06.01.2025, 02:59 ✶
- Teraz już wiesz. - Zabrzmiała nieco sarkastycznie, ale Scylla nie umiała się posługiwać sarkazmem, więc to było tylko mylne wrażenie. Jednocześnie uśmiechnęła się, ciesząc się, że mogła podzielić się wiedzą. - Nie zamierzam ich jeść, Charlie, są zbyt ładne. Nic mi nie będzie - obiecała, ale nie mogła się powstrzymać też od cichego chichotu. Przecież gdyby były takie śmiercionośne, nie sprzedawaliby takich kwiatów w byle kwiaciarni. No dobrze, może na Ścieżkach, ale na pewno nie tutaj. Wzrok Ministerstwa przecież tutaj docierał.
Nadal nie wiedziała, co myśleć o Charlesie; nie potrafiła powiedzieć złego słowa o chłopaku, ale zawsze, gdy miała coś o nim powiedzieć, zapytana lub nie, nie wiedziała, jak ubrać w słowa własne wrażenia. Było coś ekscytującego w myśli, że istnieje ktoś, kto aż tak zabiega o twoje względy. Miała za miłe zainteresowanie, które wyrażał wobec niej samej, a także to, które kierował na jej pasje. Chciała umieć to odwzajemnić.
Niemniej, zawsze kiedy znajdowała się w centrum czyjejś uwagi, odbijało jej się to prędzej czy później czkawką. Za każdym razem, kiedy naiwnie wierzyła, że intencje adoratora są szczere, okazywało się to zwykłym kłamstwem. Kiedy ktoś był tak miły, zwykle chciał czegoś - albo zrobić jej psikusa, albo traktować ją jako dziwaczną ciekawostkę, którą będzie paradował przed kolegami, albo... czegoś w zamian.
- Nie studiowałam niczego - oznajmiła, nie zwalniając tempa. - Mówiłam ci już, że pomagałam tacie w przygotowywaniu eliksirów, kiedy byłam młodsza, no i że lubię owady - przypomniała, a w tonie jej głosu można było doszukać się cichutkiej nuty frustracji. Ciężko było jednak ocenić, czy była spowodowana odrobinę głupim pytaniem Charlesa, zbliżającą się ważną rozmową, czy faktem, że bardzo próbowała ukryć, że czerwieni się z powodu oplatającej jej dłoni chłopaka. Nie mogła się jednak skarżyć, przecież sama to zainicjowała. Może też w ogóle nie chciała się skarżyć.
- Które to mieszkanie? - Zapytała, planując zacząć się wspinać w górę schodów. Nadal nie spojrzała mu w oczy.
Nadal nie wiedziała, co myśleć o Charlesie; nie potrafiła powiedzieć złego słowa o chłopaku, ale zawsze, gdy miała coś o nim powiedzieć, zapytana lub nie, nie wiedziała, jak ubrać w słowa własne wrażenia. Było coś ekscytującego w myśli, że istnieje ktoś, kto aż tak zabiega o twoje względy. Miała za miłe zainteresowanie, które wyrażał wobec niej samej, a także to, które kierował na jej pasje. Chciała umieć to odwzajemnić.
Niemniej, zawsze kiedy znajdowała się w centrum czyjejś uwagi, odbijało jej się to prędzej czy później czkawką. Za każdym razem, kiedy naiwnie wierzyła, że intencje adoratora są szczere, okazywało się to zwykłym kłamstwem. Kiedy ktoś był tak miły, zwykle chciał czegoś - albo zrobić jej psikusa, albo traktować ją jako dziwaczną ciekawostkę, którą będzie paradował przed kolegami, albo... czegoś w zamian.
- Nie studiowałam niczego - oznajmiła, nie zwalniając tempa. - Mówiłam ci już, że pomagałam tacie w przygotowywaniu eliksirów, kiedy byłam młodsza, no i że lubię owady - przypomniała, a w tonie jej głosu można było doszukać się cichutkiej nuty frustracji. Ciężko było jednak ocenić, czy była spowodowana odrobinę głupim pytaniem Charlesa, zbliżającą się ważną rozmową, czy faktem, że bardzo próbowała ukryć, że czerwieni się z powodu oplatającej jej dłoni chłopaka. Nie mogła się jednak skarżyć, przecież sama to zainicjowała. Może też w ogóle nie chciała się skarżyć.
- Które to mieszkanie? - Zapytała, planując zacząć się wspinać w górę schodów. Nadal nie spojrzała mu w oczy.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga