05.01.2025, 16:22 ✶
Olivia poradziła sobie iście popisowo, ale to nie był moment dobry na podbudowywanie jej wiary we własne siły, bo mężczyzna, którego przytrzymywała usiłował się wyrwać, mimo magicznych kajdanek, unieruchamiających mu z tyłu dłonie. Przejęcie różdżki, którą chciała oddać Quirke i nie pozwolenie mu na ucieczkę stanowiło pewne wyzwanie, mimo tego, że – na całe szczęście dla pracowników BUM – większość czarodziejów skupiało się bardziej na umiejętnościach magicznych niż na kondycji fizycznej.
– Wszystko będzie dobrze – zapewniła tylko ogólnikowo, łagodnym tonem, bo oczywiście, że wierzyła Olivii, ale wolała o tym nie informować od razu przy tej dwójce, choćby dlatego, że jeszcze potem zatrudniliby jakiegoś prawnika i znaleźli kruczki prawne w rodzaju „Brygadzistka zdecydowała o przebiegu wydarzeń, zanim wysłuchała relacji wszystkich stron”. Zerknęła ku drugiemu człowiekowi, upewniając się, że więzy jeszcze nie zdążyły puścić.
– Och, do aktu oskarżenia dołączymy groźby karalne – dodała zaraz, mocniej zaciskając ręce, kiedy Roger uznał za stosowne zapewnić Olivię, że następnym razem nie pójdzie jej tak łatwo. Z trudem powstrzymała grymas, gotowy wypłynąć na twarz, bo nie mogła nie pomyśleć, co stałoby się, gdyby zamiast Olivii znalazła się tu jakaś dziewczyna trochę mniej szybka w reakcjach, trochę mniej wprawna w rzucaniu zaklęć. Czy skończyłoby się na obitej twarzy? Wizycie w szpitalu, by zdjęli z niej efekty uboczne kilku zaklęć? Czy ktoś znalazłby ją w zaułku za parę godzin, martwą albo ledwo żywą?
Słowa Rogera sugerowały, że wcale nie zaczepili ot tak przypadkowej dziewczyny: ale co tu się stało trzeba było dowiedzieć się gdzieś, gdzie nie będzie niepewna, czy zatrzymani jej nagle nie zwieją, i kiedy Olivia dojdzie do siebie.
Bo to nagłe zawahania i coś w jej wzroku wskazywały na to, że może nie zostało ranna.
Ale tak na pewno nie wszystko było z nią w porządku.
– Wygląda na to, że mam niespodziewany dyżur – stwierdziła Brenna lekko, bo akurat dziś i jutro miała mieć wolne, ale najwyraźniej czekała ją jednak nocka w pracy. – Dasz radę aportować się do atrium Ministerstwa Magii? Muszę zabrać tych dwóch, a to i tak będzie ciężkie. Drogi panie, jeśli będzie się pan tak szarpał, to ja tylko przypomnę, że rozszczepi nas oboje, a że to ja teleportuję was, jeżeli wypuszczę, to skończycie w gorszym stanie niż ja…
– Wszystko będzie dobrze – zapewniła tylko ogólnikowo, łagodnym tonem, bo oczywiście, że wierzyła Olivii, ale wolała o tym nie informować od razu przy tej dwójce, choćby dlatego, że jeszcze potem zatrudniliby jakiegoś prawnika i znaleźli kruczki prawne w rodzaju „Brygadzistka zdecydowała o przebiegu wydarzeń, zanim wysłuchała relacji wszystkich stron”. Zerknęła ku drugiemu człowiekowi, upewniając się, że więzy jeszcze nie zdążyły puścić.
– Och, do aktu oskarżenia dołączymy groźby karalne – dodała zaraz, mocniej zaciskając ręce, kiedy Roger uznał za stosowne zapewnić Olivię, że następnym razem nie pójdzie jej tak łatwo. Z trudem powstrzymała grymas, gotowy wypłynąć na twarz, bo nie mogła nie pomyśleć, co stałoby się, gdyby zamiast Olivii znalazła się tu jakaś dziewczyna trochę mniej szybka w reakcjach, trochę mniej wprawna w rzucaniu zaklęć. Czy skończyłoby się na obitej twarzy? Wizycie w szpitalu, by zdjęli z niej efekty uboczne kilku zaklęć? Czy ktoś znalazłby ją w zaułku za parę godzin, martwą albo ledwo żywą?
Słowa Rogera sugerowały, że wcale nie zaczepili ot tak przypadkowej dziewczyny: ale co tu się stało trzeba było dowiedzieć się gdzieś, gdzie nie będzie niepewna, czy zatrzymani jej nagle nie zwieją, i kiedy Olivia dojdzie do siebie.
Bo to nagłe zawahania i coś w jej wzroku wskazywały na to, że może nie zostało ranna.
Ale tak na pewno nie wszystko było z nią w porządku.
– Wygląda na to, że mam niespodziewany dyżur – stwierdziła Brenna lekko, bo akurat dziś i jutro miała mieć wolne, ale najwyraźniej czekała ją jednak nocka w pracy. – Dasz radę aportować się do atrium Ministerstwa Magii? Muszę zabrać tych dwóch, a to i tak będzie ciężkie. Drogi panie, jeśli będzie się pan tak szarpał, to ja tylko przypomnę, że rozszczepi nas oboje, a że to ja teleportuję was, jeżeli wypuszczę, to skończycie w gorszym stanie niż ja…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.