05.01.2025, 15:41 ✶
To może nieco bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. Mogłem kontrolować sytuację czy jednak nie? Geraldine już nie próbowała mnie dotykać, więc chyba się powodziło...? Może nie chciała tańczyć, ale proponowała przerzucić tańce na inny termin. Oby nie nazbyt późny. Może to była podpucha? Może powinienem być bardziej natarczywy...? Może właśnie to powinniśmy zrobić, żeby odwrócić bieg snu?!
Cóż, najważniejsze, że mnie nie dotykała. Obejrzałem dokładnie swoje dłonie. Nie wydawały się być kościste, ale ja też nie wydawałem się być Śmiercią, co mogło być mylące, bo jednak mogłem z łatwością ją przynieść. Dobrze, że Geraldine nie unikała tematu śmierci. Może dzięki temu nikt nie umrze. A może jednak umrze, skoro temat nie był ucinany?! Sam już nie byłem pewny, w którym kierunku powinienem popchnąć rozmowę. W kompletnie inną niż aktualna?!
Istne szaleństwo.
- Kim się wyprowadziła przecież. Wspominałem ci o tym. Albo nie. Nieistotne - stwierdziłem, machając dłonią, chociaż bardzo mi jej brakowało. Tak bardzo, że teraz zacząłem się zastanawiać, czy na pewno się wyprowadziła. Może również umarła. Nie chciałem tego roztrząsać w tej chwili, choć na pewno byłoby lepiej, gdyby wróciła i była dalej sobą, przytulałaby mnie w dziwnych momentach, ale przynajmniej by była bardziej żywa. Cóż...
- Wolałbym, abyśmy skupili się na tym co tu i teraz - zmieniłem temat i skupiłem się na tym najważniejszym. Postanowiłem postawić na szczerość. W końcu to była Geraldine. Jeśli będzie wiedziała, do czego dążę, to nie będzie się zachowywać nieprzewidywalnie, tylko po prostu mi pomoże, prawda? - Zabrzmi to wariacko, ale... Powiem to śmiertelnie poważnie. Sądzę, że ktoś dzisiaj umrze, bo ciągle śnię o śmierci, ostatnio ciągle śnię o śmierci, a nie chcę już tego przechodzić. Po prostu teraz pozostań żywa. Ja też zrobię wszystko by pozostać żywym... Przynajmniej pozostanę w tym stanie, w którym jestem.
Przekręciłem głowę na bok i zrobiłem niewinną minę, choć nie spodoba jej się to, co zaraz powiem. Powinienem pewnie skłamać i rzucić, że jest super i świetnie, ale... Ten sen miał się skończyć inaczej.
- Niezbyt w porządku. Wypiłem całe mnóstwo eliksirów na sen i teraz nie jestem pewny kto żyje, a kto nie, i które moje notatki są o tym, co było faktycznie, a co we śnie... Kimi się wyprowadziła, prawda? Ty nie żyjesz, a Thoran napisał do mnie list w twoim imieniu...? A ja jestem wampirem i żyję - to na pewno, bo piłem też krew - przyznałem się, a może po prostu myślałem głośno. Geraldine była wytworem mojej wyobraźni, więc mówiłem jakby do siebie, czyż nie? - Nie pamiętam śmierci Kimi, ale chyba nic jej nie jest...? Jak myślisz? I potwierdź proszę, że ostatecznie nie rozszarpałem Ambroise'a...? - zapytałem zaraz niepewny. Cholernie się w tym wszystkim pogubiłem.
To był chyba odpowiedni moment by ponownie zażyć eliksir. Nieistotne, czy we śnie, czy na serio. W końcu się obudzę i wszystko będzie na swoim miejscu.
- A co u ciebie, Geraldine? Wydajesz się być smutna. Dalej masz mi za złe te wszystkie złe słowa z jaskini i z mieszkania, i z mieszkania... Jestem taki okrutny, kiedy tracę kontrolę. Nie wiem, czemu jestem taki okrutny. Nigdy taki nie byłem... wcześniej - przyznałem, co było swego rodzaju przeproszeniem, ale też żalem, głębokim żalem. Stałem się nie tylko potworem z kłami.
Schowałem się za ścianą. Czułem, że ktoś zaraz umrze. Któreś z nas. Może po prostu pęknie mi serce...? Nie wiem, czy bym od tego umarł, ale mogłoby być tak wygodniej.
Cóż, najważniejsze, że mnie nie dotykała. Obejrzałem dokładnie swoje dłonie. Nie wydawały się być kościste, ale ja też nie wydawałem się być Śmiercią, co mogło być mylące, bo jednak mogłem z łatwością ją przynieść. Dobrze, że Geraldine nie unikała tematu śmierci. Może dzięki temu nikt nie umrze. A może jednak umrze, skoro temat nie był ucinany?! Sam już nie byłem pewny, w którym kierunku powinienem popchnąć rozmowę. W kompletnie inną niż aktualna?!
Istne szaleństwo.
- Kim się wyprowadziła przecież. Wspominałem ci o tym. Albo nie. Nieistotne - stwierdziłem, machając dłonią, chociaż bardzo mi jej brakowało. Tak bardzo, że teraz zacząłem się zastanawiać, czy na pewno się wyprowadziła. Może również umarła. Nie chciałem tego roztrząsać w tej chwili, choć na pewno byłoby lepiej, gdyby wróciła i była dalej sobą, przytulałaby mnie w dziwnych momentach, ale przynajmniej by była bardziej żywa. Cóż...
- Wolałbym, abyśmy skupili się na tym co tu i teraz - zmieniłem temat i skupiłem się na tym najważniejszym. Postanowiłem postawić na szczerość. W końcu to była Geraldine. Jeśli będzie wiedziała, do czego dążę, to nie będzie się zachowywać nieprzewidywalnie, tylko po prostu mi pomoże, prawda? - Zabrzmi to wariacko, ale... Powiem to śmiertelnie poważnie. Sądzę, że ktoś dzisiaj umrze, bo ciągle śnię o śmierci, ostatnio ciągle śnię o śmierci, a nie chcę już tego przechodzić. Po prostu teraz pozostań żywa. Ja też zrobię wszystko by pozostać żywym... Przynajmniej pozostanę w tym stanie, w którym jestem.
Przekręciłem głowę na bok i zrobiłem niewinną minę, choć nie spodoba jej się to, co zaraz powiem. Powinienem pewnie skłamać i rzucić, że jest super i świetnie, ale... Ten sen miał się skończyć inaczej.
- Niezbyt w porządku. Wypiłem całe mnóstwo eliksirów na sen i teraz nie jestem pewny kto żyje, a kto nie, i które moje notatki są o tym, co było faktycznie, a co we śnie... Kimi się wyprowadziła, prawda? Ty nie żyjesz, a Thoran napisał do mnie list w twoim imieniu...? A ja jestem wampirem i żyję - to na pewno, bo piłem też krew - przyznałem się, a może po prostu myślałem głośno. Geraldine była wytworem mojej wyobraźni, więc mówiłem jakby do siebie, czyż nie? - Nie pamiętam śmierci Kimi, ale chyba nic jej nie jest...? Jak myślisz? I potwierdź proszę, że ostatecznie nie rozszarpałem Ambroise'a...? - zapytałem zaraz niepewny. Cholernie się w tym wszystkim pogubiłem.
To był chyba odpowiedni moment by ponownie zażyć eliksir. Nieistotne, czy we śnie, czy na serio. W końcu się obudzę i wszystko będzie na swoim miejscu.
- A co u ciebie, Geraldine? Wydajesz się być smutna. Dalej masz mi za złe te wszystkie złe słowa z jaskini i z mieszkania, i z mieszkania... Jestem taki okrutny, kiedy tracę kontrolę. Nie wiem, czemu jestem taki okrutny. Nigdy taki nie byłem... wcześniej - przyznałem, co było swego rodzaju przeproszeniem, ale też żalem, głębokim żalem. Stałem się nie tylko potworem z kłami.
Schowałem się za ścianą. Czułem, że ktoś zaraz umrze. Któreś z nas. Może po prostu pęknie mi serce...? Nie wiem, czy bym od tego umarł, ale mogłoby być tak wygodniej.