Jessie, natomiast, wolałby, żeby żadnego ducha w tym domu nie było. Oczywiście, teraz była tu z nimi Rita, która byłaby w stanie sobie z nim poradzić, więc raczej nie musieliby się martwić o przedłużające się, niechciane towarzystwo zjawy, ale wolałby nie powtarzać sytuacji z sierpnia. Biedny Benji, chyba nabawił się po tym jakiejś traumy i zaczął aż za bardzo uważać, żeby znowu nie strącić jakiejś wazy. Na szczęście udało się go uspokoić, żeby nie bał się wrócić do mieszkania.
Mimo niechęci do zjaw, kącik jego ust uniósł się delikatnie na słowa brata. Faktycznie, mogła to być ciekawa sytuacja, chociaż takiemu skrzatowi z pewnością nie byłoby do śmiechu. Biedaczek pałętałby się po tym domu ze świadomością, że nie byłby w stanie wypełnić swoich obowiązków, nieważne, jak bardzo się starał i tego pragnął. Mniej zabawną częścią tej historii był fakt, że w takim wypadku mogliby natknąć się na sztywne, może już nawet rozkładające się, ciało skrzata.
-Jesteśmy tu tylko na jedną noc - powiedział. -Nie, mama do nas nie dołączy. Mamy tu tylko trochę ogarnąć, jutro wyjeżdżamy do Egiptu i wracamy do domu - zerknął jeszcze ukradkiem na Theo, bo właściwie spodziewał się, że najmłodszy Kelly będzie się dąsał i obruszał, że mama kazała mu nocować poza domem przed samym wyjazdem.
I jeszcze oznajmiła to przez najstarszego z nich, a nie osobiście. Jessie podejrzewał, że Theo przyjmie to najgorzej. Ostatecznie, jego reakcja nie była najgorsza, a wysłanie starszemu bratu misia nawet go rozbawiło.
-Gdyby faktycznie chciała nas wykopać z domu, Benji byłby z nami - bo pies został w domu na Horyzontalnej.
Nie było sensu ciągać go ze sobą, skoro następnego dnia mieli ruszać do Egiptu i przed tym musieliby jeszcze psiaka odstawić do domu, bo przecież ze sobą go nie zabiorą. Jessie nie zamierzał się łudzić, że Charlotte poświęci psiakowi więcej, niż kilka sekund swojego cennego czasu, które wystarczyły, żeby napełnić mu miski, i może czasami pogłaskać po głowie. Poprosił więc sąsiadkę z wyższego piętra, która była w ich wieku, czy nie byłoby dla niej problemem zabierać Benjiego na spacery, kiedy będzie wychodziła ze swoim pupilem. Dziewczyna nawet nie pytała, dlaczego to Charlotte nie mogła psiaka wyprowadzać i zgodziła się niemal od razu, ledwo Jessie skończył pytanie.
Przewrócił oczami na słowa brata, które dotarły do niego jeszcze z dołu. Jak to dobrze było wiedzieć, że jeśli coś ci się stanie, twoje rodzeństwo przybiegnie ci na pomoc.
Schody, na szczęście, nie skrzypiały pod jego stopami, ale piętro było bardziej ponure, niż parter. Na ścianach aż za dużo obrazów, pokrytych grubą warstwą kurzu, która niemal zakrywała płótna, ciężkie zasłony na jedynym oknie, spięte po bokach, dzięki czemu na korytarz wpadało światło dzienne, równie ciemny dywan, rozciągnięty przez całą długość podłogi i cztery pary drzwi, które wcale nie zachęcały do otwierania ich.
Otworzył to cholerne okno na końcu korytarza, zanim otworzył pierwsze z drzwi i wszedł do niewielkiego pomieszczenia, rozglądając się. Gabinet. Niewielki gabinety z dwoma regałami z książkami, gablotą z jakimiś rzeczami, którym Jasper się nie przyglądał, i biurko, za nim fotel, a na ścianie za nim okno.
Coś pod tym biurkiem wydawało dźwięki. Jakieś szuranie, jakby sapanie i czkanie i stukanie.
-Halo? - odezwał się, powoli obchodząc biurko.
I kiedy nachylił się, by zajrzeć do wnęki pod blatem, coś uderzyło go w czoło. Odskoczył z cichym sykiem. Druga butelka roztrzaskała się o ścianę i zanim Jessie zdążył cokolwiek powiedzieć, niewielka postać wybiegła spod biurka i z pokoju, chwiejąc się, czkając i wrzeszcząc coś niezrozumiali.
Pod stopami Jessiego leżała pusta butelka po starym piwie kremowym.