06.01.2025, 10:50 ✶
Flynn musiał być człowiekiem ciepłolubnym. Wtulony ciasno w Laurenta, całując go po buźce kiedy ten wtrącał to i owo i zadawał pytania, na które nie uzyskał żadnej odpowiedzi, Crow bardzo chętnie dążył do tego, żeby być przykrytym w całości. Albo kołdrą, albo Laurentem, to nie miało większego znaczenia, póki cokolwiek na nim leżało i go grzało.
- Nie wiem. Dwa łyki ginu to za dużo? - Przesunął palcami po jego włosach, po czym zaklęciem nalał sobie jeszcze i nieelegancko wypił to duszkiem, zanim butelka wraz ze szklanką wróciły na stolik nocny. Korzystanie z magii w ten sposób musiało być wygodne, ale przy Laurencie coraz rzadziej udawał, że nie miało to żadnych ograniczeń - gesty przy rzucaniu zaklęć wykonywał coraz bardziej swobodniej, a tym samym stały się zauważalne. Czarowanie bez różdżki nie mogło być więc sztuką poruszania przedmiotami siłą woli - symbole wyrysowywane czubkiem rdzenia w powietrzu musiały mieć odpowiedniki w ruchach palcami. - Nie chce mi się wstawać, żeby grać na wyzwania - przyznał. Zresztą wątpił, żeby Laurentowi chciało się jakoś wybitnie ruszać, a jedyne „wyzwanie” jakie przychodziło mu do łba było klasycznym „usiądź mi na mordzie”. Swoją drogą - nie był zadowolony z faktu, że chłopak usiadł. Sam wypił ten alkohol w pozycji leżącej i wciąż chciał się do niego przytulać. Przylgnął do niego jak rzep do psiej dupy - położył swój łeb na tych drżących nogach i objął je rękoma. Minęło ledwie kilka sekund i ha - już w sumie nie narzekał - ale ociągał się z odpowiedzią, bo przecież te nogi można było wycałować. - Mmmm - wydał z siebie jakiś dźwięk na znak, że w ogóle zastanawia się nad odpowiedzią, a nie zatonął kompletnie w analizowaniu kształtu jego lewej łydki. - Leżę - zaśmiał się lekko, nie przerywając wędrówki palców i ust - czytam - i uznał za dziwne to, że czytanie przyszło mu do głowy szybciej niż inne rzeczy - chodzę do pubu na mecze albo chleję - wbrew pozorom ani nie gin, ani piwo - ale przecież gdyby chciał napić się tutaj drinka, musiałby zrobić go sobie sam - idę do klubu. Albo się gdzieś szlajam. - Nie powiedział „jaram smacka”, nie sądził jednak aby to było konieczne dla dopełnienia tego obrazu. Tak samo jak doprecyzowanie po co właściwie chodził do klubu. - Lubię... - to wgłębienie na środku jego stopy, gdzie skóra robi się delikatniejsza i ten fragment uda, gdzie skóra naciąga się jakoś bardziej i można go bezczelnie podszczypywać - koncerty.
Podniósł na niego wzrok, nie odrywając się wciąż od dolnych partii jego ciała.
- Też chcesz pytanie? - Odszukał w jego oczach odpowiedzi. - Mhmm... Zacząłeś tak delikatnie... - Spodziewał się czegoś cięższego, nawet jeżeli to jedynie start. Głupio teraz wypaplać coś w stylu „czy gdyby Dante zmienił w sobie to, co ci się w nim nie podobało, to zostawiłbyś mnie dla niego”, więc zamilkł na kilka długich sekund, nie wykonując żadnego ruchu. Zawisł tak, oddychał spokojnie i wreszcie zapytał Uważasz się bardziej za chłopaka czy dziewczynę? i wrócił na dół.
- Nie wiem. Dwa łyki ginu to za dużo? - Przesunął palcami po jego włosach, po czym zaklęciem nalał sobie jeszcze i nieelegancko wypił to duszkiem, zanim butelka wraz ze szklanką wróciły na stolik nocny. Korzystanie z magii w ten sposób musiało być wygodne, ale przy Laurencie coraz rzadziej udawał, że nie miało to żadnych ograniczeń - gesty przy rzucaniu zaklęć wykonywał coraz bardziej swobodniej, a tym samym stały się zauważalne. Czarowanie bez różdżki nie mogło być więc sztuką poruszania przedmiotami siłą woli - symbole wyrysowywane czubkiem rdzenia w powietrzu musiały mieć odpowiedniki w ruchach palcami. - Nie chce mi się wstawać, żeby grać na wyzwania - przyznał. Zresztą wątpił, żeby Laurentowi chciało się jakoś wybitnie ruszać, a jedyne „wyzwanie” jakie przychodziło mu do łba było klasycznym „usiądź mi na mordzie”. Swoją drogą - nie był zadowolony z faktu, że chłopak usiadł. Sam wypił ten alkohol w pozycji leżącej i wciąż chciał się do niego przytulać. Przylgnął do niego jak rzep do psiej dupy - położył swój łeb na tych drżących nogach i objął je rękoma. Minęło ledwie kilka sekund i ha - już w sumie nie narzekał - ale ociągał się z odpowiedzią, bo przecież te nogi można było wycałować. - Mmmm - wydał z siebie jakiś dźwięk na znak, że w ogóle zastanawia się nad odpowiedzią, a nie zatonął kompletnie w analizowaniu kształtu jego lewej łydki. - Leżę - zaśmiał się lekko, nie przerywając wędrówki palców i ust - czytam - i uznał za dziwne to, że czytanie przyszło mu do głowy szybciej niż inne rzeczy - chodzę do pubu na mecze albo chleję - wbrew pozorom ani nie gin, ani piwo - ale przecież gdyby chciał napić się tutaj drinka, musiałby zrobić go sobie sam - idę do klubu. Albo się gdzieś szlajam. - Nie powiedział „jaram smacka”, nie sądził jednak aby to było konieczne dla dopełnienia tego obrazu. Tak samo jak doprecyzowanie po co właściwie chodził do klubu. - Lubię... - to wgłębienie na środku jego stopy, gdzie skóra robi się delikatniejsza i ten fragment uda, gdzie skóra naciąga się jakoś bardziej i można go bezczelnie podszczypywać - koncerty.
Podniósł na niego wzrok, nie odrywając się wciąż od dolnych partii jego ciała.
- Też chcesz pytanie? - Odszukał w jego oczach odpowiedzi. - Mhmm... Zacząłeś tak delikatnie... - Spodziewał się czegoś cięższego, nawet jeżeli to jedynie start. Głupio teraz wypaplać coś w stylu „czy gdyby Dante zmienił w sobie to, co ci się w nim nie podobało, to zostawiłbyś mnie dla niego”, więc zamilkł na kilka długich sekund, nie wykonując żadnego ruchu. Zawisł tak, oddychał spokojnie i wreszcie zapytał Uważasz się bardziej za chłopaka czy dziewczynę? i wrócił na dół.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.