05.01.2025, 21:03 ✶
Kolejny dzień, kolejne dziwactwo w Warowni, pomyślał, tłumiąc głębokie westchnienie w otchłani swego żołądka. Trzeba było do tego podejść na spokojnie. Może ta sytuacja była nieco niestandardowa, ale nie była to przecież katastrofa. Julien tylko się wałęsał w te i we w te. Owszem, mógł się obić tu i tam, ale nie stwarzał zbyt dużego zagrożenie. Nawet jakby nim znowu szarpnęli, to przecież by im nie oddal. Nie mówiąc nawet o ciśnięciu w nich jakimś zaklęciem... Prawda?
— Mam wrażenie, że nawet jeśli byśmy go nagle przebudzili, to i tak nie byłaby to największa czy też najgorsza trauma w jego życiu — skomentował cierpko Erik, przecierając raz po raz prawe oko złożoną w pięść dłonią. — W ogóle to... pierwszy raz taki u niego? — Zerknął niepewnie na Dorę. — Wcześniej mu się to chyba nie zdarzało, prawda? W sensie... Ktoś by chyba zauważył, że ktoś się wałęsa po domu w środku nocy i buszuje po podwórku, co nie?
Niektórym ludziom zdarzało się mówić przez sen, nawet jeśli nie była to ich nocna rutyna. Czy to samo tyczyło się lunatykowania? Erik spróbował przypomnieć sobie, czy ktoś z jego bliższych znajomych nie cierpiał na tego rodzaju zaburzenia snu. Wprawdzie w tych czasach bezsenność była dość powszechnym problemem pośród przepracowanych czarodziejów i czarownic, tak lunatykował chyba mało kto.
Brenna? Na pewno nie. Zauważyłby to już lata temu. Nora? Tym bardziej. Ta kobieta po jednej sesji wróciłaby do łóżka cała w siniakach od obić i potknięć. Anthony? Nie przypominał sobie. Morfeusz? Tutaj zmarszczył czoło. Skoro wuja już był jasnowidzem, to do tego rodzaju problemów ze snem pewnie nie było zbyt daleko... Ech, Longbottom ewidentnie nie miał na kim bazować swojej wiedzy na temat tego rodzaju nocnych wycieczek.
— Może go po prostu... Unieśmy w powietrze? — zasugerował delikatnie, podążając w dalszym ciągu za młodym Rookwoodem. Trzymał dystans jakichś sześciu do ośmiu kroków. — Nie chcę go petryfikować, to go dopiero może przestraszyć, a jak zacznie lewitować, to może nie będzie to aż takie... nerwowe... doświadczenie?
— Mam wrażenie, że nawet jeśli byśmy go nagle przebudzili, to i tak nie byłaby to największa czy też najgorsza trauma w jego życiu — skomentował cierpko Erik, przecierając raz po raz prawe oko złożoną w pięść dłonią. — W ogóle to... pierwszy raz taki u niego? — Zerknął niepewnie na Dorę. — Wcześniej mu się to chyba nie zdarzało, prawda? W sensie... Ktoś by chyba zauważył, że ktoś się wałęsa po domu w środku nocy i buszuje po podwórku, co nie?
Niektórym ludziom zdarzało się mówić przez sen, nawet jeśli nie była to ich nocna rutyna. Czy to samo tyczyło się lunatykowania? Erik spróbował przypomnieć sobie, czy ktoś z jego bliższych znajomych nie cierpiał na tego rodzaju zaburzenia snu. Wprawdzie w tych czasach bezsenność była dość powszechnym problemem pośród przepracowanych czarodziejów i czarownic, tak lunatykował chyba mało kto.
Brenna? Na pewno nie. Zauważyłby to już lata temu. Nora? Tym bardziej. Ta kobieta po jednej sesji wróciłaby do łóżka cała w siniakach od obić i potknięć. Anthony? Nie przypominał sobie. Morfeusz? Tutaj zmarszczył czoło. Skoro wuja już był jasnowidzem, to do tego rodzaju problemów ze snem pewnie nie było zbyt daleko... Ech, Longbottom ewidentnie nie miał na kim bazować swojej wiedzy na temat tego rodzaju nocnych wycieczek.
— Może go po prostu... Unieśmy w powietrze? — zasugerował delikatnie, podążając w dalszym ciągu za młodym Rookwoodem. Trzymał dystans jakichś sześciu do ośmiu kroków. — Nie chcę go petryfikować, to go dopiero może przestraszyć, a jak zacznie lewitować, to może nie będzie to aż takie... nerwowe... doświadczenie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