06.01.2025, 03:21 ✶
Scylla wślizgnęła się do pizzerii z delikatnym uśmiechem, który szybko zmienił się w wyraz fascynacji, gdy tylko poczuła zapach ciasta i róż. O dziwo, nie czuła się nim przytłoczona, mimo że był tak żywy, tak intensywny - może dlatego, że z powodu braku gości miejsce było na tyle spokojne, że mogła powoli na wszystko zareagować. Przesunęła spojrzeniem po wnętrzu, od obrusu w czerwono-białą kratę, po gramofon wydobywający dźwięki, które przypominały jej o czymś z dawnych opowieści. Coś włoskiego, jak cały Hati, który wydawał się w tutaj zupełnie na swoim miejscu. Choć takie miejsce na Nokturnie zdecydowanie było czymś niespotykanym.
- Hati! - zawołała z entuzjazmem, kiedy tylko go zobaczyła. Jej drobna sylwetka zdawała się niemal rozświetlona radością na jego widok. Nie przeszkadzało jej ani to, że Pedro patrzył na nią jak na intruza, ani to, że znowu nie rozumiała połowy słów. Szczerze powiedziawszy zwykle nie mogła w pełni zrozumieć nikogo, nawet ludzi mówiących po angielsku, bo jeśli nie używali obcych słów, to stosowali metafory i sarkazm, które przelatywały jej nad głową.
– Sorella? Żuczek? Il piu... - powtórzyła z trudem, próbując jakoś poskładać te słowa w całość. - Na pewno nie rzucasz zaklęć? Nie zamienisz mnie w żuka? - Zapytała, z lekkim rozbawieniem unosząc brew. Była tak na... dziewięćdziesiąt procent pewna, że to nie nastąpi.
Pozwoliła mu zmierzwić swoje włosy, choć momentalnie poprawiła je drobną dłonią. Nie lubiła tego, ale rozumiała, że nie kryły się za tym złe intencje. Przyjęła jego gesty z ciepłem, bo choć różniło ich wszystko - od wzrostu po styl bycia - Hati był dla niej jednocześnie starszym bratem i kimś, kto zawsze emanował siłą. Była szczęśliwa, że teraz mogła być obok.
- Obawiam się, że nie wiem, co to calzone - poinformowała grzecznie, dając znać, że bez tej wiedzy nie może się zgodzić. Bała się nieznanego jedzenia, zawsze była niejadkiem. Większość posiłków odrzucała ją przez teksturę. - A, i z góry ostrzegam, że zwykle po kawie jestem senna. Nie wiem czemu, ludzie zawsze mówią, że powinna pobudzać. Może to mój kolejny mankament, a może stałam się odporna przez te wszystkie eliksiry, które... - urwała, łapiąc się na tym, że niechcący prawie zboczyła na temat dzieciństwa pod opieką ojca, co nie było tematem, który kiedykolwiek chciała poruszać. Uciekła w popłochu wzrokiem, łapiąc odruchowo materiał bluzki w palce, jakby musiała odwrócić własną uwagę miętoleniem go. - Nieważne, chciałam tylko ostrzec, że mogę ziewać przez tę kawę potem, a nie dlatego, że będę znudzona. To tyle. -
Przechyliła głowę, gdy wspomniał o robakach, a jej oczy rozbłysły znajomym entuzjazmem.
- Owady - poprawiła go z uśmiechem. - Tak, nadal zbieram. Swoją drogą, ostatnio w pracy natknęłam się na bardzo dziwnie zachowujące się robaki. Dobrze, że wspomniałeś, bo muszę wybrać się do biblioteki – dodała z przejęciem, szybko zapominając o wcześniejszym zakłopotaniu.
- Hati! - zawołała z entuzjazmem, kiedy tylko go zobaczyła. Jej drobna sylwetka zdawała się niemal rozświetlona radością na jego widok. Nie przeszkadzało jej ani to, że Pedro patrzył na nią jak na intruza, ani to, że znowu nie rozumiała połowy słów. Szczerze powiedziawszy zwykle nie mogła w pełni zrozumieć nikogo, nawet ludzi mówiących po angielsku, bo jeśli nie używali obcych słów, to stosowali metafory i sarkazm, które przelatywały jej nad głową.
– Sorella? Żuczek? Il piu... - powtórzyła z trudem, próbując jakoś poskładać te słowa w całość. - Na pewno nie rzucasz zaklęć? Nie zamienisz mnie w żuka? - Zapytała, z lekkim rozbawieniem unosząc brew. Była tak na... dziewięćdziesiąt procent pewna, że to nie nastąpi.
Pozwoliła mu zmierzwić swoje włosy, choć momentalnie poprawiła je drobną dłonią. Nie lubiła tego, ale rozumiała, że nie kryły się za tym złe intencje. Przyjęła jego gesty z ciepłem, bo choć różniło ich wszystko - od wzrostu po styl bycia - Hati był dla niej jednocześnie starszym bratem i kimś, kto zawsze emanował siłą. Była szczęśliwa, że teraz mogła być obok.
- Obawiam się, że nie wiem, co to calzone - poinformowała grzecznie, dając znać, że bez tej wiedzy nie może się zgodzić. Bała się nieznanego jedzenia, zawsze była niejadkiem. Większość posiłków odrzucała ją przez teksturę. - A, i z góry ostrzegam, że zwykle po kawie jestem senna. Nie wiem czemu, ludzie zawsze mówią, że powinna pobudzać. Może to mój kolejny mankament, a może stałam się odporna przez te wszystkie eliksiry, które... - urwała, łapiąc się na tym, że niechcący prawie zboczyła na temat dzieciństwa pod opieką ojca, co nie było tematem, który kiedykolwiek chciała poruszać. Uciekła w popłochu wzrokiem, łapiąc odruchowo materiał bluzki w palce, jakby musiała odwrócić własną uwagę miętoleniem go. - Nieważne, chciałam tylko ostrzec, że mogę ziewać przez tę kawę potem, a nie dlatego, że będę znudzona. To tyle. -
Przechyliła głowę, gdy wspomniał o robakach, a jej oczy rozbłysły znajomym entuzjazmem.
- Owady - poprawiła go z uśmiechem. - Tak, nadal zbieram. Swoją drogą, ostatnio w pracy natknęłam się na bardzo dziwnie zachowujące się robaki. Dobrze, że wspomniałeś, bo muszę wybrać się do biblioteki – dodała z przejęciem, szybko zapominając o wcześniejszym zakłopotaniu.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga