05.01.2025, 16:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 16:15 przez Lorraine Malfoy.)
—06/09/1972—
Kopertę zabezpieczono zaklęciem ochronnym. W środku znajdował się nieco koślawy rysunek Scarlett wystylizowanej na bajkową królową lodu, ewidentnie skreślony ręką dziecka... Dzieckiem tym była na oko sześcioletnia ghulica, która zadomowiła się jakiś czas temu w Necronomiconie, i którą Scarlett mogła poznać podczas swojej ostatniej wizyty. Odpowiedź na ten list.
Londyn, 6 IX 1972
Scarlett, och, droga moja Scarlett,
Jak dobrze, że jesteś.
Nie czuj się w obowiązku usprawiedliwiać przede mną jego grzechów, znam je wszystkie, i on dobrze o tym wie – tak jak i wie, co sądzę o jego pijaństwie. Muszę Cię jednak, mimo wszystko, prosić, abyś przekazała mu, że musi odebrać wiadomość ode mnie, jutro, kiedy odzyska już przytomność umysłu. Martwię się o niego. Matka jedna wie, że nie zawsze potrafię to okazać, ale martwię się.
Martwię się też o Ciebie, Scarlett. Najbardziej cierpisz w tym wszystkim konflikcie właśnie Ty, uwikłana w zasilaną testosteronem batalię męskich ego. Nie chciałam ingerować w Twoje sprawy, w Wasze sprawy, nie zrozum mnie źle, proszę, ale gdybyś wprost nie poprosiła mnie o pomoc, nie odezwałabym się choćby słowem, wierząc, że sami zdołacie sobie to wszystko wyjaśnić.
Baldwin zjawił się w domu w opłakanym wręcz stanie. Z tego co mówił, zdołałam wywnioskować, że poróżnił się z Twoim bratem, a ten zaatakował go w napadzie pasji... Nie mnie ręczyć za charakter tego młodego człowieka, który ośmielił się podnieść rękę na Baldwina. Nie będę szargać jego imienia na łamach tego listu, nie dlatego, że sam zszargał je już wystarczająco, ale z szacunku, jaki wobec Ciebie żywię. Znasz swojego brata, tak jak i ja znam swojego. Baldwin... Baldwin nie jest łatwym człowiekiem. Kiedy patrzysz na wyidealizowane obrazy świętych, widzisz zastygłe, surowe twarze pełne powagi, więc nie myślisz o tym, że wszyscy ci święci byli kiedyś ludźmi – takimi samymi ludźmi, jako i my – śmiali się, płakali, kochali i nienawidzili – jako i my. Baldwin też nie jest taki, jak wszyscy myślą.
Baldwin skrywa w piersi czułe serce, które każe mu szukać piękna w brzydocie i kochać rzeczy kalekie i upadłe. Gotów był wziąć Twojego brata pod swoje skrzydła, nieopierzone pisklę, które wypchnięto z gniazda, gotów był nauczyć go latać, razem wznieść się pod angielskie niebo, ale Twój brat... Baldwin brzydzi się zadawaniem przemocy, Scarlett. Brzydzi się brutalnością. Nawet nie oddał Twojemu bratu, nie chcąc zniżyć się do jego poziomu, a choć nie wyciągniesz tego z niego za żadne skarby świata, myślę, że nie zrobił tego przez wzgląd na Ciebie. Bo kiedy sprawiamy ból tym, których kochamy, Scarlett, to tak, jakbyśmy sprawiali ból samym sobie.
Jeżeli chcesz usłyszeć moje zdanie... Nie słuchaj tych wszystkich mężczyzn dookoła siebie. Skoro nie wiedzą, co jest dobre dla nich, skąd mogą wiedzieć, co jest dobre dla Ciebie? Miej swój rozum, Scarlett.
Przepraszam, że zmusiłam Cię do pisania o tak późnej porze. Niech Matka czuwa nad Twoim snem, spędziwszy z powiek wszystkie troski.
Lorraine
P.S. Nie wahaj się od czasu do czasu wpaść do Necronomiconu na herbatkę. Frida chyba Cię polubiła.