Gdzieś w półsennym odruchu sięgnął do jego dłoni napinającej materiał, żeby ją przesunąć, rozluźnić to napięcie, gdzieś się poprawił, coś mruknął w stylu nie róób... Co wcale nie było niechęci do kontaktu. Skąd - poprawiając się wcale się od niego nie odsunął. Wtulił się w niego i schował twarz w miękkiej pościeli i przy jego ciele. Nie powinien mu się podobać ten zapach. Jego zapach. Zdecydowanie nie powinno mu się aż tak podobać...
Tak samo jak nie powinno mu się tak podobać przysypiać i budzić się w takiej swobodzie. Czuć nadal jego dłonie na swoim ciele i zupełnie nie myśleć o tym, że jest się tylko opakowaniem do zabawy, które po tej zabawie nie jest potrzebne.
- Masz rację. Mi też nadal się podoba. - Zerknął z dołu na mężczyznę z półuśmieszkiem, wprawiony teraz w senno-rozleniwiony stan, który do pełni szczęścia potrzebowałby już tylko wyniesienia do wanny. Żeby zatopić się w ciepłej wodzie, rozluźnić mięśnie. Zamiast tego zgiął nogę i zarzucił ją na tę jego - wychodząc na spotkanie jego dłoni. - Naprawdę? Pierwsze słyszę... - Obrócił głowę tak, by przyjąć wygodną pozycję na jego ręce, żeby móc przy tym na niego patrzeć. Ten dar, który sprowadził mu los do tego łóżka. Chyba nigdy by nie podejrzewał siebie, że jego głupota mogłaby doprowadzić do czegoś dobrego w takim stopniu - nawet jeśli tymczasowego. Wiara w "na zawsze i na wieczność" nie była jego najlepszą stroną. Flynna też nie. Nie była jego mocną stroną, kiedy mówił, że jest jego partnerem. Podjął kolejną grę z samym sobą, pytanie czy jak większość będzie wyniszczająca, czy jednak pozwoli mu tym razem wygrać. Poddawał w wątpliwości nawet działanie veritaserum, a jego uprawdopodobnienie było związane tylko z tym, że takie słowotoki wyznań nie przychodziły temu człowiekowi ot tak. Każdy ich wspólnie stawiany krok do przodu był dla niego tak strasznie cenny... bał się tylko tych, które mogły być regresami. Jak wtedy, kiedy widział, jak mocno Flynn się zezłościł na słowa, że spotkał się z Kieranem. Jedną z rzeczy, która tak szalenie cieszyła jego serce, było to, że Crow mówił. Daleko temu było do normalnej komunikacji, bo nadal było mnóstwo rzeczy pomijanych, przemilczanych, odpychanych, a nawet z części nie zdawał sobie sprawy. Pewnie nigdy nie będzie idealnie, ale on nie oczekiwał ideału. Jego oczekiwania już były spełnione - bo czarnowłosy się starał. I porozmawianie nagle nie było tak dramatycznym wydarzeniem, jak na początkach ich przedziwnego wznowienia znajomości. Dramatycznego wznowienia znajomości. - Bardzo się cieszę, bo staram ci się podobać. - Chociaż może powinien uderzać w inne tony. Czerwone sukienki - na przykład... ale tak, ten czas był jaki był - i Flynn zaraz to poruszył.
- Ał. - To nie był ten rodzaj "ała", który powinien wzbudzać alarm, raczej taki zapasowy - kiedy strzeliła gumka, a Laurent zamiast złapać powagę nadchodzącej chwili tylko się z rozbawieniem uśmiechnął. Tak, zdecydowanie było ciężko wczuć się w poważną pogadankę, kiedy w międzyczasie ktoś ciągnął go za majty. - Lubię... i nie lubię. Zależy od gry. - Ponieważ z grami miał bardzo przykre wspomnienia z Hogwartu. Zresztą nie tylko z niego. Z dzieciństwa ogólnie. - Czy oddychanie w tej proponowanej grze jest niedozwolone? - Zapytał ze śmiechem drżącym w tym pytaniu, kiedy Flynn go złapał tak, jakby Laurent miał zaraz uciekać. - Taak... kojarzę. - Odparł z trochę niepewną miną. - Przynajmniej kojarzę tę wersję z wyzwaniem. - I nie była to jego ulubiona zabawa. Uniósł się na łokciu, podciągając bardziej na siebie kołdrę, żeby odebrać szklankę i wypić łyk gorzkiego alkoholu. Wolał gin od whiskey, zdecydowanie. - Zdajesz sobie sprawę z tego, jak słabą mam głowę? - Przechylił trzymaną szklankę i dopił ostatni łyk. Dopiero pustą oparł o swoją skroń. Nieco się rozbudził - ale głównie przez to, że zaczął być podejrzliwy co do tej całe otoczki, jaką Flynn wobec tego robił.
- Mogę zacząć, jeśli mi objaśnisz tę drugą wersję. Brzmi jakby wymagała mnie ruchu - Usiadł powoli, oddając szklankę Flynnowi. A mniej ruchu było teraz wskazane, bo nadal nogi mu drżały. A kiedy Flynn mu w krótkiej formie powiedział o co chodzi to rzeczywiście mógł zacząć. Przez moment się zastanawiał. Głównej dlatego, że po głowie chodziło mu pytanie, którym nie powinien zabijać od startu tej zabawy. O Raziela. Potem o Alexandra. Potem o jego rodziców... ah. Dlatego nie lubił takich zabaw. - Jak lubisz spędzać swój wolny czas? Zakładając, że to czas w miarę spokojny. - Który nie wymaga siedzenia jak na szpilkach. I pomijając spędzanie go w łóżku.