Sapnął w urwanym oddechu przy kolejnym pocałunku i dłoniach, którym nie przeszkadzał materiał koszuli - wysunęły ją ze spodni i wsunęły się pod nią. Ale nie na jego nogach teraz chciał się wić. Ucałował powoli jego usta, przygryzł dolną wargę, czując pustkę na skórze po wędrówce jego zębów i języka po własnej szyi. Wcale niezadowalającą pustkę. - Proooszę... bardzo ładnie proszę, Flynn. - Musnął jego usta i szybko zsunął się z jego nóg, wyplątał z jego objęć. Uśmiechnął się zalotnie, obrócił i szybciutko pobiegł do swojej garderoby.
W jego sypialni było lustro - duże, stojące, zdobione złotem lustro ustawione między zielonymi roślinami, by móc przejrzeć się w nim po wstaniu. Koniecznie - bo przecież nawet po pobudce trzeba wyglądać idealnie. Właśnie - idealnie. Laurent zrzucił z siebie koszulę i spodnie i wsunął się w samą bieliznę - zdobioną, oplatającą ciało delikatnym materiałem i wstążkami - ale wsunął ją na siebie bardzo szybko. Bo i taką wybrał. Nie czułby się dobrze stygnąc teraz, by się stroić, przedłużać te chwile. Więc zaraz drzwi garderoby otworzyły się, a ciekawskie i wypełnione pragnieniem spojrzenie Laurenta wyszukały Flynna. Tak jak szukały jego ciepła. Jego ramion, jego ud przy swoich udach i ciemnych włosów przy swojej platynie.