- No to mamy problem. - Nie pierwszy w ich życiu, pewnie nie ostatni. Tyle, że skoro nie byli w stanie zaakceptować żadnego ze scenariuszy, to sprawy się nieco komplikowały, znaczy już dawno się skomplikowały, ale miała wrażenie, że komplikują się coraz bardziej. Trudno. Kiedyś może znajdą jakieś wyjście, musiało przecież istnieć.
- Niepotrzebnie to powiedziałam, po prostu chciałam Ci dojebać. - Powinien wiedzieć, że umiała to robić bardzo skutecznie, kiedy jej na tym zależało, ale to on zaczął, doprowadził ją do granicy, więc wyciągnęła coś, co faktycznie mogło go zaboleć, bo czy mogła uderzyć mocniej, chyba nie, nie było nic gorszego od powidzenia mu tego, że od zawsze wiedziała, że prędzej, czy później zniknie z jej życia. Wcale tego nie czuła, nie kiedy razem planowali przyszłość, tworzyli coś stałego, co wydawało się mieć sens.
- Nie da się wszystkiego zaplanować, niestety nie masz, aż takiego wpływu na to, jak będzie wyglądało twoje życie. - Ona też nigdy nie sądziła, że będzie w stanie się z kimś wiązać, również miała swój bagaż doświadczeń, może nie niósł ze sobą takiego skomplikowania, jak ten jego, ale nie była krystalicznie czysta, miała swoje na sumieniu. Nie mieli wpływu na decyzje, które podejmowali w przeszłości, nie byli w stanie przewidzieć tego, że mogą nieść takie długotrwałe konsekwencje. Zresztą kto by się nimi przejmował będąc gówniarzem, nie ma co się oszukiwać, że wtedy bywa się bardzo krótkowzrocznym.
- Skończ pierdolić takie głupoty, bo tak się nie stanie. - Nie zamierzała pozwolić mu na rychłą śmierć, mógł gadać swoje, ale nie był sam. Nigdy już nie miał być sam. Yaxleyówna nie zamierzała do tego dopuścić, szczególnie, że powiedział jej o tym wszystkim. Naprawdę sądził, że niedługo odejdzie z tego świata? Niedoczekanie. Nie miała zamiaru wyrażać na to zgody, a ona również potrafiła się na coś usrać i nie potrzebowała do tego jego aprobaty.
- Nie, nie byłoby lepiej. Nigdy nie było mi lepiej, jak wtedy, kiedy byliśmy razem. - Bez względu na to, jak to wszystko się zakończyło to był najlepszy czas w jej życiu. Zobaczyła, jak może być barwne, kiedy ma się obok siebie odpowiednią osobę.
- Nie, tym razem sami sobie dali powód do gadania. - Nie robiła już takich rzeczy, nie wydawało jej się to właściwe, nie chciała nikogo prowokować do plotek, bo miała inne problemy na głowie. Nie urządzała z Erikiem takich przedstawień, jak kiedyś z Ambroisem. Ich przyjaźń była inna, zdecydowanie. Zresztą od samego początku ich znajomości nie sądziła, że z Greengrassem łączy ją typowa przyjaźń, to zawsze było coś więcej, chociaż usilnie starała się nie brać tego pod uwagę. Reagowała na niego zupełnie inaczej, od momentu w którym zaczęli bywać w swoim towarzystwie.
- Mogę zaczekać dekady, nigdzie mi się nie spieszy. - Jasne, że wolałaby wrócić do tego co mieli od razu, ale jeśli nie było to możliwe, co właściwie jej pozostawało? Wolała poczekać, niż wybierać marne substytuty, wiedziała, że w tym wypadku warto zaczekać. Zwłaszcza, że miała już szansę przekonać się o tym, że naprawdę może im być razem dobrze. Nie sądziła, że cokolwiek może się z tym równać, zresztą nawet nie chciała tego sprawdzać. Nie po tym, jak wiedziała, jak wygląda życie u jego boku.
- Nie obchodzi mnie, jak siebie widzisz, jestem pewna, że nigdy nie spotkało mnie nic lepszego od ciebie. - Zresztą to, co teraz robił tylko o tym świadczyło. Troszczył się o nią, jak nikt inny. Stawiał ją samą przed ich wspólnym szczęściem, doceniała to, ale zupełnie nie rozumiała tego podejścia, nie chciała, aby postępował w ten sposób. Wolałaby, aby im dał szansę, bez względu na wszystko. Jebać tych wszystkich ludzi, którzy mogliby chcieć ich skrzywdzić, z nimi też sobie poradzą, gdyby mogła spaliłaby cały świat, aby tylko mogli zostać na nim razem. - Może to pytanie powinieneś sobie zadać, czego tak najbardziej pragniesz? - Nie była szczególnie dobra w prowadzeniu podobnych rozmów, zresztą czuła, że tutaj też średnio jej to wszystko wychodzi, ale mówił, dostawała odpowiedzi na pytania, które od jakiegoś czasu ją męczyły, więc dolanie mu tego eliksiru okazało się być wcale nie takim złym posunięciem. Nie, żeby pomogło jej to znaleźć jakieś wyjście z tej patowej sytuacji, ale przynajmniej rozjaśniało jej się to w jaki sposób Ambroise patrzył na sprawę.
Kontynuowała rozmowę, nadal nie przestawała pić alkoholu, chociaż może nie powinna tego robić, ale czuła, że właśnie tego potrzebowała. Najwyżej padną zmęczeni i może w końcu odpoczną.
- Jeszcze nie wiem, daj mi czas, próbuje coś wymyślić. - Nie było innych możliwości poza tymi, które wymienili, ta na której jej najbardziej zależało została przez niego odrzucona już półtora roku temu, nie mogli tutaj znaleźć opcji, która pasowałaby jednej i drugiej stronie. - Czy właściwie musimy szukać jakichś ram? Nie moglibyśmy po prostu bywać obok siebie i zobaczyć do czego nas to zaprowadzi? - Nie sądziła, że od razu powinni określać to, co miało nadejść. Nie służyło im to, powodowało niepotrzebne napięcie i rozmyślenia, nie mogli ten jeden raz po prostu pozwolić sobie popłynąć?
- Nie, ta opcja jest nieakceptowalna. - Tym razem to ona wypiła jednym haustem zawartość swojej szklanki. Niby jak on sobie to wyobrażał? Zniknałby stąd, przez nią? Chyba go do reszty powaliło. Nie miała zamiaru godzić się na takie rozwiązanie. Wtedy zupełnie nie wiedziałaby, co się u niego dzieje. Nie zniosłaby tego.
- Podejrzewam, że zrobiliście to w odpowiedni sposób, nie da się jednak znęcać nad kimś w nieskończoność. - Chyba się nie dało? Nie znała takich metod, więc trochę błądziła w tym co mówiła. Morderca Amandy zasłużył na wszystko co najgorsze, w tym się zgadzali.
- Co innego powinnam mówić? Myślę, że masz o mnie trochę mylne wyobrażenie. - Dzieliła się z nim tym, co faktycznie czuła, dlaczego to negował, dlaczego sądził, że miała inne zdanie na ten temat? Czasem trzeba było reagować, wiedziała, że żyją w brutalnym świecie, w którym należy sięgać po odpowiednie metody, bo inaczej samemu można się stać ofiarą. Nie widziała w tym nic złego, może było to nieodpowiednie, ale nigdy nie mówiła, że jest przesadnie dobrym człowiekiem. - To sięgnij po to, czego naprawdę chcesz, nie miarkuj się, nie zastanawiaj się nad tym, żyj Roise. - Miała wrażenie, że ciągle się nad wszystkim zastanawia, a to było zupełnie niepotrzbne. Skąd mogli wiedzieć, że koniec nie nadejdzie w przeciągu kilku dni, tygodni, miesięcy, czy naprawdę warto było się teraz powstrzymywać przed spełnianiem swoich pragnień? Nie wydawało jej się. Yaxleyówna zdecydowanie wybierała inne podjeście do życia, szczególnie po tym, co ostatnio się u niej działo. Należało żyć chwilą, cieszyć się tymi momentami, które los im rzucał pod nogi.
- Oczywiście, że tego właśnie chcę. - Od samego początku chodziło jej o pełną szczerość, niczego więcej nie potrzebowała. Chciała zobaczyć to, w jaki sposób on patrzy na świat.
