Chciał mu się podobać tak samo, jak on się podobał jemu. Nie, bardziej. On chciał podobać mu się bardziej. Być objawieniem, fenomenem niebios, tylko dla niego, tylko z nim, na przekór światu, na przekór wszystkiemu. Nowy gwiazdozbiór zebranych świecidełek z granatu firmamentu nie powinno być dla tych brązowych oczu bardziej atrakcyjnych niż on. Kiedy więc wypadasz z garderoby, wręcz zamaszyście, z tym mocno bijącym sercem, a na wstępie słyszysz jesteś prześliczny to reagujesz w jeden możliwy sposób - zachwytem. Zaczerpnął tchu i wręcz skoczył na Flynna pewien jak nic innego, że on go złapie. Przytrzyma, złapie, a łóżko odbierze ciężar jego ciała znajdujący się teraz nad czarnowłosym.
Miłość to było coś więcej niż dotyk ciała i pocałunki. Coś więcej ponad te słowa, które wypełniły jego uszy. Och tak, zdecydowanie była czymś więcej. Była ]ugotowaniem sałatki o bezbożnej godzinie, kiedy już słońce budziło się do życia, ale nadal trwała noc. Była wyciągnięciem ubrań, bo wiesz, że inaczej druga osoba zacznie wariować, jeśli sytuacja zastanie ją nieprzygotowaną. Przytrzymaniem w ramionach, kiedy potrzebowałeś nadmiernie długiej kąpieli i ubranie na ciebie spodni, kiedy nawet na to brakowało siły. Było wyniesieniem cię z dala od innych ludzi i poświęcenie czasu, żebyś znów stanął na nogach tylko dlatego, że wiedział, jakie to było dla ciebie ważne. I potem byliśmy w punkcie, kiedy Laurent tak cholernie doceniał nagość tego ciała pod sobą, z którym mógł zrobić... czego on nie mógł z nim zrobić? Czego nie dałby zrobić mu ze sobą?
Na przykład - dałby się związać? Albo unieść tak, by mógł spoglądać w lustro, które przez krótką chwilę przeniosło go do ciemnych pomieszczeń obitych czerwienią, gdzie ludzie w maskach chcieli zaznać tych przyjemności, jakich nie mogło im dostarczyć życie. Żony, mężowie, kawalerowie, dżentelmeni, mordercy. Mieszanka ludzi, których łączyło zepsute pożądanie i pieniądze. Nie było niczego dobrego w tym mdłym wspomnieniu. Widzisz tę śliczną buźkę, Laurent? Widział. Jak wcześniej widział i wędrował ustami po jego tatuażach, a ten na jego plecach - ten był jego ulubiony. Te skrzydła, które teraz mógł zarysować swoimi paznokciami. Wspomnienia nakryte rzeczywistością tak słodką i naprężającą jego mięśnie, nagradzające starania Flynna jękami, nie mogły być złe. Nie mogły go ostudzić, kiedy ta miłość była właśnie czymś więcej. Podwinął palce w tym napięciu, wyginając się, ocierając, łasząc i nie mogąc oderwać wzroku od własnych wielkich, niebieskich oczu. Przecież kochał morze - miałby nie pokochać samego siebie? Przecież kochał Fleamonta - miałby poczuć się zgorszony poematem, który mówił do niczego człowiek nie lubiący poezji? Głuche taak wydobyte z jego warg było jego koroną, jego wieńcem laurowym, który plótł Crow każdym swoim słowem. W końcu go zakończył i wsunął na jego skroń. Tak, zasługiwał na to wszystko. I na jeszcze więcej. Zasługiwał na każde z tych słów i na każdy wypełniony uwielbieniem gest. Och, jakie to było piękne, jak bardzo chciał tego słuchać, czuć to wszystko! Jak bardzo chciał więcej i więcej, jego apetyt rósł, nabierał rozpędu, jak napędzały się wzajem ich ciała. Łapało go w tym wszystkim jakieś szaleństwo. W tym, jak mocno biło jego ciało i jak wyłączał się umysł jednym wielkim lśnieniem. Jak mówił, że go kocha, że go pragnie, jak błagał, by go używał jak tylko tego zapragnie. Łamał się w tym tańcu i odnawiał na nowo, a w tym odradzaniu się na nowo nie było żadnego bólu. Rosła tylko przyjemność.
Chyba w tym momencie szczytu na milisekundę odjęło mu świadomość. Moment zaciśnięcia na nim mocniej ud i dłoni złączył się z chwilą, w której już leżał na łóżku i zalała go ostatnia fala gorąca.
Przymknął oczy chyba tylko na chwilę, kiedy drżał z rozprężenia po przyjemności. Tak mu się wydawało, że na chwilę. Miał nadzieję, że na chwilę. Wtulił się w niego z szeptem Flynn... na wargach. Inne ciepło go otoczyło. To nadal te same ramiona, ale w tej chwili jakby inne. Uśmiechał się, kiedy osunął się w płytki półsen, a kiedy się ocknął - on nadal był obok. Światło wcale nie przetoczyło się po pokoju sugerując, by ten krótki moment przedłużył się za bardzo.
- Bardzo mi się podobało... - Szepnął na westchnięciu, rozchylając powieki, by spojrzeć na twarz Flynna. - Jesteś naprawdę niezwykły.