06.01.2025, 13:31 ✶
Crow zaśmiał się cicho, kiedy usłyszał dodatkowe pytanie. Tak naprawdę nie bolało go to, że musiał cokolwiek doprecyzować, więc zrobił to, nawet jeżeli nie krył rozbawienia.
- Gała - powiedział, jeżeli to nie nasunęło mu żadnego obrazu, mówił dalej: Futbol. Jeżeli nadal nic: mugolskie kopanie piłki. Dalej tłumaczyć mu się już nie chciało, więc jeżeli wciąż widział zmieszane spojrzenie - obiecał, że mu to kiedyś pokaże, ostrzegając przy tym, że najpewniej zanudzi się na śmierć. Powód tego, dlaczego siedział tam z samymi facetami i jedynie nieliczni zapraszali do pubów w trakcie meczu swoje żony, był dla niego oczywisty.
- Chciałem wiedzieć, czy wolisz być nazywany księżniczką, czy królewiczem. - Uśmiechnął się widząc, jak ten się nad tym waha. Rozumiał go nawet bardziej, niż ktokolwiek by go o to podejrzewał, chociaż jego wnioski były zgoła inne. Nie postrzegał się jako osoby pośrodku. Nie był brakującym ogniwem, ani kropką przesuniętą na spektrum płci. W jego opinii to było... płynne. Teraz, po tym seksie i mogąc przykleić się do jego zgrabnych nóg, Crow czuł się tak absolutnie męsko jak tylko potrafił (niekoniecznie przemawiały do niego argumenty, że bycie gejem czyniło go mniej męskim), ale dobrze wiedział, że znów nastanie dzień, w którym ktoś otoczy go ramieniem, a on zamruga i znów poczuje to dziwne uczucie w podbrzuszu, zadzierając głowę i kryjąc za woalką rzęs prawdę o tym, jak inaczej zaczęło smakować powietrze. - Jesteś absolutnie przepiękny - powiedział jeszcze raz, wciąż nie folgując sobie w zwyczajnym obmacywaniu go, póki nie powiedział dość. Alkohol skutecznie powstrzymywał myśl, że być może stawał się coraz bardziej natrętny, ale ostatecznie padła treść tego wyzwania, a on puścił zębami krawędź jego bielizny, znów strzelając mu w skórę napiętą gumką. - Mhm. - Przestał nawet ocierać się kroczem o jego nogę, dosyć jasno potwierdzając, jak łatwo było wybić go z rytmu. - Nie wiem, co to jest. - Paskudne kłamstwo. Mógłby wymieniać rzeczy, których nie chciał mu powiedzieć masowo. Jedna za drugą. Były ich dziesiątki. Miał dekady lat życia robienia rzeczy paskudnych i nie chciał się z nich obnażać, a do tego dochodziło wiele wad jego charakteru, których blondyn nie poznał, a wiązały się z ryzykiem rychłego rozstania. - Chodzi ci o coś, przez co będziesz wkurwiony, czy po prostu coś, o czym nie mówię? - Zapytał i nawet nie musiał widzieć jego reakcji, żeby wiedzieć, że grabi sobie jeszcze bardziej. Teraz już na pewno jeżeli nie powie czegoś dostatecznie mocnego, wyjdzie na kompletnego durnia, skoro sam zaproponował tę grę. Podziękował sobie w duchu za ten gin, ale jednocześnie skarcił wszechświat za mocną głowę. Może gdyby upijał się dwoma łykami, byłoby mu nieco łatwiej.
Coś, co chciałby przed nim ukryć. Ha... śmiesznie, z Alexandrem też tak sobie leżał, pił z nim wódkę i mówili sobie różne rzeczy. Podobno mówienie tych rzeczy nie miało sprawić, że kiedykolwiek się rozstaną. Na zawsze razem, tak?
- Eh. Kurwa. - Już wolałby powiedzieć o tych oczach, ale nie potrafił tego w żaden sposób wpleść w to pytanie. „Najbardziej nie chcę ci powiedzieć, że urodziłem się z uszkodzonym czymśtam wzrokowym” z ust seryjnego mordercy brzmiało bardziej jak drwina niż wyznanie. - Na pewno chcesz to słyszeć? - Spojrzał na niego jeszcze raz, ale kontynuował od razu, bo kiedy tylko opuściło to jego usta, dotarło do niego, co robi. - Czasami - ugryzł się w język - no dobra, nie czasami. - Czasami zawsze. - Nie potrafię się powstrzymać. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale ktoś rozpina rozporek, a mi nagle wysiadają nogi i mózg. Po prostu to robię, nawet jeżeli tego nie chcę. - Chociaż przez zdecydowaną większość swojego życia chciał. Ale to nie było wyznanie o złym dotyku. Okej, nie dokończył tego, dlaczego bał się o tym powiedzieć, ale przecież nie musiał. Bo pociął się w tym domu w tej pieprzonej wannie i przyznał do tego, że to nie były jednostkowe sytuacje. Alexander się za to darł, Cain w ogóle nie chciał o tym słuchać. Każdy kto zorientował się, że nigdy nie będzie znaczył dla niego tyle co Fontaine potrafił zniknąć z dnia na dzień. - Ja... - Chętnie wróciłby do dotykania go, ale nie zrobił tego, póki nie dostał jasnego sygnału, że mógł to zrobić. - Yh. Powiedz mi coś, co jest dla ciebie ważne, ale będę wiedział to tylko ja. Nikt inny.
- Gała - powiedział, jeżeli to nie nasunęło mu żadnego obrazu, mówił dalej: Futbol. Jeżeli nadal nic: mugolskie kopanie piłki. Dalej tłumaczyć mu się już nie chciało, więc jeżeli wciąż widział zmieszane spojrzenie - obiecał, że mu to kiedyś pokaże, ostrzegając przy tym, że najpewniej zanudzi się na śmierć. Powód tego, dlaczego siedział tam z samymi facetami i jedynie nieliczni zapraszali do pubów w trakcie meczu swoje żony, był dla niego oczywisty.
- Chciałem wiedzieć, czy wolisz być nazywany księżniczką, czy królewiczem. - Uśmiechnął się widząc, jak ten się nad tym waha. Rozumiał go nawet bardziej, niż ktokolwiek by go o to podejrzewał, chociaż jego wnioski były zgoła inne. Nie postrzegał się jako osoby pośrodku. Nie był brakującym ogniwem, ani kropką przesuniętą na spektrum płci. W jego opinii to było... płynne. Teraz, po tym seksie i mogąc przykleić się do jego zgrabnych nóg, Crow czuł się tak absolutnie męsko jak tylko potrafił (niekoniecznie przemawiały do niego argumenty, że bycie gejem czyniło go mniej męskim), ale dobrze wiedział, że znów nastanie dzień, w którym ktoś otoczy go ramieniem, a on zamruga i znów poczuje to dziwne uczucie w podbrzuszu, zadzierając głowę i kryjąc za woalką rzęs prawdę o tym, jak inaczej zaczęło smakować powietrze. - Jesteś absolutnie przepiękny - powiedział jeszcze raz, wciąż nie folgując sobie w zwyczajnym obmacywaniu go, póki nie powiedział dość. Alkohol skutecznie powstrzymywał myśl, że być może stawał się coraz bardziej natrętny, ale ostatecznie padła treść tego wyzwania, a on puścił zębami krawędź jego bielizny, znów strzelając mu w skórę napiętą gumką. - Mhm. - Przestał nawet ocierać się kroczem o jego nogę, dosyć jasno potwierdzając, jak łatwo było wybić go z rytmu. - Nie wiem, co to jest. - Paskudne kłamstwo. Mógłby wymieniać rzeczy, których nie chciał mu powiedzieć masowo. Jedna za drugą. Były ich dziesiątki. Miał dekady lat życia robienia rzeczy paskudnych i nie chciał się z nich obnażać, a do tego dochodziło wiele wad jego charakteru, których blondyn nie poznał, a wiązały się z ryzykiem rychłego rozstania. - Chodzi ci o coś, przez co będziesz wkurwiony, czy po prostu coś, o czym nie mówię? - Zapytał i nawet nie musiał widzieć jego reakcji, żeby wiedzieć, że grabi sobie jeszcze bardziej. Teraz już na pewno jeżeli nie powie czegoś dostatecznie mocnego, wyjdzie na kompletnego durnia, skoro sam zaproponował tę grę. Podziękował sobie w duchu za ten gin, ale jednocześnie skarcił wszechświat za mocną głowę. Może gdyby upijał się dwoma łykami, byłoby mu nieco łatwiej.
Coś, co chciałby przed nim ukryć. Ha... śmiesznie, z Alexandrem też tak sobie leżał, pił z nim wódkę i mówili sobie różne rzeczy. Podobno mówienie tych rzeczy nie miało sprawić, że kiedykolwiek się rozstaną. Na zawsze razem, tak?
- Eh. Kurwa. - Już wolałby powiedzieć o tych oczach, ale nie potrafił tego w żaden sposób wpleść w to pytanie. „Najbardziej nie chcę ci powiedzieć, że urodziłem się z uszkodzonym czymśtam wzrokowym” z ust seryjnego mordercy brzmiało bardziej jak drwina niż wyznanie. - Na pewno chcesz to słyszeć? - Spojrzał na niego jeszcze raz, ale kontynuował od razu, bo kiedy tylko opuściło to jego usta, dotarło do niego, co robi. - Czasami - ugryzł się w język - no dobra, nie czasami. - Czasami zawsze. - Nie potrafię się powstrzymać. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale ktoś rozpina rozporek, a mi nagle wysiadają nogi i mózg. Po prostu to robię, nawet jeżeli tego nie chcę. - Chociaż przez zdecydowaną większość swojego życia chciał. Ale to nie było wyznanie o złym dotyku. Okej, nie dokończył tego, dlaczego bał się o tym powiedzieć, ale przecież nie musiał. Bo pociął się w tym domu w tej pieprzonej wannie i przyznał do tego, że to nie były jednostkowe sytuacje. Alexander się za to darł, Cain w ogóle nie chciał o tym słuchać. Każdy kto zorientował się, że nigdy nie będzie znaczył dla niego tyle co Fontaine potrafił zniknąć z dnia na dzień. - Ja... - Chętnie wróciłby do dotykania go, ale nie zrobił tego, póki nie dostał jasnego sygnału, że mógł to zrobić. - Yh. Powiedz mi coś, co jest dla ciebie ważne, ale będę wiedział to tylko ja. Nikt inny.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.