- Byłeś tylko pośrednikiem, dostawcą, to nie ty wybierałeś komu zostanie odebrane życie. - Nadal nie wydawało jej się, aby powinien brać na siebie te wszystkie winy. Taką miał pracę. Ona sama przecież przekazywała zwierzęce komponenty wątpliwym ludziom, nie pytała co z nimi zamierzają zrobić, brała za to pieniądze i zostawiała temat, chociaż wiedziała, że niektóre z nich mogą być bardzo szkodliwe. Nie musiała szukać daleko, przecież jeszcze w czerwcu pomogła mordercy, bo nie chciała, żeby jej rodzina została wykluczona z towarzystwa. To też nie było szczególnie moralne, tyle, że ona nie starała się obwiniać o los osób, które cierpiały przez to, że przekazała produkty nie temu, komu powinna.
- Powinnam, ale ten świat nie pozwala przeżyć mądrym ludziom, tylko sprytnym, gotowym do poświęceń. - Nie widziała nic złego w poszukiwaniu nowych metod walki. Wiedziała, że tylko one mają sens, musieli się zbroić, być gotowi na to, co nadejdzie. Czy jej się to podobało, czy nie. Kiedyś była daleka od praktykowania czarnej magii, teraz? To się zmieniło. Wszystko się zmieniało. Musieli się do tego dostosować, tyle.
Słuchała uważnie jego monologu, więc tak to wyglądało z jego strony, wybrał tę ścieżkę zmuszony do tego przez to, co jej się przytrafiło. Cóż, pamiętała tamten dzień, zdawała sobie sprawę, że metody walki które stosowała nie wystarczały, dlatego zamierzała je zmienić. Chciała móc sobie poradzić z każdym zagrożeniem, które stanie jej na drodze. Nie sądziła, że ją to pochłonie, ale czy faktycznie mogła być tego pewna? Nie. Wolała jednak zaryzykować, sprawdzić, czy tak się wydarzy. Z każdej ścieżki można odejść, przynajmniej z pozoru.
- Czyli Tobie się udało, potrafisz to rozgraniczać, dlaczego sądzisz, że ja nie jestem w stanie zrobić tak samo? - Nie zadawał bólu dla satysfkacji, nie sięgał po te metody, kiedy nie powinien. Nie wydawało jej się więc, aby przekroczył granicę. W jej oczach nie robił niczego złego, cel uświęcał środki. Tyle, nie ma sensu się nad tym bardziej zastanawiać.
Nie spodziewała się takiej reakcji na tę jej krótką wzmiankę o tym widmowidzeniu. Cóż, może powinna mu wcześniej powiedzieć, że wie. Zastanawiała się, czy nie wstać i nie pomóc mu w jakiś sposób, bo brakowało tylko tego, żeby się przez nią zakrztusił, ale chyba jakoś się ogarnął. Tyle dobrego.
- Tak, widmowidzenie. - Postanowiła powtórzyć to słowo, które wywołało w nim tę dziwną reakcję. - Od zawsze? - Wzruszyła jedynie ramionami, bo co innego miała mu powiedzieć. Nigdy nie wydawało jej się to szczególnie istotne, po prostu wiedziała. Znała wiele tajemnic najróżniejszych czarodziejów. Raczej ich nie wyciągała, chyba, że mogło jej to w czymś pomóc. Czuła się trochę, jakby naruszała prywatność innych osób, więc rzadko kiedy o tym mówiła. - Wiesz, że posiadam pewne zdolności. - Chyba od tego było warto zacząć. Cóż, Yaxleyowie mieli swój szósty zmysł, który ułatwiał im polowania. Tak się składało, że wśród czarodziejów też było wiele osób, które miały pewne ukryte umiejętności, anomalie? Sama nie wiedziała, jak to nazwać. - Wyczuwam takie rzeczy, tak po prostu. - Jakoś nigdy się nad tym nie rozdrabniała, ale mógł zauważyć, że czasem widziała trochę więcej, czy tam wiedziała, tak samo działo się podczas polowań. - Sądziłam, że kiedyś mi o tym powiesz, więc nie dopytywałam. - Jakby to wcale nie było nic istotnego.