Nora może nie wyglądała na zbyt bystrą, jednak potrafiła myśleć całkiem logicznie. Wiedziała, kto ją zdradził, była zawiedziona, bo po kim jak po kim, jednak po Salemie się tego nie spodziewała. Może powinna? W końcu wiedziała, że ma długi język. Miała jeden dzień słabości, kiedy musiała to wszystko z siebie wyrzucić, nikogo innego nie było obok, więc jakoś tak wyszło.
Norka sama była zdziwiona, że mówiła o tym wszystkim tak spokojnie. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że zaczynała się dusić, brakowało jej powietrza, czuła że pętla powoli zaczyna zaciskać się jej na szyi. Trochę ją przygniotło, sytuacja z bobrem, niespodziewane spotkanie z Alastorem, później Szeptucha. Nawet ona miała jakieś granice wytrzymałości. Zebrało się tego zbyt wiele w jednym czasie. Wydawało jej się, że może to czas na rozmowę z Erikiem. Nikt nigdy nie potrafił jej zrozumieć jak on, doradzić, spojrzeć na problem z każdej perspektywy. Chyba każdy chciałaby mieć takiego przyjaciela, ona miała to szczęście. - Kiedy skończyliśmy poszukiwania jajek podczas Ostary poszłam odebrać Mabel od matki, a później z Fergusem udaliśmy się obejrzeć stragany na jarmarku. Szeptucha złapała mnie wtedy za rękę i powiedziała " Słodka Mabel. Widzę je wyraźnie. Widzę skrzydła. Niedługo zostanie ci przekazana wiadomość, która wywróci twoim życiem do góry nogami. To nie będzie zła wiadomość, prawda, Noro? Ale twoje kłamstwa przybrały w tej historii formę kota. Zabiją tego ptaka, wyrwą mu wszystkie pióra. Przełknij ślinę kobieto, nie czeka cię z tytułu niedopowiedzeń nic dobrego." Tylko ja to słyszałam. - Westchnęła ciężko. Powtórzyła dokładnie całą przepowiednię. Myślała o niej dniami i nocami, nie potrafiła zapomnieć tych słów, czuła, że prędzej, czy później wszyscy dowiedzą się prawdy. - Zastanawiam się Erik, kto jest ptakiem... - Minę miała poważną, rzadko kiedy można było zobaczyć ją w tym stanie, widać było, że bardzo przejmowała się tymi słowami.
- Wiem Erik, ale wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do Ciebie po ośmiu latach i nagle, zupełnie znienacka dowiadujesz się, że masz dziecko, już wcale nie takie małe. Przecież to zmienia dalej życie. - Była w kropce, nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób powinna przekazać te informacje. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo wszystko spieprzyła, kiedy podejmowała tę decyzję. W końcu mieli prawo o sobie wiedzieć, nie powinna była brnąć w te kłamstwa.
Czy Erik powinien dowiedzieć się tego, czego nie powiedziała jeszcze nikomu? Może powinna wyrzucić z siebie te rewelacje, to by jej ulżyło, może wtedy też zrozumie, dlaczego podjęła te osiem lat temu taką, a nie inną decyzję. Nie miała zamiaru nikogo ograniczać, wystarczy, że jej marzenia wtedy przepadły w głębokiej otchłani, po co dwie osoby miałyby czuć, że coś tracą. Nie chciała też, żeby ktoś był z nią z litości, wolała sama poradzić sobie ze wszystkim. Teraz jednak pojawiły się obawy. Nie spodziewała się, że wybuchnie konflikt czarodziejów, robiło się niebezpiecznie, bała się, że coś jej się stanie i zabierze tajemnice do grobu. Ktoś musiał dowiedzieć się prawdy, dotarło do niej w tym momencie, że tą osobą będzie stojący przed nią przyjaciel. - To Moody... - Głos jej zadrżał. Spoglądała mu w oczy, żeby zobaczyć, jak zareaguje na to, co powiedziała. Bała się, w końcu tyle lat ukrywała te informacje przed całym światem.
- Proszę Cię nie mów Brennie, nie mów nikomu, póki co. - Znała Erika, wiedziała, że może na niego liczyć, wolała się jednak upewnić, że zostanie to między nimi. - Spróbuje jakoś to załatwić, ale okropnie się boję. - Nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać. Na pewno nie będzie to prosta informacja do przyswojenia tego była pewna.